Pięciolatek, ofiara systemu

Udało się na razie obronić przed obowiązkiem szkolnym sześciolatki. Ale do szkół trafiły…pięciolatki. W ramach obowiązku przedszkolnego.

Reklama

Jak to już staje się w Polsce smutną tradycją, uchwalono prawo, które jest niewykonalne. Sejm zdecydował, że wszystkie dzieci pięcioletnie trafią do przedszkoli, tyle że mamy ich za mało, by obowiązek mógł być tam realizowany. Zwłaszcza że na skutek przesunięcia obowiązku szkolnego dla sześciolatków o dwa lata, w przedszkolach zrobił się niezły korek. Ustawa swoje, a życie swoje. Tak oto pięciolatki znalazły się w pułapce. Szkolnej.

Rok, czyli wyrok

Warto sobie uzmysłowić, czym różnią się zajęcia przedszkolne od szkolnej zerówki. Przedszkole jest placówką nastawioną na kompleksową opiekę nad dzieckiem. Ma ono tam wsparcie nie tylko podczas nauki, ale ubierania się, jedzenia, zabawy. Wszystkie te czynności w szkole schodzą na plan dalszy lub ich nie ma. W szkole przebywają dzieci w różnym wieku, a poza lekcjami często nie dzieje się nic (lub dzieje się źle). Dostęp do specjalistycznej pomocy w ogóle nie wchodzi w rachubę. Według danych GUS (za 2011 r.) w Polsce mamy 8800 przedszkoli, większość w miastach, i ok. 2 tys. punktów przedszkolnych, głównie na wsiach. Szkół podstawowych jest blisko 15 tys., i tam też „upychane” są pięciolatki. W roku szkolnym 2010/2011 do przedszkoli uczęszczało 64 proc. czterolatków.

Oznacza to, że rok później, po wprowadzeniu ustawowego obowiązku (od którego nie można się odwołać), opieką przedszkolną trzeba było objąć dodatkowo o 1/3 więcej dzieci niż rok wcześniej. Pięciolatki zostały więc w istocie włączone w strukturę szkolną. Tak też się stało w większości gmin, gdzie maluchy, zwłaszcza te, które wcześniej nie chodziły do przedszkoli, trafiły od razu do zerówek w klasach lekcyjnych. By wykonać nałożone przez ustawodawcę zadanie, w gminach przyjęto fałszywe założenie, że można umieścić pięciolatki w tych samych warunkach, w jakich przebywały sześciolatki przed reformą. Nie wzięto pod uwagę, co dla rozwoju fizycznego i emocjonalnego dziecka oznacza rok różnicy.

Ściana płaczu rodziców

Trudno mieć do samorządowców pretensje. Zostali postawieni w sytuacji bez wyjścia. Opieka przedszkolna to zawsze było ich zadanie własne. Pieniądze na przedszkola… mają być, na razie są wciąż w sferze obietnic, a pierwszy rok pięciolatka w szkole właśnie minął. Formalnie i statystycznie zadanie zostało wykonane, a reszta jest milczeniem, bo rząd nie tylko nie przeznaczył żadnych środków, by wesprzeć samorządy. Zabrakło ich nawet na porządny monitoring tego, co się dzieje z maluchami, które państwo zagoniło (często wbrew woli rodziców) do szkoły. Przepraszam. Do „oddziału przedszkolnego” przy szkole. Jaka to różnica, postanowiła sprawdzić Fundacja Rzecznik Praw Rodziców, znana z akcji społecznej „Ratuj maluchy”. W efekcie do mediów dotarł raport sporządzony na podstawie 1014 odpowiedzi nadesłanych z 469 gmin z całej Polski. Jest to swoista „ściana płaczu”, w żadnej bowiem placówce nie jest dobrze, ankiety różnią się jedynie skalą i rodzajem kłopotów. Raport pokazuje, do czego prowadzi myślenie, że rzeczywistość da się zmienić jedną decyzją polityków. Ustawowo. Tymczasem nie można bez pieniędzy, odpowiedniej bazy, możliwości zapewnienia opieki, wyżywienia czy dowozu dzieci wprowadzać rewolucji na taką skalę. Bez względu na to, że jesteśmy „w ogonie Europy”, jeśli chodzi o procent dzieci objętych opieką przedszkolną. Bo z czegoś te statystyki się biorą. Miniony rok szkolny polegał więc na dramatycznym szarpaniu „krótkiej kołdry”.

I tak źle, i tak niedobrze

Obowiązek przedszkolny, logicznie rzecz biorąc, powinien skutkować tym, że pięciolatki przyjmowane są w pierwszej kolejności, bo młodsze dzieci mogą, ale nie muszą chodzić do przedszkola. W praktyce gminy rezerwują tu miejsca dla trzy- i czterolatków, kierując się nie tyle interesem dzieci, co wygodą rodziców.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama