Trzy seksedukacje do wyboru

Minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska proponuje wprowadzenie trzech ścieżek wychowania do życia w rodzinie/wychowania seksualnego.

Reklama

Ma to działać podobnie jak w przypadku lekcji religii/etyki. Rodzice będą mogli wybrać - mówiąc w skrócie - albo program wychowujący do wierności i czystości, albo taki, w którym dzieci usłyszą, że mogą uprawiać seks, ale muszą „uważać” (np. stosując antykoncepcję), albo taki, w którym usłyszą, że homoseksualizm jest OK i że są „prawa kobiet”, np. do aborcji. Kto nie będzie chciał posyłać dziecka na żadne zajęcia, nie będzie musiał tego robić.

Prawdopodobnie zarysowany wyżej podział będzie odpowiadał podziałowi edukacji seksualnej na typy A, B i C, o których pisaliśmy w „Gościu Niedzielnym”.

«« | « | 1 | » | »»
  • pipi
    14.12.2013 14:14
    A n.p. h to może być nauka tańca na rurze jako przygotowanie do zawodu takiego jak każdy inny
  • Piotr Olszewski
    14.12.2013 21:58
    Szanowni Państwo,
    Dobrze, że jeszcze sie tu i ówdzie przewija termin WYCHOWANIE seksualne.
    Zastanówmy się, co to dla nas oznacza WYCHOWANIE. Pan profesor Schrade (pedagog) powiedział tak: "Wszyscy rodzice chcą dla swoich dzieci zasadniczo dwóch rzeczy: 1. żeby sobie w życiu jakoś dawały radę i 2. żeby były w miarę przyzwoitymi ludźmi. Bo wiecie Państwo, niektórzy to sobie świetnie radzą tylko potem trzeba ich w więzieniu odwiedzać, albo się wstydzić".
    Dla mnie to, co powiedział Pan profesor wyznacza zakres tego, czego oczekujemy od Państwa w ramach edukacji i wychowania.
    1. żeby sobie dobrze radziły.
    Szkoła ma przygotować dzieci do życia w świecie, który nie jest idealny. Do tego trzeba dziecku wtłoczyć do głowy całe mnóstwo wiedzy i umiejętności, które nie są mu dane jako naturalne: czytanie, pisanie, rachowanie, poczucie przynależności do społeczności używającej języka polskiego, jakieś zupełnie fundamentalne drogowskazy moralne: nie kłam, nie kradnij, panuj nad nerwami - ogrom pracy nieprawdaż? NALEŻY NAUCZYĆ DZIECI RZECZY BEZSPORNIE KONIECZNYCH ORAZ POŻYTECZNYCH A NIE KONTROWERSYJNYCH.
    2. żeby nie trzeba było się za dziecko wstydzić.
    Nie chodzi o to, żeby dziecko wyrosło na grzecznego człowieka (a to wydaje się być marzenie obecnie rządzących - grzeczni obywatele) tylko żeby wyrosło na człowieka DOBREGO dla innych ludzi (a ja znam ludzi dorych choć szorstkich). Chodzi tu między innymi i o to żeby młody człowiek wiedział, że jedynym kryterium rozstrzygającym o podjęciu współżycia seksualnego z drugą osobą nie jest jej na to zgoda. Trzeba wychować seksualność człowieka.
    Wychowania tego NIE ZAPEWNI PAŃSTWO w sposób zadowalający bo:
    1. Wśród 30 uczniów w klasie nie ma odpowiedniego klimatu do nieskrępowanego zadania nurtujących dziecko pytań z zakresu seksualności własnej z natury niezwykle INTYMNYCH.
    2. Ten sam powód dotyczy edukatora, który jest dla dziecka zasadniczo osobą obcą.
    3. Ludzie kompetentni twierdzą, że dzieci zaczynają poznawać sprawy seksualności w różnym tempie (do 8 roku życia zasadniczo bez odczuwania popędu seksulnego - tzn. interesują się tymi sprawami z czystej ciekawości). I tak, w klasie, jeden chciałby wiedzieć dlaczego "Małgosia nie ma siusiaka" a innego to na razie zupełnie nie interesuje. Co więcej, ważne jest (wdług ludzi kompetentnych) żeby dziecka w pytaniach o seksulność nie przyspieszać. Odpowiadamy na zadawane pytania wtedy gdy dziecko pyta i tylko w takim zakresie w jakim pyta: "Dlaczego Małgosia nie ma siusiaka Tato?" - "Bo Małgosia jest dziewczynką a ty jesteś chłopcem". Koniec kropka. Jak dziecko zapyta o coś jeszcze - odpowiadamy, jak nie zapyta poprzestajemy na tym. JAK ten postulat NIEPOGANIANIA zrealizować w klasie gdzie każdy z uczniów zadanym przez siebie pytaniem z uzyskaną odpowiedzią automatycznie pogania wszystkich innych uczniów???
    4. Trzeba sobie zdać sprawę, że nie ma potrzeby nauki rzeczy praktycznych w zakresie seksualności. Popęd seksulny to automat. Nauczyło się chodzić? Nauczy się współżyć (że później - taka kolej rzeczy). Najlepszy dowód że ludzkość trwa.
    5. Do odpowiedzialnego życia seksualnego nikt za nas naszych dzieci nie wychowa. Wydaje się bowiem, że tylko w relacji z rodzicami dziecko może znaleźć klimat intymności do otworzenia się ze sprawami własnej seksualności. To raczej rodziców należy edukować jak WYCHOWYWAĆ seksualność ich dzieci.
    6. Państwo i jego instytucje nie posiadają odpowiedniego uposażenia do zadbania (w sposób naturalnie spontaniczny a nie ideologiczny!) o szczęśliwą przyszłość dzieci - powód jest banalny. Natura jest taka, że dziecko jest zadane nie państwu (państwo w naturalny sposób nie myśli: "moje dziecko") tylko RODZICOM i bardzo dobrze, bo oni w naturalny sposób traktują potomstwo, z całą troską mówiąc "nasze dziecko" (moje i mojego mężczyzny - powie kobieta-matka, moje i mojej kobiety - powie mężczyzna-ojciec). Dlatego to rodzice mają prawo i obowiązek starać się o szczęście (zaznaczę wyraźnie, że chodzi mi o przyszłe szczęście dziecka a nie o wiedzę!) dziecka według ich światopoglądu a nie świtopoglądu państwa. Rodzice! Wasze dzieci są Wasze a nie Państwa i Państwo nie MA PRAWA zabezpieczać ich przyszłego szczęścia według własnych pomysłów!

    Ktoś zapyta może, to po co w ogóle szkoła? Ano po to (i dlatego), że zgadzamy się co do tego, że należy dzieci wyposażyć w więdzę dzięki której one potem będą mogły zarobić na własne utrzymanie i żeby rodzic nie musiał sie potem za swe dziecko wstydzić. Wszystko co jest ponad to jest zasadniczo w szkole zbyteczne, bo albo sie zrealizuje samo, albo można czy nawet należy zrealizować to czy tamto gdzie indziej.
    Jeśli zaś chdzi o to co należy realizować w szkole, to państwo (wypełniając swoją rolę służebną względem SWEGO - a nie obcego - obywatela) powinno dołożyć starań o jak njwyższą jakość realizacji swoich powinności w tym zakresie - no to widać już teraz, że u nas jest dokładnie odwrotnie.

    Tak ja na to się zapatruję.
  • saherb
    15.12.2013 09:37
    Oto prawdziwy powód wprowadzania edukacji seksualnej: "Mieliśmy cały plan, jak sprzedawać aborcję. Nazywał się "edukacja seksualna". Złamać ich naturalny wstyd, oddzielić je od rodziców i wartości, stać się ekspertem od seksu w ich życiu tak, aby przychodziły do nas. Dawaliśmy im niskodawkowe pigułki antykoncepcyjne albo uszkodzone prezerwatywy, żeby zachodziły w ciążę. Naszym celem było doprowadzenie do 3-5 aborcji u każdej dziewczyny w wieku 13-18 lat".
    Carol Everette, była właścicielka kliniki aborcyjnej, uwikłanej w śmierć 35 tys. ludzi.
  • D Y R E K T O R
    17.12.2013 06:48
    Wybór treści kształcenia i umieszczenie go w każdym programie nauczania w poszczególnych typach szkół, to trudne i odpowiedzialne zadanie. Nie może więc odbywać się w sposób chaotyczny, pod presją niekompetentnych ludzi i w atmosferze podniecenia zastępczymi tematami w oświacie. Każdy z rodziców, na przykładzie własnej szkoły i swojego środowiska, jest w stanie wymienić wiele istotnych problemów nurtujących szkołę, nad którymi winien pracować w celu poprawy i zmiany resort edukacji. Czynienie z edukacji seksualnej, wiodącego tematu, którym chce zajmować się nowe kierownictwo resortu edukacji, zamiast zajmować się pilnymi, narosłymi od lat problemami, pachnie ignorancją i brakiem świadomości o istotnych mankamentach, które od lat nurtują naszą oświatę. A ironizując na temat seksualnej edukacji, to gołym okiem widać, że całe pokolenia "seksualnych analfabetów", bez "podpowiadaczy dydaktycznych", zupełnie sobie dobrze radziły w tym temacie, dzięki temu istniejemy i tworzymy rzeczywistość.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama