Ciotki Dobrerady

Ciotki Dobrerady są pełne pomocowych chęci.

Reklama

Występują wszędzie tam, gdzie pojawiają się młode matki. I zawsze wszystko wiedzą najlepiej, i zawsze najlepiej zajmują się cudzymi dziećmi. Nigdy się przy tym nie myląc.

Zazwyczaj Ciotki Dobrerady uaktualniają się niedługo po tym, jak w rodzinie, wśród znajomych, w sąsiedztwie, rodzi się dziecko. Nadbiegają nieproszone, by pomóc. „Gorąco mu! Spoci się! Zimno mu! Przeziębi się! No za moich czasów to się dzieci inaczej trzymało! Przecież kręgosłup mu się skrzywi! Odłóż dziecko do łóżeczka, bo się rozpuści i nic w domu nie zrobisz! Nie wolno spać z niemowlęciem, bo się rozbestwi i będzie tak spał przez osiemnaście lat z wami!” I tak dalej.

Młoda matka najpierw zazwyczaj Ciotkę Dobrąradę jako dobrodziejstwo przyjmuje. Bo przecież wiadomo, że doświadczenie w dobrym wychowywaniu dzieci to podstawa. Wiadomo też, że dobra rada zawsze w cenie. Jednak czasem okazuje się, że zbyt inwazyjna Ciotka Dobrarada, mówiąc kolokwialnie, wchodzi na głowę. Więc kiedy Ciotki zaczynają być zbyt natarczywe i rozbijające relacje między matką, ojcem i dzieckiem, niestety trzeba powiedzieć „stop”.

A na koniec historyjka obrazkowa. Okazuje się bowiem, że nawet zaprawionej w boju matce piątki dzieci, która już się uodporniła na różne Ciotki Dobrerady, a w dodatku musi sama uważać, by z racji wielodzietnej rutyny nie wejść w doradczą rolę, zdarzają się „ciotkowe” sytuacje. Zakupy na bazarku z najmłodszym. Wózek obładowany dziesięciomiesięcznym, ząbkującym Jaśkiem oraz reklamówkami. Ledwie się daje pchać. Przejazd kolejowy zamknięty. Jan zaczyna płakać – chce na ręce. I matka nawet próbuje jedną ręką trzymać wózek, drugą dziecko, ale torby są zbyt ciężkie, przeważają. Na drodze ląduje kilo śliwek i pięć pomidorów. Matka zbiera zakupy, Jan wrzeszczy. Pociąg nie nadjeżdża. Jan wrzeszczy bardziej. Pociąg wrzasku się nie boi i nie przyspiesza. Jan dostaje histerii. Matka stara się utrzymać wózek, uspokoić dziecko i siebie. Pociąg w końcu się lituje, szlaban idzie do góry. Matka i dziecko dochodzą do siebie. Nagle, z przeciwnej strony dopadają wózka trzy nieznajome Ciotki Dobrerady. – Nie słyszy pani, że dziecko płacze!?

Co za matka...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • J.
    18.09.2014 23:40
    Dobrze, że po Policję, albo Straż Miejską nie zadzwoniły ;) Raz jedna taka nieznajoma Ciotka straszyła mnie Policją, bo dziecko płacze... ehhh... w krótkij rozmowie okazało się, że sama dzieci nie ma i nie miała... ale nie poddała się :) Pozdrawiam serdecznie.
  • Jaahquubel
    19.09.2014 09:42
    Jakiś czas temu czytałem o karmieniu piersią przez Polki. I było, że na starcie jakieś 90% matek chce karmić naturalnie przez kilka pierwszych miesięcy. I przez pierwsze dni karmią. A po miesiącu już chyba 10% matek karmi. I tak się zastanawiam, czy tych 80% dzieci nie dostaje sztucznego mleka przez Ciotki Dobrerady właśnie (oczywiście, nie tylko, leniwe położne i chora kultura swoje robią). Przyjdzie taka i zamiast pomóc w problemie, jaki się z laktacją pojawił (bo to tylko kwestia czasu) albo wspomóc dobrym słowem, zachwala butelkę (jakby prowizję z tego miała). "Nie męcz się dziewczyno! Dziecko głodne, trzeba nakarmić! Dasz butelkę, wypije, pośpi 3 godziny, a tak, będzie się budzić co chwilę." - i podobne bajki z mchu i paproci.
  • Anna
    24.09.2014 19:18
    Ale nie daj Boże, jak taka "ciotka", przy tym jeszcze niezamężna i bezdzietna, nie zainteresuje się "świętą matką wielodzietną" i nie biegnie pomagać!

    Bo przecież co ma do roboty taka singielka-egoistka jak nie niańczyć dzieci wielodzietnych i usprawiedliwiać w ten sposób swoje bezdzietne, beznadziejne istnienie?

    Wówczas pełno jest komentarzy o ciężkim życiu wielodzietnych, niezrozumieniu, wyśmiewaniu i pogardzie dla Nowego Życia.

    Biada wtedy samolubnym, bezdzietnym singielkom, które, rzecz jasna, wylegują się godzinami na górach pieniędzy, oglądają bez końca głupie seriale i za nic mają harówkę szlachetnych wielodzietnych, płacze i choroby ich dzieci.

  • Michał
    30.09.2014 10:56
    Tekst fenomenalny. Ostatnio - i żeby było zabawniej tuż przed lekturą tego tekstu w papierowym GN, miałem taką sytuację z... teściem, który wyszedł przed szereg i przekroczył swoje kompetencje w stosunku do wnuka. Stanowczo zepchnąłem go na swoje miejsce ;)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama