Cuda na porodówce

O żonie Dorocie, dwóch bibliach i pokorze z dr. Przemysławem Binkiewiczem rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Reklama

Barbara Gruszka-Zych: Moja znajoma przyszła do Pana Doktora zrozpaczona, że jest w nieplanowanej ciąży z trzecim dzieckiem. A Pan jej na to: „Ja mam ich ośmioro”. To ją postawiło do pionu.

Przemysław Binkiewicz: Przykład własnej rodziny jest dobry, bo uświadamia pacjentce, że trudno martwić się drugim czy trzecim dzieckiem w starciu z taką gromadką, jaką mam, i w połączeniu z wykonywanym przeze mnie zawodem.

Planujecie kolejne dziecko?

Jesteśmy zawsze otwarci na życie. Mamy trzech synów i pięć córek. I jeszcze dwoje dzieci mamy w niebie. Najstarsza córka za kilka dni kończy 21 lat, najmłodsza ma 3 latka. Dzieci to wielki dar Pana Boga. Każde z nich wnosi w nasze życie jakąś wyjątkową wartość.

Ich wyjątkowość to też problemy.

Im są starsze, tym bardziej widzimy, jakim ogromnym wyzwaniem jest rodzicielstwo. Na początku uważaliśmy się za super rodziców, a teraz widzimy, jacy jesteśmy słabi. Kiedy byłem młodym lekarzem, pracowałem jak niewolnik, żeby zarobić na utrzymanie rodziny. Nie pamiętam nawet dzieciństwa najstarszych dzieci. Z czasem zrozumiałem, że moją siłą jest właśnie rodzina. Kiedy wszyscy domownicy dobrze funkcjonują, satysfakcja jest tak wielka, że człowiek dobrze odpoczywa w domu. Gdy pojawiają się kłopoty, wtedy prawdziwa praca ma miejsce właśnie tam. Musiałem się nauczyć, że dom nie jest z definicji miejscem odpoczynku, bo niekiedy pojawiają się tam większe wyzwania niż w życiu zawodowym. Kiedy to zrozumiałem, stałem się bardziej pomocnym mężem i lepszym ojcem.

Panuje stereotyp, że rodzina wielodzietna uniemożliwia rodzicom karierę.

Mama lub tata musi poświęcić się wyłącznie dzieciom. Przecież jeśliby oboje rodzice ośmiorga dzieci chcieli robić karierę, to nie będzie ich stać na osiem opiekunek dla swoich pociech.

W Pana rodzinie poświęciła się żona?

Imię mojej żony – Dorota – oznacza „dar Boży”. Ona jest moim największym darem. Wybrała karierę mamy, choć bardzo lubiła swój zawód położnej, no i rachunkowość i zarządzanie, które ukończyła z tytułem magistra. Teraz jest naszym menedżerem domowym, a bycie położną pomaga jej być mamą i „lekarzem rodzinnym”. Pan Bóg stawia jednego człowieka obok drugiego, żeby pomagał mu zmieniać życie. Ona powoli, ale skutecznie, zbliżała mnie do Niego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Basia
    14.10.2016 16:39
    Gdybym mogła pracować z lekarzami o takich poglądach i podejściu do pracy byłabym szczęśliwa. Prawie 27 lat pracy jako położna a nie spotkałam ginekologa , który stanął po stronie ratowania życia...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama