Pedagogika bylejakości

Wcale nie dawno, dawno temu i wcale nie za górami, za lasami miała miejsce następująca sytuacja. Pewna kilkunastoletnia dziewczyna ze swoją mamą przed 1 września postanowiły odświeżyć garderobę.

Reklama

Tak, by strój szkolny naprawdę strój szkolny przypominał. W tym celu zakupiły kilka białych prostych koszul, granatowy sweter, białą bluzę. Ostatecznie w szkole są „zasady” – tak przynajmniej mówiono, gdy dziewczyna składała podanie o przyjęcie. Szkoła w teorii wymaga schludnego, szkolnego stroju w trzech kolorach: białym, granatowym i niebieskim.

Minęły dwa miesiące nauki. Dziewczyna zaczęła się buntować. Dlaczego? Bo większość koleżanek i kolegów do szkoły ubiera się przedziwnie. Zasadniczo wytworzyły się dwa „ubraniowe” ugrupowania: dzieciaki ubrane w modne i drogie ciuchy oraz dzieciaki ubrane jak na boisko (ale w ciuchy równie drogie). Kolory dowolne.

Ostatnio rodzice dziewczynki zostali wezwani do szkoły. Powód? Dziewczyna przychodzi na lekcje nieodpowiednio ubrana. Nie tak jak inne dzieci (za grzecznie, za elegancko i będzie miała kompleksy). Otóż biała koszula i jeansy (!) zakrywające pośladki to strój zbyt elegancki w szkole. Na szczęście matka dziewczyny, osoba konkretna i odpowiedzialna, obdarzona zdrowym rozsądkiem, wytłumaczyła wychowawczyni, że za godny ubiór dziecka odpowiadają rodzice. I to rodzice decydują, czy dziecko będzie przychodzić na lekcje ubrane klasycznie, czy też jak na dyskotekę.

A szkoła powinna dbać o nawyki dzieci dotyczące szkolnego ubioru. Jeśli tego nie robi, nie oznacza to, że dzieci i rodzice powinni się podporządkowywać... brakowi porządku i ubraniowej demolce. Nie wolno „przyklepywać” bylejakości. Pewnie taki przypadek to jednak... przypadek. Pokazuje on wszelako niezbyt fajny trend: zamiast stawiać młodzieży wymagania (łatwe w realizacji), zamiast podnosić poprzeczkę, coraz częściej obniża się ją. Dlaczego? Bo „tak robią wszyscy”. Często używając jednocześnie argumentu: „by dziecko nie miało kompleksów, nie czuło się inne”. Pedagogika to czy raczej warsztaty płynięcia z prądem oraz dostosowywania się do tzw. wszystkich?

Wiem. To pedagogika bylejakości.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Maluczki
    12.11.2015 09:19
    "Wiem. To pedagogika bylejakości."

    Myli się Szanowna Pani! To pedagogika lemingizacji i tępienia wszelkiej rozumności!
    To pedagogika bezrozumnego baraniego pędu, pod przewodnictwem materialistów!
    Jeżeli nie utworzymy swojego katolickiego systemu edukacji (katolickiego, a nie dewocyjnego), to naród polski do reszty zdurnieje!
    Obecne szkoły, to szkoły wyznania materialistycznego, w których dzieci są wychowywane w wrogości do religii katolickiej, a katolikom z duchownymi na czele tak jakby odebrało rozum i to akceptują.
  • hmmm
    12.11.2015 17:48
    Zatem inny przykład. Uczeń czuje się wolny. Ubiera się do szkoły trochę inaczej niż wszyscy, ale schludnie i czysto. Jest indywidualistą, ale wie,że jeśli postąpi niewłaściwie, powinien naprawiać błędy. Osiąga duże sukcesy pod okiem mądrego i wymagającego nauczyciela. Nauczyciel słyszy od rodziców, że to dzięki niemu ich dziecko jest tym, kim jest i że są wdzięczni. Pedagogika konsekwencji i wysokiej jakości działa. Nie tylko w tym przypadku.
    I przede wszystkim jest obecna w wielu szkołach.
  • maria n
    12.11.2015 22:02
    To prawda, tez sie z tym zetknęłam. Otwarcie rozmawiałam o tym z moimi dziećmi, tłumacząc im, że to fajnie jest nie "robic tak jak wszyscy" tylko sie zastanowić. Tępiłam brzydkie tornistry, adidasy pzrez całe lato (niehigieniczne), te disneyowskie prymitywy na każdym przedmiocie i feerie kolorów. Z czwórką dzieci mi "wyszło", z piątym nie-uwielbia to wszystko, co dla mnie jest brzydkie, pospolite i nieeleganckie. w wychowaniu ponosi sie dziwne porazki i dziwne zwycięstwa, ale po prostu nie można kłamać i udawać, że cos, co uważamy za okropne takie nie jest. Tak jak mieszkanie bez ślubu:"co im będę robiła wymówki, jeszcze sie na mnie obrażą"-tłumaczą matki. No to sie obrażą.Co jest ważniejsze? Znam pewną babcię, która zaproszona przez taką parę zapowiedziała, ze jej noga nie przejdzie przez próg, dopóki nie będzie ślubu. I co? Wreszcie sie zdecydowali uporządkować swoje zycie.Mam wrażenie, ze wielu rodziców dziś boi sie swoich dzieci.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama