Walentynkowe jabłka

Jak wspominają swoje randki małżonkowie z kilku-, kilkunasto- i kilkudziesięcioletnim stażem? A może ich randkowanie wciąż trwa?


Reklama

To było inaczej niż teraz – uśmiecha się Tadeusz Łagiewa i cofa się pamięcią do 1945 roku. Był wtedy młodzieńcem, już wcielonym do wojska, który na urlop przyjechał do Proślic. – Tu z końcem wojny z powiatu zawierciańskiego przenieśli się moi rodzice. Tu też sprowadzono rodziny z Kresów Wschodnich, m.in. rodzinę mojej żony – wyjaśnia. I opowiada dalej. – Kiedy wracałem od sąsiada, w bramie stała ona. Nie żebym od razu się zakochał, ale tak jakoś zagadaliśmy do siebie. A miałem wtedy na sobie ten lepszy mundur, wełniany, a nie drelichowy – wspomina i z czułością zwraca się w stronę żony Marii. Po ślubie są już 65 lat.


Przy pracy 
i na potańcówce


– Randki? – dziwią się oboje. – Kiedy szedłem przerzucać siano, to i ją obserwowałem, jak ona robiła to samo na sąsiedniej łące. Po pracy rozmawialiśmy, odprowadzałem ją do domu. Przychodziłem też często do jej ojca i z nim rozmawiałem – opowiada Tadeusz. A Maria dodaje, że wtedy to ona miała innego chłopaka – Michała, ale wybrała Tadeusza.

– Kiedy już chodziłam z Tadkiem, na jednej z potańcówek Michał podszedł do orkiestry i zamówił dwa utwory, z których drugi miał być białym walcem, czyli panie miały prosić do tańca panów. Michał zaprosił mnie do tańca, a kiedy pierwszy taniec się skończył, nie chciał puścić mojej ręki, żebyśmy i drugi kawałek razem przetańczyli. Ale moje serce należało do Tadka, więc wyrwałam rękę i podeszłam do niego, żeby z nim zatańczyć – wspomina Maria. Opowiada też, że mieli swój czas próby, kiedy Tadeusz zaczął pracować w Kluczborku i tam zamieszkał. Do Proślic wracał tylko na soboty i niedziele. Ale zawsze miał czas na potańcówkę i spacer z wybranką swojego serca.
 – Przez całe życie się nie kłóciliśmy. Przeżyliśmy zarówno dobre, jak i trudne chwile w zgodzie. Mocno pielęgnowaliśmy też rodzinne spotkania. I nadal tak jest, że uwielbiamy spotykać się w gronie całej rodziny – podkreśla Maria. A rodzina jest duża, bo doczekali się trójki dzieci, ósemki wnucząt i ósemki prawnucząt. Jest i dziewiąty prawnuczek w drodze.


Małżonkowie razem robią zakupy, razem chodzą do kościoła, razem co wieczór modlą się za całą rodzinę, razem gotują obiady. Kiedy żona robi kluski, jej mąż kroi warzywa na surówkę. Z czułością się obejmują, całusów też nie brakuje. Wzajemnie nasmarują sobie nogi czy plecy, bo w ich wieku to już konieczność. I oczywiście każdego dnia razem siadają przy kawie, a pijąc ją, obowiązkowo się droczą. – Całe życie mój mąż żartuje sobie ze mnie. Ale ja to bardzo lubię – przyznaje Maria i promienieje, spoglądając na Tadeusza.


Wrocław 
– miasto spotkań


Okazuje się, że hasło promocyjne stolicy Dolnego Śląska już dawno sprawdziło się w życiu Eweliny i Macieja Bilów z Dąbrowy. – Mieszkałam w Oleśnicy, a Maciek w Dąbrowie. Pisaliśmy do siebie listy, aż w końcu zdecydowaliśmy się na spotkanie. Chcieliśmy, żeby to było w neutralnym miejscu. Umówiliśmy się na dworcu we Wrocławiu. Dostałam wtedy w prezencie piękne jabłko z rodzinnego sadu Maćka – wspomina Ewelina. – Kolejne spotkanie było w Oleśnicy. Chciałam wiedzieć, czy Maciek jest wierzący, a nie miałam odwagi na pierwszym spotkaniu go o to spytać, więc zaproponowałam, byśmy w Oleśnicy spotkali się po Mszy św. – opowiada. – Kościół był nabity, ale Ewelina i tak mnie wypatrzyła – uśmiecha się Maciej.

– Tak, wypatrzyłam go. A jego zachowanie na Mszy św. świadczyło o tym, że jest wierzący – dopowiada z uśmiechem Ewelina. Oboje pracowali, więc najczęściej randkowali w weekendy w Oleśnicy. Szli razem na Mszę św., a potem na obiad do rodzinnego domu Eweliny. Z lokali, do których można było pójść, w całym mieście działała wtedy tylko jedna pizzeria, więc raczej wybierali spacery. – Raz wybraliśmy się na grzyby. Okazało się, że Ewelina zupełnie się na nich nie zna. Ale jak jej pokazałem, co ma zbierać, to z jej spostrzegawczością wyzbieraliśmy chyba wszystkie, które rosły na naszej drodze – wspomina Maciej.


– Bardzo szybko oboje byliśmy pewni, że chcemy się pobrać. Byliśmy już w okolicach trzydziestki. Wiedzieliśmy, czego oczekujemy po kandydacie na współmałżonka, i te cechy wzajemnie w sobie odnaleźliśmy – mówią. Po 17 latach wspólnego życia małżeńskiego, po wieloletnich zmaganiach z chorobą dwóch synów, są pewni, że dobrze wybrali i że Pan Bóg działa w ich życiu, pomagając im podejmować wyzwania, które na nich czekają. W wielu sytuacjach rozumieją się bez słów, wzajemnie są dla siebie oparciem, a rodzina, którą stworzyli, jest ich szczęściem. Dodajmy, że rodzina właśnie się powiększyła, bo trzy miesiące temu przywitali na świecie Rafałka, trzeciego syna.


«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama