Najpiękniejsza w świecie

Ania po urodzeniu żyła półtorej godziny. Rodzice ją przytulili, zanim odeszła do nieba. I pomyśleć, że lekarze proponowali, żeby to dziecko wcześniej zabić.

Reklama

Czego chcieli oszczędzić rodzicom Ani ginekolodzy proponujący aborcję? Cierpienia? Przecież po zabiciu własnego dziecka cierpienie jest znacznie większe. W dodatku najczęściej trwa przez całe życie.

A może lekarze przez swoją propozycję chcieli zaoszczędzić cierpienia samemu dziecku? – To zakłamanie. Mówiąc takie rzeczy, pomija się fakt, jak przebiega aborcja, i to, z jak wielkim bólem dla dziecka się wiąże – ocenia dr n. med. Magdalena Wąsek-Buko, pediatra neonatolog ze Śląskiego Hospicjum Perinatalnego.

To hospicjum jest niezwykłym stowarzyszeniem. Działający w nim lekarze i psychologowie za darmo, z potrzeby serca, pomagają rodzicom, którzy spodziewają się przyjścia na świat dzieci z bardzo ciężkimi wadami – takimi, które zapewne doprowadzą do śmierci maleństw albo jeszcze w trakcie ciąży, albo krótko po urodzeniu.

Lepsze niż brytyjskie

Rodzice Ani – Denisa i Rafał – przez cztery lata mieszkali w Anglii. Kiedy Denisa zaszła w ciążę, postanowili na sam poród wrócić do Polski. Ich zdaniem nasze położnictwo stoi na wyższym poziomie niż brytyjskie – to opinia ich koleżanek, które rodziły na Wyspach. Ciąża przebiegała dobrze do 20. tygodnia. Wtedy badania wykazały, że ich dziecko cierpi na poważną wadę nerek. Przez chore nerki nie rozwijały się też płuca. Angielscy lekarze zalecili polskiej parze aborcję.

– W Anglii myślą o dziecku jako o problemie łatwym do usunięcia – wspomina Denisa. – Jak o grypie, której trzeba się pozbyć – dodaje Rafał. Odmówili. Wrócili do Polski, do mieszkania w Świętochłowicach. Mieli nadzieję, że ich dziecko można jeszcze leczyć. Polscy specjaliści też nie dawali mu jednak szans na przeżycie. I niestety w Polsce też padła, choć niewyrażona wprost, propozycja aborcji. Propozycja tym bardziej szokująca, że Ania była już wtedy dużym dzieckiem, miała ponad 20 tygodni.

– Jako katolicy, a właściwie po prostu jako ludzie, nie mogliśmy się zgodzić na pozbycie się naszego dziecka – wyjaśnia Rafał. Siostra Rafała oraz jeden ze specjalistów powiedzieli im o Śląskim Hospicjum Perinatalnym. Denisa i Rafał napisali tam e-maila.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Gość
    29.02.2016 10:50
    Mam nadzieję, że ją ochrzcili zaraz po urodzeniu.
  • Gość
    19.10.2016 11:47
    Mój wnuk Adrian urodził się 17 lat temu w maju. Urodził się przedwcześnie ważył 800 gram, żył niecałą dobę. Urodził się po południu, został ochrzczony z wody zaraz po porodzie. Chciałam jednak żeby ochrzcił go ksiądz. Zgłosiłam się do kościoła, ale niestety spotkałam się z odmową, bo rzekomo o chrzest muszą prosić rodzice. Matka po porodzie była jeszcze w szpitalu, zięć był przy niej, a wnuk był w innym mieście, szpitalu bo tam próbowano go ratować. Ogarnęła mnie depresja, mojemu wnukowi nic sie nie należy ani życie ani nawet chrzest. Stałam na szpitalny korytarzu i płakałam chyba ze 2 godziny, nikt do mnie nie podszedł Mój mąż pojechał do oddalonego o 30 km szpitala i przywiózł zięcia i wtedy ksiądz z pobliskiego kościoła przyszedł i dokonał ceremonii chrztu, chociaż wodą dziecka już nie polewał. Boli mnie to do dzisiaj, liczyły się minuty nie wiedzieliśmy jak długo dziecko będzie żyło, lekarze nie dawali żadnej nadziei. Wszystko to mówiliśmy księdzu, ale odmawiał ceremonii. Małżeństwo córki się rozpadło. Ja jestem wrakiem człowieka. Nie umiem się śmiać, płakać zresztą też. Babcia
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama