Miłość to nie pluszowy miś...

– Miłość musi być wieczna. Jeśli po 10 latach ktoś stwierdza, że nie kocha małżonka, to znaczy, że nigdy go nie kochał – uważają Jadwiga i Paweł Rosowie. – Miłość też jest wtedy, gdy ugotuję Pawłowi pomidorówkę z makaronem, choć ja wolę z ryżem – dodaje Jadwiga.

Reklama

Państwo Rosowie coś już wiedzą na ten temat, choć ich zdaniem nie ma konieczności ciągłego mówienia o uczuciach. – Nie wiemy, czy warto mówić o miłości. Nie pamiętamy, byśmy w ogóle rozmawiali o miłości tak po prostu, albo tym bardziej nadzwyczajnie. Miłość wypełnia naszą codzienność, jest czymś normalnym – zaznaczają. Dodają jednak, że jako małżonkowie codziennie się o niej zapewniają.

– Codziennie muszę usłyszeć: „Kocham Cię!”. Po prostu potrzebuję tego. Ale zdarzają się dni, że naprawdę nie ma czasu na takie wyznania. Wtedy gdy mąż zasypia, wybudzam go po to, by to usłyszeć. A on już się nie denerwuje, tylko mruczy: „Mhm, kocham Cię, ale daj mi już spać”.

Pielęgnowanie wieczności

– Miłość jest wieczna – mówi ks. Wolański. – Miłość nigdy się nie kończy i będzie trwała wiecznie, bo w niebie już jest tylko ona. Ale miłość, tak jak każda cnota, wymaga nieustannej pielęgnacji – zaznacza. Porównania nasuwają się same. – Miłość można zestawić z pięknym ogrodem. Jeśli ogrodnik zabiega o niego, pielęgnuje, przycina roślinki, usuwa chwasty i podlewa, ogród jest piękny i pięknie się rozwija – mówią Irena i Ryszard Orzelscy, organizatorzy Spotkań Małżeńskich, prowadzący je od lat. – Ale jeśli zaprzestanie się swoich zabiegów, ogród szybko zarośnie chwastami i zdziczeje. Z taką diagnozą zgadza się Dominika Warmuz. – Miłość jest procesem dynamicznym. Podlega zasadzie rozwoju i regresji. Jeżeli się nie rozwija, zamiera – mówi.

Nieco inaczej na tę sprawę patrzą państwo Rosowie. Ich zdaniem, miłości nie da się pielęgnować. – Można dbać o relacje między sobą, ale nie o miłość. Miłość jest stała, od początku do końca osiąga wartość maksimum – uważają. – Choć bez tych oklepanych róż, które nigdy się nie znudzą, dymiących świec, które nadają taki sprzyjający klimat, ciężko byłoby mi wytrzymać z mężem – wtrąca pani Jadwiga. – Te „zabiegi pielęgnujące” nie są obowiązkowe, ale dzięki nim miłość może być stanem – mówi.

Każdy sakrament małżeństwa poprzedza okres narzeczeństwa. To także, a może przede wszystkim miłość okazywana i odbierana czasem po raz pierwszy. – Miłość narzeczeńska to taki prototyp tej małżeńskiej: uczę się drugiej osoby, przyglądam się jej i poznaję, spędzam z nią dużo czasu, przeżywam pierwsze stresy przedślubne, wybuchają pierwsze konflikty w czasie przygotowań do ślubu i wesela. Jeszcze nie byliśmy ze sobą 24 godzin na dobę, a już czasem mieliśmy się dość – opowiada Jadwiga Rosa.

Co na to narzeczeni? Mówią, że to właśnie na etapie narzeczeństwa ich miłość stała się dojrzalsza. – Poznajemy gesty miłości w tym wrażliwym i delikatnym aspekcie, jakim jest czułość – trzymanie za rękę, całowanie w czoło, przytulanie i wiele innych – mówi Paweł Włodarski. Ich zdaniem, właśnie te gesty często później mogą zaniknąć w małżeństwie. – A każdy potrzebuje czułości, nawet mężczyźni – śmieje się Justyna Syganiec.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama