Wpuszczone w bajkowy kanał

Od rana do nocy stacje „dla dzieci” zapewniają maluchom zabawę non stop. Oby ta zabawa była naprawdę bezpieczna.

Reklama

Ich funkcją jest teoretycznie edukacja i rozrywka. Powinny uczyć przez zabawę. Dzięki temu dzieci powinny rozwijać się harmonijnie, zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie. Kanały telewizyjne dla dzieci, bo o nich mowa, goszczą w niemal wszystkich polskich domach. W niektórych rodzinach dzieci mogą wybierać nawet wśród kilku. Bajeczne dobrodziejstwo dla kilkulatków czy raczej bajdurzenie o „bezpiecznych” kanałach dla dzieci? Edukują i rozwijają czy szkodzą? I co zrobić, by wykorzystując pozytywne funkcje (niektórych) kanałów dla dzieci, wyeliminować grożące najmłodszym telewizyjne pułapki?

Nie za dużo?

W ostatnich 20–30 latach sposób oglądania telewizji przez dzieci diametralnie się zmienił. Za tzw. naszych czasów dla dzieci dostępne były dobranocki czy wieczorynki, trwające od 10 do 30 minut, w sobotę i niedzielę krótkie programy przedpołudniowe, a w ciągu tygodnia – magazyny dla młodych widzów, również zazwyczaj nieprzekraczające pół godziny emisji. Dziecko w wieku szkolnym mogło więc oglądać dziennie maksymalnie godzinę programu skierowanego do młodego widza. Dodając do tego nawet propozycje przeznaczone dla szerszego odbiorcy – przyrodnicze czy informacyjne – dziecko nie miało po prostu możliwości oglądania programów telewizyjnych dłużej niż półtorej godziny dziennie. Co z resztą dnia? Oczywiście podwórko, zabawy z rówieśnikami, względnie zajęcia dodatkowe.

Obecnie, gdy tzw. kanały dla dzieci są stacjami całodobowymi, ilość czasu, którą dzieci przeznaczają na oglądanie bajek i seriali, wzrosła. Przyjmuje się, że dorosły człowiek spędza średnio 4,5 godziny dziennie przed telewizorem. Dziecko w wieku od 4 do 18 lat – nawet ok. 3 godzin. Powyższe dane nie uwzględniają innych elektronicznych aktywności dziecięcych – korzystania z komputera, tabletu itp.

I zasada jest taka: im więcej telewizji oglądają tata i mama, tym więcej ogląda dziecko. O ile jednak mama i tata wyobraźnię, umysł, inteligencję mają już wyrobione, dziecko nadal formuje swój intelekt i sposób patrzenia na świat. A formuje tym, czym się karmi.

Jeśli „dla dzieci”, to bezpieczne?

W Polsce jest dostępnych ok. 20 kanałów tematycznych przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Część z nich to produkty własne operatorów telewizyjnych, np. MiniMini, TVP ABC, inne to kanały znanych wytwórni, np. Disneya. Ponieważ rynek tych kanałów wciąż się poszerza, a konkurencja między nimi jest coraz większa, poszczególne stacje zabiegają o stałego odbiorcę, w tym przypadku dzieci, w różnym przedziale wiekowym. Dlatego jedne stacje są przeznaczone dla przedszkolaków, inne dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, a jeszcze inne dla młodzieży.

Jaka jest ich jakość? Różna. Od kanałów oferujących mądre, przyjazne, spokojne kreskówki, często wyprodukowane nawet i 30–40 lat temu, przez stacje nastawione na współczesne bajki, również na przyzwoitym poziomie, aż po pełne agresji, przedziwne twory bajkopodobne. Wydaje się, że tych ostatnich jest coraz więcej, a w niektórych stacjach (szczególnie tych dla starszych dzieci) nawet przeważają. Można je scharakteryzować następująco: agresywna kreska miesza się z agresywnym tekstem i muzyką. Obrazy są tworzone w jaskrawych kolorach, bohaterowie (nawet „ludzcy”) przybierają formy potworków z wielkimi głowami i ostrymi rysami. Przekaz jest szybki, sceny zmieniają się jak w szalonym kalejdoskopie. Często nie ma w tych kreskówkach morału, a chociaż bohaterzy, bardzo zresztą lubiani przez młodych odbiorców, są „cool”, to w zasadzie nie wiadomo, czy są pozytywni. Tego typu „bajki” co najwyżej mają ograniczenie wiekowe „od lat 7”. Ale też nie zawsze.

Jeśli więc rodzic nie wyostrzy krytycznego zmysłu i będzie polegał wyłącznie na oznaczeniu programu przez stację, może dojść do wniosku, że „bajka jest bezpieczna” dla wszystkich dzieci, bo od nadawcy otrzymała ikonę zieloną. – Dlatego zawsze warto samodzielnie kontrolować to, co ogląda dziecko. Zaufanie do oznaczeń programów przez stacje powinno być ograniczone. Warto też od małego uczyć dziecko dokonywania świadomego wyboru – żeby potrafiło samodzielnie wyłączyć nieodpowiedni dla siebie program – radzi psycholog Bogna Białecka, redaktor naczelna portalu edukacyjnego dla młodzieży: Pytam.edu.pl. – Natomiast poza oficjalnymi oznaczeniami programów (typu zielona czy czerwona ikona w rogu ekranu) można rodzinnie stworzyć własne oznaczenia, np. K – koniecznie trzeba zobaczyć, T – takie sobie, S – strata czasu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama