Ogród w cieniu namiotu

Na początku było Bardo Śląskie, dziś Dolnoślązacy zaszczepiają oazowy charyzmat w Azji, Afryce… Ale wielkie rzeczy w Ruchu Światło–Życie wciąż dzieją się często tuż za progiem.

Reklama

Mogliśmy zmienić nasze życie w zaczarowany ogród – mówi poetycko Agnieszka z Wrocławia, która wraz z mężem Andrzejem dzieli się swoim świadectwem na filmie promującym Domowy Kościół. Jesteśmy dziś zakochani w sobie bardziej, niż gdy byliśmy narzeczonymi – twierdzą. Tymczasem, jak wspomina w swym świadectwie Agnieszka, kiedy na początku spotkania z Ruchem Światło–Życie miała napisać, co dobrego widzi we współmałżonku, siedziała długo nad pustą kartką. – Czekałam, aż będę mogła napisać, co widzę złego. Takiej opcji nie przewidziano – usłyszałam. Dziś wszystko wygląda inaczej.

44 lata temu

– Co wy tu robicie? Przecież w waszej diecezji za dwa dni zaczyna się młodzieżowa oaza I stopnia. Potrzeba tam animatorów! – usłyszeli trzej wrocławscy klerycy w Krościenku w 1972 r. z ust ks. Franciszka Blachnickiego. Jednym z nich był kl. Kazimierz Sroka, dziś proboszcz parafii pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu. Razem z nim byli Marek Adaszek i Ryszard Szkoła – alumni po IV roku.

– Wprost z Krościenka pojechaliśmy więc do Barda Śląskiego, gdzie u ojców redemptorystów odbywała się pierwsza w naszej archidiecezji wakacyjna oaza. Zostaliśmy animatorami – mówi ks. Kazimierz, wspominając grono pionierów podobnych rekolekcji na Dolnym Śląsku, zwłaszcza ks. Stanisława Babicza.

– Na tej pierwszej oazie odwiedzał nas bp Paweł Latusek. Okazywał wiele wsparcia, co było bardzo cenne – wspomina ks. K. Sroka, dodając, że czasy były trudne. – Ówczesne władze nękały nas różnymi kontrolami, żądano list, materiałów. Uznawano, że są to „dzikie kolonie”, na których odbywa się demoralizacja młodzieży. Tymczasem to było miejsce gruntownej formacji, zaczyn odnowy biblijno-liturgicznej w parafii. Tu formowali się lektorzy, członkowie scholi. Ze środowiska tamtych oaz wyrosło całe pokolenie inteligencji katolickiej.

Ks. Stanisław Babicz w swoich wspomnieniach również odnotował pamiętne rekolekcje w 1972 r. Wyjaśnia w nich, że posługę moderatorską pełnili wówczas ks. Jan Wurzel SDB i pani Elżbieta Krawiec; sam jako młody kapłan był moderatorem wspomagającym. Pierwszy raz uczestniczył w oazie w Krościenku w 1969 r., gdzie od razu, wobec rozwiązania przez milicję jednej z oaz, został przez ks. Blachnickiego zaangażowany jako animator grupy ministrantów. Były to nieco szalone, piękne czasy.

Klocki dobrze dobrane

– Patrząc na to, jak Ruch się rozwija, można dostrzec wielką rolę Domowego Kościoła, wzrastającą liczbę Kręgów Rodzin – mówi ks. Grzegorz Michalski, obecny moderator diecezjalny. – Również młodzież jest bardzo aktywna – wiele osób z Ruchu zaangażowało się w tym roku w swoich parafiach w organizację ŚDM. Chcą służyć, dawać coś z siebie. Decydująca okazuje się często czyjaś osobista zachęta.

– Sąsiad, z którym służyłem przy ołtarzu, namolnie każdej niedzieli namawiał mnie, żebym poszedł i zobaczył, co to jest Domowy Kościół. Opieraliśmy się z żoną przez ponad rok – wspomina Krzysztof Mikos. – W końcu, wobec jego wytrwałości, powiedzieliśmy: „Dobra, Stasiu, powiedz, gdzie i kiedy odbywa się krąg, pójdziemy”. Myśleliśmy: „Niech mu będzie, powiemy mu potem, że nam się nie spodobało”. Poszliśmy i… jesteśmy w Ruchu prawie 15 lat. Teraz nie potrafimy sobie wyobrazić, że moglibyśmy być poza nim.

Pary małżeńskie, które odnalazły swoją drogę w Domowym Kościele, mówią o bardzo prostych, zwyczajnych rzeczach. Comiesięczne spotkania w kręgu 4–7 małżeństw, codzienna modlitwa – osobista, małżeńska i rodzinna, dialog małżeński, tzw. reguła życia, rekolekcje. Pary dłużej trwające w Ruchu podejmują w nim odpowiedzialność za różne przedsięwzięcia.

– Formacja naturalnie ma prowadzić do wyjścia na zewnątrz, do służby, dzielenia się sobą – mówi Krzysztof, w tym roku prowadzący z żoną oazę II stopnia. Mają pięcioro dzieci, a ich najstarsza córka także aktywnie zaangażowała się w dzieło rekolekcji. – W tym roku prowadziła, jak sądzę – bardzo dobrze, diakonię muzyczną – dodaje. W Domowym Kościele w formację włącza się cała rodzina. Ona jest podstawą. – Nie jesteśmy oczywiście idealną rodziną, ale pozostajemy w drodze. To jest „Ruch” Światło–Życie. Jesteśmy w ruchu – dążymy do celu, do zbawienia. I staramy się dobrze „dobrać klocki”, potrzebne, by cel osiągnąć.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama