Labirynt macierzyństwa

Największe marzenia? Żeby dzieci wyrosły na mądrych ludzi. I własny kąt bez grzyba.

Reklama

Dwadzieścia pięć lat temu powstał w Łodzi Dom Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej. To największa taka placówka w Polsce. I murowane świadectwo pomocy kobietom maltretowanym i zagubionym oraz dzieciom, których świat nie potrzebował, a siostry antonianki, czyli Zgromadzenie Sióstr Antonianek od Chrystusa Króla, przyjęły z radością. Pierwsze samotne matki z Łodzi wraz z dziećmi mieszkały w domu generalnym sióstr już od 1979 r. Na szczeblu diecezjalnym dom istnieje od czerwca 1992 roku. Od kilku lat w nowoczesnym obszernym budynku. To tutaj życiowe labirynty młodych matek mają szansę się nieco wyprostować.

Sama nie mogę uwierzyć...

Marysia ma lat 19 i wesołe, zadziorne spojrzenie. Bardzo zadziorne i bardzo wesołe, jak ona sama. Mimo wszystko. Jej 2-letni Sebastian też jest energiczny – po mamie. Może za dwa, trzy lata jakieś socjalne mieszkanie dostaną? Partner zaczyna – to również zasługa sióstr – „ogarniać się”, pracuje i myśli o wspólnej przyszłości. Marysia będzie pisać o przyspieszenie socjalnego mieszkania, bo w drodze drugie dziecko, a wiecznie w domu samotnej matki mieszkać przecież nie może. – Tak wyszło – mówi rozbrajająco, uśmiechając się i mrugając okiem. Głaszcze lekko wypukły już brzuch. – To dziesiąty tydzień, mam nadzieję, że to dziewczynka.

Niemal całe swoje życie spędziła w rodzinie zastępczej, jej biologiczni rodzice nie żyją. Mama zresztą, prawie 24 lata temu, urodziła swoje pierwsze dziecko właśnie tu, w domu samotnej matki w Łodzi. – Ja, gdy zaszłam w pierwszą ciążę, najpierw mieszkałam z ciocią i wujkiem. W ósmym miesiącu kazali mi się wynosić. Sama nie mogę w to uwierzyć... Przyjęły mnie tutaj siostry. I jestem.

Marysia cały czas wierci się i kręci. – No nie umiem usiedzieć na miejscu. Muszę być w ruchu, muszę działać – opowiada. – Kiedy tutaj, do DSM, trafiłam, to – nie ukrywam – najpierw było mi ciężko. Wiadomo: zasady, porządek i nowi ludzie wokół. Płakałam pierwszego dnia jak bóbr. Ale teraz jestem zadowolona. To taka moja szansa na przyszłość.

Marysia w wakacje będzie uczestniczyć w kursach na kosmetyczkę. Wcześniej nauczyła się obsługi kasy fiskalnej. Ma też skończoną szkołę ogrodniczą, a ogrodnictwo to jej pasja.

S. Natalia, antonianka, drobna i dziewczęca, słucha wywodów Marysi z subtelnym uśmiechem. Mieszka tuż nad nią, więc nieraz musi poskramiać Marysiną energię: – „Marysia, ścisz tę muzykę”; „Marysia, nie gadaj tak głośno przez telefon” – śmieją się obie i cytują zdania doskonale znane na pamięć. – A o drugiej mojej ciąży siostra dowiedziała się, gdy opowiadałam o sobie podczas spotkania z młodymi ludźmi. Była dzielna i nie zemdlała – śmieje się Marysia.

– Gdy dziewczyny przychodzą i mówią: „Siostro, nie wiem, jak to powiedzieć, ale...” – to już wiem, o co chodzi. I pytam zwykle: „Który tydzień?” – mówi s. Natalia. – Praca z dziewczynami to bycie non stop razem. I konieczność reagowania na najróżniejsze sytuacje. Bez oceniania.

Na swoje

Oliwka ma 2,5 roku i jest takim dzieckiem szczęścia. Radosna, pogodna, wdzięczna, kocha szaloną miłością starszego i młodszego brata. Jej mama Łucja, mimo że los jej nie oszczędzał, a życie nie rozpieszczało, dba o dzieci, kocha, skupiona jest tylko na nich. – Tak mi się życie ułożyło, że doświadczałam i przemocy, i samotności, i opuszczenia. Byłam dzieckiem, gdy zmarła moja mama. Może gdyby żyła, inaczej by się to potoczyło? Pierwszy mój związek rozpadł się, gdy syn był malutki. Potem poznałam mężczyznę, wydawał się porządny. Nie wiedziałam, że był uzależniony... Urodziła się Oliwka, chciałam odejść. Miałam już nawet pracę, gdy okazało się, że znów jestem w ciąży. Ze względu na uzależnienie partnera straciłam dorobek całego życia... – pani Łucja patrzy w podłogę.

Trafiła do ośrodka dla bezdomnych kobiet z dziećmi. Ale schronisko nie nadawało się tak naprawdę dla nikogo, o dzieciach nie wspominając: grzyb, pluskwy i ścisk. Udało się przenieść do sióstr. – Nigdy bym nie przypuszczała, że może mi się tak dziwnie życie ułożyć – mówi Łucja z nutą rezygnacji. – Tu, u sióstr, źle mi nie jest. Mieszkam ponad rok, a one są pomocne i dobre. Ale bardzo chciałabym stanąć na nogi. Niedługo powinnam dostać własne mieszkanie. Dzieci pójdą do przedszkola i żłobka, ja do pracy. Jest 500 Plus. Poradzę sobie. Chyba...

Łucja pracowała wcześniej jako ekspedientka. Teraz pokończy kursy zawodowe, żeby mieć większe możliwości. Dla siebie to już niczego nie chce. Ale dzieciom da wszystko, co może dać. Choćby miała nie spać i nie dojadać. – Jest niesamowitą, wyjątkową matką – mówi s. Magdalena Krawczyk, dyrektorka domu. – Łagodna, ciepła, oddana. Niestety, zapomina o sobie i ma trudności, by po tym, czego doświadczyła, na nowo uwierzyć w siebie, w swoją siłę. A każda kobieta, każda matka ma wielką siłę. Choć okoliczności, trudne życie, przemoc, której doświadczyły, sprawiają, że często o tym zapominają.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama