Hazardzistę trudniej wykryć

O nałogach równie wyniszczających jak alkohol czy narkotyki, zachwianych relacjach i fejsbukowych „lajkach” mówi Izabela Kozłowska, specjalista terapii uzależnień i koordynator projektu „Wolny umysł”.

Justyna Liptak: „Wolny umysł” to bezpłatna terapia dla osób uzależnionych behawioralnie. Co kryje się pod tym pojęciem?

Izabela Kozłowska: Zakupoholizm, hazard, internet, gry komputerowe, czyli wszystko to, co oferuje dzisiejszy świat, a co w zbyt dużych i niekontrolowanych ilościach może doprowadzić nas do stanu wymagającego leczenia. Dlatego nasz program skierowany jest do osób w różnym wieku, a także całych rodzin, bo te rodzaje uzależnień mogą dotknąć każdego.

Skąd biorą się uzależnienia behawioralne?

Żyjemy w takich czasach, kiedy młodzi mają cały czas dostęp do telefonu, są non stop online – na Facebooku, Instagramie, Snapchacie – gdzie poprzez zdjęcia, „lajki” i komentarze wyrażają silną potrzebę informowania, co się u nich w danej chwili dzieje, żyją w tym wirtualnym świecie. Niestety, wiąże się to z tym, że nie potrafią rozmawiać twarzą w twarz, nie są zdolni do utrzymania ciągłej i konstruktywnej relacji. Mają zupełnie inny system wartości niż ten sprzed ery komórek, internetu i komputerów. Nie liczą się dwaj prawdziwi przyjaciele, ale liczba lajków na portalu społecznościowym. Zamiast człowieka, który mógłby przy nich być, wybierają emotikony.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo wszyscy tak robią. I następuje zapętlenie. W czasie zajęć profilaktycznych, które prowadzimy w szkołach, pewien chłopak zapytał mnie, czy „skoro wszyscy tak robią, to nie powinno to być normą społeczną”. I oni widzą to w ten sposób. Dlatego tak trudno uchwycić im moment, w którym wpadają w uzależnienie, bo zapominają, że nie zawsze norma jest dobra.

Skoro sami nie widzą u siebie problemu, to z pewnością zauważy go rodzina.

Wszystko zależy od relacji. Część osób uzależnia się, bo rodzice nie mają czasu. Zawsze mnie to bardzo mocno zastawia, kiedy widzę małe dziecko obok swoich rodziców, które ma w rękach telefon i ogląda bajki. Jeśli w danej rodzinie jest normą, że dziecko ma częstszy kontakt z telefonem niż z rodzicem, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że kiedy dorośnie, będzie borykało się z uzależnieniem. Jednak nie dla każdego problem zaczyna się we wczesnym dzieciństwie. Dla niektórych internet to ucieczka od problemów, bo może się zdarzyć, że w szkole czy w pracy dana osoba nie jest akceptowana, ale np. w grze, gdzie jest anonimowa, cieszy się uznaniem i poważaniem ze względu na osiągnięty poziom umiejętności gracza.

Jakie objawy powinny wzmóc naszą czujność?

Sytuacja, gdy dana osoba nie rozstaje się np. ze smartfonem, sięga po niego zaraz po przebudzeniu, tak jak palacz po papierosy. Telefon musi być cały czas naładowany, a gdy poziom baterii spada i w pobliżu nie ma ładowarki, widać wyraźne podenerwowanie. W przypadku młodych próby odebrania smartfona albo wyłączenia komputera budzą bunt, a nawet furię. Należy również zwrócić uwagę, czy dziecko nie opuściło się w nauce, nie zaczęło wagarować albo nie porzuciło swojego hobby. Niestety, bardzo często rodzice bagatelizują te objawy, ponieważ uważają, że skoro dziecko jest w domu, to nic mu nie grozi, bo nie upija się i nie bierze narkotyków. Najczęściej dopiero w trakcie terapii dociera do nich, że syn albo córka spędzają przed komputerem od 6 do nawet 12 godzin dziennie. Trudniej wykryć hazardzistów, bo oni bardzo skrzętnie ukrywają swój nałóg. Wstydzą się pójść na terapię, a ci, którzy do nas trafiają, są już pod całkowitą kreską.

Jak przebiega terapia?

Jeśli dotyczy młodych ludzi, to w wychodzenie z uzależnienia musi być włączona cała rodzina. Pracujemy nad tym, aby odbudować relacje – poprzez wspólne spędzanie czasu i rozmowę. Ta ostatnia jest szalenie ważna, bo z moich obserwacji wynika, że ludzie nie mają czasu mówić – o sobie, swoich problemach i radościach, o lękach. Dopiero, kiedy przychodzą do poradni, zatrzymują się w biegu i w końcu mogą wypowiedzieć to, z czym się borykają. Proces wychodzenia z uzależnienia to okres intensywnej i systematycznej pracy. Aby rozpocząć leczenie, niepotrzebne jest skierowanie od lekarza. Wystarczy być z Gdańska. Do dyspozycji są psycholodzy oraz specjaliści terapii uzależnień – wystarczy przyjść bądź zadzwonić. Jeśli w danym momencie nie odbieramy telefonu, to z pewnością oddzwonimy. • justyna.liptak@gosc.pl

Gdzie po pomoc?

Ośrodek Leczenia, Terapii i Rehabilitacji Uzależnień dla Dzieci i Młodzieży w Gdańsku – Stowarzyszenie MONAR, ul. Agrarna 2, tel./ fax: (58) 349 46 90, (58) 349 49 54, tel. kom. 508 367 387. Można dojechać autobusem z Gdańska-Wrzeszcza – nr 126, 157, 110, z Gdańska Głównego – nr 210, z Sopotu – nr 122.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja