Panna miała pecha...

Ostatnio z kumplami założyliśmy się, kto jest w stanie więcej wypić. Niestety, zakładu nie udało mi się wygrać. Odpadłem po szklance wina i 4 piwach – przyznaje Piotr, skierniewicki licealista.

O tym, że sierpień jest miesiącem abstynencji, wiadomo nie od dziś. Specjalnie na ten czas list pasterski kierują do wiernych biskupi polscy. Dla coraz większej grupy wierzących nie jest to już zachęta do podjęcia choćby miesięcznej abstynencji. Co gorsza, najmniej kwapi się do tego typu zobowiązań młodzież, która wakacje traktuje jako czas odpoczynku, luzu, szaleństwa i... picia. Na progu rozpoczynającego się roku szkolnego warto zrobić rachunek sumienia.

Grzech zaniedbania

Jeszcze kilka lat temu niemal w każdej parafii przynajmniej trzy razy w roku wykładane były tzw. złote księgi trzeźwości. Do wpisywania się do nich namawiali wiernych duszpasterze przed Adwentem, Wielkim Postem, sierpniem, misjami parafialnymi, a także przy okazji I Komunii św. i wizyt papieża. Dziś głos z ambony nie jest już tak wyraźnie słyszalny. – W naszej wspólnocie, choć swoje spotkania ma grupa AA, do księgi wpisuje się tylko garstka osób – przyznaje ks. Jan Pietrzyk, proboszcz parafii św. Jakuba w Skierniewicach. – Myślę, że jest to problem wiary, ale i niechęci do składania deklaracji. Nieraz podczas zachęt do składania podpisów wiele osób zapewniało mnie, że podejmuje w tym okresie abstynencję, ale na apel woli odpowiadać sercem, a nie podpisem – tłumaczy ks. Pietrzyk.

Podobne reakcje obserwuje także ks. Henryk Linarcik, proboszcz z Rzeczycy. – Mówienie o cichych deklaracjach nie przekonuje mnie. Problem tkwi w tym, że coraz więcej osób ma kłopot z dotrzymaniem takiego postanowienia. Nieraz słyszałem, że wakacje to czas wesel, dożynek i grillowania. Gdy zaś mówimy o młodzieży, sedno problemu leży w dużym stopniu po stronie rodziców, którzy nie próbują nawet wymusić na swoich dzieciach trzeźwości. Chcąc pomóc, na Wielki Post zaprosiłem rekolekcjonistę, który zajmie się problemem uzależnień – mówi z przejęciem ks. Linarcik. Zdaniem ks. Jacka Kijewskiego, referenta duszpasterstwa trzeźwości w diecezji łowickiej, wielu duszpasterzy zwolniło się z mówienia o trzeźwości. – Bez wątpienia jest to nasz grzech zaniedbania, który ma już swoje owoce. Podobnie, jak Prymas Tysiąclecia i ks. Franciszek Blachnicki, powinniśmy w trzeźwości zobaczyć siłę. Nie może uspokajać nas fakt, że w ostatnich latach zmienił się obyczaj picia. Rolą duszpasterza jest wspierać i pokazywać drogi rozwiązania. Sam kapłan nie musi być specjalistą w tym zakresie. Ważne, żeby wiedział, gdzie odesłać uzależnionego i kto może pomóc jego rodzinie. O zagadnieniach związanych z trzeźwością warto rozmawiać przy okazji sakramentów i kolędy. Milczenie nie sprawi bowiem, że tak złożony problem sam się rozwiąże – podkreśla ks. J. Kijewski.

Bolesne cyfry

Na początku roku w artykule Beaty Maly z „Głosu Skierniewic i okolic” pojawiły się szokujące zestawienia. „Gdyby zliczyć wszystkie roczne wydatki skierniewiczan na alkohol, to wystarczyłoby to na prawie 7 butelek najdroższego koniaku świata (2 mln dolarów za butelkę), 1744 i pół fiata panda (najuboższe wyposażenie) w wyprzedaży rocznika 2011. Za te pieniądze skierniewiczanie mogliby również kupić 21 mln 797 tys. bochenków chleba w jednym z dyskontów” – napisała autorka. W 2011 roku na alkohol mieszkańcy Skierniewic wydali ponad 43 mln zł, czyli o ponad 2 mln więcej niż w roku 2010. Sporządzenie identycznych zestawień w innych miastach diecezji prawdopodobnie dałoby podobne wyniki. Przytoczone statystyki na większości młodych ludzi nie robią większego wrażenia. Spotkana przy dworcu młodzież w piciu alkoholu widzi niemal same plusy. Wrażenia nie zrobią na niej także doniesienia o 13-latce, która w lipcu z objawami silnego zatrucia alkoholowego trafiła do szpitala. – Czytaliśmy ten artykuł. Po prostu panna miała pecha. Na szczęście piła z jakimiś rozgarniętymi kolesiami, którzy wezwali pomoc – kwituje sprawę Marcin. – Pijąc, wiemy, że kiedyś możemy przegiąć, ale bez promili nie ma zabawy – żartuje Łukasz, sącząc piwo. – My mamy silne głowy, więc proszę się o nas nie martwić – wtrąca Majka. – Na początku było inaczej. Pierwszy raz, jak się upiłam, myślałam, że umrę. Nie wiem, jak wróciłam do domu. Miałam wtedy 16 lat. Rodzice udali, że nic nie widzą. Teraz jestem już pełnoletnia, więc kiedy mi trują, że przesadzam z piciem, ja udaję, że ich nie słyszę. Czasem tylko żałuję, że nie mam już z nimi o czym gadać – mówi.

To przerażające, że urywający się ciągle film to coraz częściej jedyny pomysł młodych na scenariusz życia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.