Lew Pobożny z pieluchą

Leonie Pio, mój Lwie Pobożny, Tobie felieton ten poświęcam

W niedzielę 23 września było wspomnienie św. o. Pio. I był chrzest Leona Pia, zwanego też z dosłownego tłumaczenia Lwem Pobożnym. Otóż Lew Pobożny ma obecnie prawie pięć miesięcy, jest prawie całkiem łysy i wagowo słuszną kluchą. Ulubioną czynnością Lwa Pobożnego jest ssanie i gruchanie. Należy też dodać, że wyjątkowo jak na niemowlę Lew Pobożny jest człowiekiem bardzo poważnym i spokojnym. Uważni obserwatorzy mówią nawet, że może filozofem zostanie. Względnie dobrym i mądrym biskupem. Lew Pobożny ma trójkę starszego rodzeństwa, które za nim przepada i wcale nie zazdrości. Ma też rodziców, którzy przyjęli go od samego początku, od zrobienia testu. I konsekwentnie cieszyli się dzieckiem przez bardzo trudnych 9 miesięcy. I cieszą się teraz. Taka Lwia niespodzianka.

A mimo że niektórzy mówili: „nieodpowiedzialne dziecioroby”, oni wiedzieli swoje. Bo Ktoś stworzył Lwa Pobożnego. I tylko On wie, po co… Bo ogarniając sprawę pojawienia się Leona na świecie tak po ludzku, można nieludzko stwierdzić: pojawić się to on nie powinien. Z wielu względów formalno-technicznych. Chociażby taka choroba w domu. Kto to widział, by dopiero co ciężko chora matka trójki małych dzieci zachodziła w kolejną ciążę? Kompletny brak rozsądku i odpowiedzialności. Kto to widział, żeby w dzisiejszych czasach, gdy materialnie coraz ciężej, decydować się na czwarte dziecko? Metod nie znają skutecznych, czy co? A Lew Pobożny majta nogami i powściągliwie uśmiecha się. Ochrzcili go kilka dni temu w wiejskim kościółku. Dobry proboszcz wziął go na ręce, podniósł kluskę wysoko nad ołtarz, żeby pokazać parafianom.

Oto nowy członek Kościoła i społeczeństwa, obecnie w białych majtkach i z pieluchą! Alleluja! Co będzie dalej? Za kilka lat niesubordynowany Lew Pobożny być może złamie rękę, gdy spadnie z drzewa. Będzie też trudno zagonić go do sprzątania. Z tysiąc razy pokłóci się z bratem, milion razy pokaże język siostrze. W kącie go nawet za to postawią! A w nie tak wcale odległej przyszłości zakocha się po raz pierwszy. I to w nieodpowiedniej dziewczynie. Czym, rzecz jasna, wprawi rodziców w słuszną palpitację serca…A potem? Potem Lew Pobożny pójdzie swoją drogą. Akceptowaną przez rodziców bądź nie. Drogą (miejmy nadzieję) prostą, choć trudną. Bo ludzką. Oby go o. Pio prowadził. Leonie Pio, mój Lwie Pobożny, Tobie felieton ten poświęcam. Matka chrzestna.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg