Skazani na chwilówki?

O tym, ile pożyczyliśmy, na co wydajemy i jak z długami radził sobie król Francji, z Maciejem Rapkiewiczem rozmawia Tomasz Rożek.

Tomasz Rożek: Na ile zadłużona jest Polska?

Maciej Rapkiewicz: – Odpowiedź wbrew pozorom nie jest jednoznaczna. Wysokość zależy od tego, którą metodą policzymy dług. Zadłużenie jest niższe, gdy liczymy je w oparciu o naszą krajową metodologię, wyższe, gdy liczymy, wykorzystując statystyki unijne. To zaciemnia społeczeństwu obraz.

O jakich mówimy kwotach?

– Zadłużenie publiczne wynosi według metodologii unijnej blisko 900 mld zł. To około 56 proc. produktu krajowego brutto.

Czyli mówiąc w skrócie, gdyby chcieć ten dług spłacić, trzeba by na niego przeznaczyć ponad połowę tego wszystkiego, co państwo polskie wyprodukuje w ciągu całego roku.

– Władze zaciągają dług, a spłacają faktycznie obywatele, którzy regulują podatki i inne obciążenia. Poza tym takiego długu nie da się spłacić w rok. Długi zaciągnięte przez Edwarda Gierka w latach 70. ub. wieku spłacaliśmy do roku 2012, choć część z nich została darowana.

900 mld zł to kwota dosyć abstrakcyjna. Gdyby przeliczyć ją na  jednego Polaka?

– Wtedy dług publiczny wyniósłby ponad 23 tys. zł na osobę, o ile do statystyki włączymy wszystkich, czyli także niemowlęta, starców i tych, którzy wyemigrowali za granicę, a nie wymeldowali się.

Ile rocznie kosztuje nas dług?

– To są ogromne kwoty. W budżecie państwa na rok 2013 wpisano na ten cel ponad 43 mld zł. To więcej niż na obronę narodową, szkolnictwo wyższe i naukę razem.

Na co pożyczamy pieniądze?

– Musimy pożyczać, bo państwo wydaje więcej, niż pobiera w podatkach i innych daninach. Mówiąc „państwo”, mam na myśli rząd, system emerytalny, a także samorządy, czyli sektor publiczny. Sektor publiczny wiele środków, które pożycza, nie przeznacza na inwestycje, tylko na bieżące potrzeby. Gdyby sektor publiczny pożyczone pieniądze przeznaczał na inwestycje, które pomogą w przyspieszeniu wzrostu gospodarczego, byłoby to uzasadnione.

Ale rozumiem, że nasz dług temu

nie służy. – W ostatnich latach w Polsce było sporo inwestycji, ale mam wątpliwości, czy wszystkie są efektywne. Weźmy przykład autostrad, które były jednymi z najdroższych w Europie. Na tym etapie rozwoju kraju byłoby lepiej, gdyby zamiast autostrad powstawały dużo tańsze, a nie mniej praktyczne drogi szybkiego ruchu. Przykład drugi. Za duże pieniądze wybudowane zostały stadiony. One miały szybko zarabiać na siebie. Dziś wiemy, że to się nie sprawdzi. Samorządy zrealizowały liczne niepotrzebne inwestycje. W wielu przypadkach władze zaciągają dług, by łatać dziury w finansach publicznych, gdy brakuje na bieżące potrzeby. Powodem zbyt wysokich wydatków są na przykład liczne przywileje emerytalne czy rozbudowana administracja. Często pieniądze wydaje się nieefektywnie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.