Miłości mamy dużo

Maja ma dwa miesiące. Jest siódmym dzieckiem Justyny i Janusza. Śpi w swoim łóżeczku pod oknem cichutko, nieświadoma jeszcze, że rodzice mają kłopoty. Dla niej liczy się to, że jest kochana, a to, że mama marzy o pampersach dla niej, to zupełnie inna sprawa.

Ma poparzoną głowę, twarz, rączkę. Wymaga kolejnych operacji i rehabilitacji, ale nie możemy sobie na to pozwolić. Przyznaję, że ten wypadek bardzo wpłynął na naszą rodzinę i samego Kamila. Kiedy wrócił ze szpitala cały w bandażach, nie można było go drażnić, zabierać mu zabawek czy popychać. Kamilowi najwięcej można było w domu i dziś to niestety ma swoje złe skutki. Jest niegrzeczny i szkodzi dookoła. Martwię się o niego. Przy siódemce dzieci nie można jednemu z nich poświęcić więcej czasu. Kiedy zajmuję się maluchami, starszych chłopców wychowuje ulica. Nie stać nas na zajęcia pozalekcyjne, wożenie ich na basen czy angielski. Dzięki pomocy neokatechumenatu najstarszy Dawid zaczął jeździć na zbiórki harcerskie. Może to pokaże mu, jak dobrze żyć – ma nadzieję Justyna.

Marzenia – nierealne?

Kiedy pytam Justynę, o czym marzy, nie umie od razu odpowiedzieć. Po chwili wylicza: – Marzy mi się, żeby mieć pampersy dla Majki, mleko Bebiko, którym muszę ją karmić, i buty dla dzieciaków, a jak to bym już miała, to chciałabym mieć własny kąt, gdzie nikt nie musiałby spać na podłodze i gdzie nie musielibyśmy nosić wiader z wodą, by się umyć. Wie pani, ile wiader wody trzeba przynieść i zagrzać, by wykąpać siedmioro dzieci i zrobić pranie? No i gdybyśmy mieli pralkę, też byłoby mi łatwiej – ale to już byłby luksus – opowiada Justyna. Słuchają jej dzieci, a najstarszy Dawid przypomina: – Mamo przecież marzymy jeszcze o słodyczach, nie zapominaj o tym! To Dawid bierze na siebie odpowiedzialność za wiele rzeczy, gdy tata idzie do pracy lub jej szuka. – Z Dawida jest najlepsza niańka i dla Majki, i dla Alana, ale przecież nie mogę go obciążać obowiązkami. Ma dopiero 8 lat. Gdyby nie pomoc cioci Eli i teścia, czyli dziadka Wojtka, nie wiem, czy dałabym radę. Przecież starszych trzeba odwieźć do szkoły i to aż na Niecałą, bo do tej pobliskiej nie chcieli ich przyjąć. A co wtedy zrobić z młodszymi? Bez pomocy rodziny załamałabym się – mówi Justyna.

Justyna i Janusz wiedzą, że można żyć inaczej. Wiedzą to głównie z telewizji, bo w swoim życiu nie mieli możliwości doświadczyć nigdy ani dostatku, ani luksusu. Oboje mają tylko zawodowe wykształcenie i za nauką nie przepadali. Nie dlatego, że nie mają zdolności, tylko dlatego, że nikt im nie pomógł – ani kiedy sami byli dziećmi w szkole, ani gdy weszli w dorosłość. – Czy nasze dzieci czeka ten sam los, co nas i naszych rodziców? – zastanawiają się czasami i choć przypuszczają, że w wielu przypadkach nie będą w stanie pomóc swoim dzieciom, mają nadzieję, że uda się któremuś z nich wyrwać z kręgu biedy.

Bardzo dziękujemy wszystkim za odzew i pomoc.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama