Absolwent bez pamięci

Jest pomysł na uzdrowienie polskiej edukacji: zlikwidować maturę! A potem szkoły.

Bez twardego dysku

Czy zatem anachroniczny, wydawałoby się, model dawnego liceum był lepszy? Andrzej Waśko nie twierdzi, że był doskonały, ale przynajmniej sprawiał, że jak ktoś jakąś informację zgubił w pamięci, to wiedział, gdzie jej szukać. Innymi słowy: potrafił odpowiadać na pytania i wiedział, o co pytać. Problem z dzisiejszymi absolwentami szkoły średniej polega na tym, że stali się ofiarami walki z „bezmyślnym wkuwaniem na pamięć” i „przeładowaniem materiału zbędną wiedzą encyklopedyczną”. – Ten banał powtarza się do dziś w świętym przekonaniu, że walka ze „zbędną wiedzą” najlepiej służy „budowaniu społeczeństwa opartego na wiedzy” – ironizuje prof. Waśko. Jego zdaniem, kształcimy dziś raczej luźną zbiorowość odbiorców wiadomości, jednostek o słabej i elastycznej tożsamości, oczekujących stymulacji z zewnątrz i podatnych na zdalne sterowanie. Maturzystę A.D. 2013 można więc porównać – używając nowoczesnej metafory – do komputera mającego dość sprawnie działającą pamięć operacyjną (którą sprawdza się na egzaminie) i pusty twardy dysk. Bo po co, skoro wszystko można dziś znaleźć w sieci. Tyle że brak własnej pamięci uniemożliwia umieszczanie nowo pozyskanych wiadomości w odpowiednim kontekście. Rozumienie ich i właściwe wykorzystanie.

Dwie matury

Szkoła źle znosi gwałtowne zmiany. A było ich ostatnio mnóstwo. Jeśli potrzebna jest kolejna zmiana, to na pewno jakościowa. Co to znaczy dla przyszłości matury? – Problem nie w maturze jako takiej, ale w za nisko ustawionej poprzeczce – uważa Jerzy Lackowski, dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. I proponuje jeszcze bardziej wyraziste zróżnicowanie matury, którą pisze się na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Dziś, by w ogóle zdać, wystarczy uzbierać 30 proc. możliwej do zdobycia liczby punktów. I ten wynik okazuje się często wystarczający, by zdobyć indeks wyższej uczelni. – To nie może być przepustka na studia, powinien liczyć się wyłącznie egzamin zaliczony na poziomie rozszerzonym z przedmiotu, na który się zdaje – mówi dr Lackowski. Tylko jak ten postulat spełnić, gdy na najbardziej prestiżowych uczelniach, by zostać studentem historii, nie trzeba dziś tego przedmiotu w ogóle zdawać na maturze?! Niezmiernie trudno będzie w obliczu demograficznego niżu wymusić na władzach uczelni jakieś surowsze kryteria naboru. A tymczasem „likwidatorzy” matury proponują, by sito selekcyjne ustawić „na wejściu” do szkół wyższych, a nie „na wyjściu” z ogólniaka czy technikum. Doprowadzi to do sytuacji, że polski system kształcenia zamienimy w hipermarket, do którego każdy może wejść i skorzystać z „edukacyjnej usługi”. Wtedy faktycznie skończymy z „dziewiętnastowiecznym przeżytkiem kulturowym i politycznym” – szkołą, jaką wszyscy znamy, choć nie zawsze ciepło wspominamy.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama