Życiowe „ryzyk-fizyk”

Żeby nie oszaleć, nie myśleć ciągle o potencjalnym niebezpieczeństwie i ryzyku, zazwyczaj się nie myśli.

Gdyby się tak na wszystko wokół uważało, wszystkiego lękało, nie starczyłoby życia. Bo ostatecznie zawsze może stać się coś złego: można się znienacka przewrócić i łupnąć głową o bruk (przerabiane), można dostać przysłowiową doniczką, gdy grzecznie się idzie pod balkonami niegrzecznych. Wszystko można. I lepiej nie wyliczać. A najryzykowniej sprawa wygląda przy dzieciach: te, od poczęcia właściwie, są nieobliczalne w trudnych życiowych przygodach. I co krok zaskakują rodziców bardziej niż siebie sytuacjami niebezpiecznymi i stresogennymi. Więc nie znasz dnia ani godziny, gdy wylądujesz z dziecięciem na izbie przyjęć. Ręka, noga, oko, szew, gorączka. Znamy wszyscy dokładnie. I żeby nie oszaleć, nie myśleć ciągle o potencjalnym niebezpieczeństwie i ryzyku, zazwyczaj się nie myśli. A przynajmniej myśli się z nadzieją, że gdy „coś złego” nastąpi, poradzimy sobie i wyjdziemy z sytuacji obronną ręką (nogą, okiem). Względnie, myśli się też: przejmować się na zapas nie trzeba, bo przecież Ktoś nad nami czuwa, więc pomoże… Ciągłe „ryzyk- -fizyk”: życie tak już ma. Co jednak z sytuacjami, gdy ryzyko jest planowane, chciane, wręcz hołubione? Ryzyko naprawdę ryzykowne, które może skutkować poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, dramatycznymi zmianami w życiu, łącznie z… zakończeniem tegoż życia w sposób szybki i być może bolesny? Modne sporty ekstremalne, chodzenie po wysokich górach bez zabezpieczeń i dobrej ekipy – to może najbardziej spektakularne przykłady. Ale chodzi raczej o schemat: człowiek podejmuje jakieś ryzyko, świadomie i dobrowolnie. I chyba wie, że może zginąć. Czytam właśnie o panu akrobacie, który przeszedł Wielki Kanion na linie, bez asekuracji. Najpierw szedł powoli, potem nawet podskoczył i podbiegł dla animuszu. Cały czas jednocześnie, „wymawiał słowa modlitwy”. Jakby trochę wystawiając Adresata na próbę. Miał prawo? Skoro dysponuje swoim życiem, jest wolnym człowiekiem, to być może ludzkie prawo miał. Umiejętności jak widać również, bo na szczęście udało się i doszedł szczęśliwie. Jednak moim skromnym zdaniem, życia danego przez Pana Boga nie powinno się tak swobodnie wystawiać na wiatr, zawroty głowy czy spadek formy. Tak jak nie powinno się też zbytnio przerażać potencjalnym ryzykiem, które może nas spotkać niezależnie od chęci i wyborów. W obu przypadkach: szkoda na to życia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Maluczki
    27.06.2013 09:45
    Pani Agato!
    Postępowanie katolika ma być następujące:
    Wypełniam Wolę Ojca, ufam Mu i z pokorą przyjmuję to, co dopuści.
    Nic nie dzieje się na tym świecie, czego Ojciec nie dopuści.
    Tu tylko zdajemy egzamin. Prawdziwe życie jest w innym świecie. Tu to tylko chwilka.
    Poza tym największe zagrożenie dla dzieci, to ich możliwość zejścia z drogi do nieba, a tu w ich obronie najważniejszą rolę odgrywa matka. Jeżeli matka zacznie uprawiać mamoniarstwo, to już po dzieciach.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.