Hektary kontrowersji

Złoszczą nas i kłują w oczy. Ale reklamodawcom przecież o to chodzi: żebyśmy w morzu innych promocji dostrzegli właśnie ich produkt. Czy ten „wyścig zbrojeń” na coraz odważniejszy, krzykliwszy, większy materiał promocyjny ma swój kres?


Jedno z ważniejszych skrzyżowań Warszawy, Jana Pawła II i Solidarności. Od kilku tygodni przejeżdżających w tym miejscu mieszkańców i przyjezdnych bije po oczach napis: „Lubię seks”. Reklama wielkości ośmiu boisk do siatkówki to element kampanii promocyjnej firmy produkującej prezerwatywy. – Nie łamiemy prawa. Prezerwatywy mogą być przedmiotem działań promocyjnych i reklamowych, bo to produkt medyczny przeznaczony do sprzedaży – mówi przedstawiciel właściciela nośnika reklamowego. Etyka w reklamie, a raczej jej brak, to niejedyny problem z reklamami w stolicy.

Osiem boisk do siatkówki

– W Warszawie jest około 20 tys. billboardów. Podczas gdy w Paryżu – 10 razy mniej – mówi Elżbieta Dymna, autorka pierwszego w Polsce albumu pokazującego skalę degradacji krajobrazu Polski przez niekontrolowany zalew tzw. reklamy zewnętrznej. Dziś miejska reklama przypomina niekontrolowaną dżunglę, w której dzikie pnącza wdzierają się w każdy zakątek, bez szacunku dla wspólnej przestrzeni, estetyki miasta, a także coraz częściej także jego kulturowego dziedzictwa. Reklama na biurowcu przy Jana Pawła II ma 1300 metrów kwadratowych powierzchni. Na tyle dużo, że widać ją z ponad pół kilometra i ciężko ogarnąć wzrokiem, gdy stoi się bliżej niż 20 metrów.

W żadnej normie nie określa się dziś maksymalnego rozmiaru reklamy, ani minimalnej odległości między nimi. Nie ma wyznaczonych stref miasta wolnych od reklamy ani instytucji odpowiedzialnej za kontrolę tego rynku. W dodatku przepisy są na tyle nieprecyzyjne, że wystarczy, by gigantyczna reklama stała na kilkutonowym klocu betonu na trawniku, by nie wymagała żadnej decyzji o warunkach zabudowy. Wystarczy dołożyć koła, by jako pojazd dowolnie długo stała choćby w najbardziej reprezentacyjnym miejscu metropolii.

Miastoszpeciciele

Reklamodawcy ścigać się muszą nie tylko na liczbę, ale także coraz częściej na wielkość kampanii. Chociaż i to coraz częściej nie wystarcza, by przykuć uwagę konsumenta. W przypadku reklamy prezerwatyw kontrowersje budzi nie tyle rozmiar, co właśnie jej treść. – Jestem w szoku, że tego typu produkty reklamuje się tak bezceremonialnie, na środku miasta. Bez refleksji, czy jej mimowolni odbiorcy życzą jej sobie i czy nie kłóci się z poczuciem estetyki – mówi Piotr Manowiecki ze stowarzyszenia „Moje Miasto A W Nim”, które od 2007 r. walczy z chaosem wizualnym w przestrzeni publicznej – od nielegalnych ulotek, rozklejanych na słupach czy przystankach, po wielkoformatowe siatki, zasłaniające całe budynki.

Stowarzyszenie właśnie rozstrzygnęło konkurs na... „Miastoszpeciciela”, czyli najbrzydsze miejsce w Polsce, popsute reklamami. Pomysł zaczerpnęli od kolegów z Czech. Tam efektem rozstrzygnięć było usunięcie około 40 reklam w samej Pradze. Teraz chcą walczyć o polską przestrzeń publiczną.

Przez trzy tygodnie na konkurs napłynęło 68 zgłoszeń z 27 miejscowości. Internauci podczas głosowania na profilu „Miastoszpeciciela” na Facebooku wyłonili dziesięć najbardziej szpecących reklam w Polsce. Wśród nich nominowana była gigantyczna reklama torebki znanej marki stojąca w Alejach Jerozolimskich. Zwycięzcą został Olsztyn. – Reklama wielkoformatowa ma bardzo duży i raczej negatywny wpływ na kształtowanie krajobrazu miasta. Można ubolewać, że w ostatnich latach tak wiele reklam tego typu zaśmieciło przestrzeń publiczną, nie tylko Warszawy, ale większości polskich miast. Można też wyrazić stanowcze zaniepokojenie treścią przekazu reklamowego, kierowanego przymusowo do wszystkich, którzy przebywają w przestrzeni publicznej. Obowiązujące przepisy nie pozwalają jednak na generalne uporządkowanie tej sfery. Samorządowe władze są pozbawione narzędzi do działania – przyznaje Tomasz Gamdzyk, naczelnik wydziału estetyki i przestrzeni publicznej.

Specjaliści są zgodni, że nie da się do końca zlikwidować reklam, tak jak nie można z krajobrazu usunąć koszy na śmieci. Ale to nie znaczy, że tej sfery nie da się ucywilizować.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| REKLAMA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.