Dobry dotyk

Podczas tropienia „złego dotyku” niechcąco wylaliśmy dziecko z kąpielą. Oczywiście dotykając jedynie brzegów wanienki, by nie naruszyć nietykalności cielesnej malucha. W absolutnie czystych ludzkich odruchach węszymy gesty potwora.


Chcę was wszystkich przytulić – zawołał bp Edward Dajczak do 6-tysięcznego tłumu młodych, którzy zjechali do sanktuarium w Skrzatuszu. Znajomy, który prawdopodobnie wysłuchał wcześniej kilku radiowych serwisów, gdzie między gąszczem informacji o pedofilii czasami przebił się news o klęsce polskiej kadry, spłoszył się: „Może lepiej nie pisz o tym w »Gościu«?”.
Nie pisz??? Oczywiście, że napiszę – zareagowałem natychmiast. Co złego jest w słowach: „Chcę was wszystkich przytulić?”. Czy naprawdę musi się im przyglądać prokurator?


Dmuchanie na zimne


Od lat obserwuję bardzo niepokojące zjawisko. Podczas słusznej pogoni za tropieniem „złego dotyku” niechcąco wylaliśmy dziecko z kąpielą. 5 października, po spotkaniu w Piekarach Śląskich, w którym uczestniczyło kilkuset nauczycieli, zawrzało. Kilkudziesięciu wychowawców zwróciło mi uwagę na absurdalny klimat panujący w szkołach nad Wisłą. Nauczyciel – skarżyli się – nie może pozostać sam na sam z uczniem w klasie. Boi się go dotknąć. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, gdy dziecko się skaleczy, a wychowawca zastanawia się, czy może (bez wyraźnej deklaracji rodziców!) przemyć mu ranę. Często nie regulują tego szczegółowe przepisy, ale taki klimat panuje w polskich szkołach. Takie są „odgórne” zalecenia dyrekcji. Ostrożność, dmuchanie na zimne. Te wszystkie nafaszerowane podejrzliwością zachowania zakładają z góry jedno: nauczyciel chce wyrządzić uczniowi krzywdę. 
Niedotykalne pokolenie triumfuje. Nie zauważając nawet, że gesty, które przez wieki były całkowicie naturalne, zaczynają nagle pachnieć kryminałem.

„Zły dotyk” zdarza się niezwykle rzadko. W obawie przed nim możemy skompromitować najprostsze, czyste gesty i wychować polską uczniowską kastę „nietykalnych”. Ileż razy w Biblii czytamy o tym, że Bóg leczył poprzez dotyk. „Jezus wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł: Chcę, bądź oczyszczony!”, „Dotknął ich oczu, mówiąc: Według wiary waszej niech wam się stanie!”, „Znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni”, „Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się!”. Dziś miałby na karku grupę dziennikarzy przekrzykujących się: „Przepraszam bardzo, co to znaczy »zbliżył się«?”. Na posiadającym zapewne drugie dno cytacie „brał na ręce dzieci i błogosławił je” też nie pozostawiono by suchej nitki. 
Z ogromnym odzewem czytelników spotkało się wyznanie paulina, o. Stanisława Jarosza, który opowiadał: „Nie widzę niczego niestosownego w tym, że pogłaszczę dziecko po głowie. Po każdej Mszy błogosławimy dzieci, nakładając im – o zgrozo – ręce na głowy. I te dzieciaki wcale nie podchodzą zastraszone. Wiem, że w liturgii moje ręce stają się dłońmi samego Chrystusa. Ile razy w życiu od młodych ludzi słyszałem: »Ojciec, przytul mnie!«. To normalny czysty gest”. 


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg