Dobry dotyk

Podczas tropienia „złego dotyku” niechcąco wylaliśmy dziecko z kąpielą. Oczywiście dotykając jedynie brzegów wanienki, by nie naruszyć nietykalności cielesnej malucha. W absolutnie czystych ludzkich odruchach węszymy gesty potwora.


Przytul mnie!


– Od ponad 22 lat pracuję z Anonimowymi Alkoholikami – opowiada wieloletni duszpasterz Związku Podhalan, ks. Władysław Zązel z ukrytej w górach Kamesznicy. – A oni, ile razy się spotkają, rozpoczynają od pewnego gestu: czułego, przyjacielskiego przytulenia. Alkohol przez lata znieczulił ich, zniszczył w nich pewną wrażliwość. Gest przytulenia jest dla nich „odkryciem Ameryki”. Oni otworzyli mi oczy na tę przestrzeń! W tym serdecznym witaniu się, przytuleniu nie ma absolutnie żadnych erotycznych podtekstów. Często przytulam ludzi. Górale to ludzie niezwykle wylewni, niewstydzący się gestów serdeczności. Widzę to na zjazdach Związku Podhalan.

Pamiętam, jak byłem zdumiony, gdy w szpitalu w Piekarach Śląskich zauważyłem rodzinę, która odwiedzała chorego dziadka. Nikt nie podszedł do niego, by potrzymać go za rękę, przytulić go. Był dystans, jakieś zimno. Wiało chłodem. Kiedyś ktoś mnie zapytał: „A jak na jakimś spotkaniu, na przykład opłatkowym, podchodzi do ciebie kobieta, to przytulasz?”. Odpowiadam: „Szepczę »Bądź wola Twoja!« i przytulam. (śmiech) To normalny, zwykły gest.

Ojciec Leon Knabit, którego obserwuję od lat, nie ma z tym absolutnie żadnych problemów. Łamie wszelkie możliwe „dydaktyczne” zakazy: prowadząc wycieczki, czochra dzieciaki po głowach, jest naturalny, serdeczny. Opowiadałem kiedyś kard. Wojtyle o tym, jak kleryk wyjeżdżający z seminarium miał problem: czy może przywitać się i ucałować siostrę. Co by to było, gdyby ktoś go zobaczył? Siostra, jak by nie patrzeć, przecież kobieta… Poszedł do rektora i zapytał: „Czy wolno przytulić się do siostry? Ucałować ją?”. A rektor zamyślił się: „Wiesz, z jednej strony wolno, a z drugiej nie wolno”. (śmiech) Pamiętam, że gdy kard. Wojtyła usłyszał tę historię, niemal popłakał się ze śmiechu. Jestem pewien: dzisiejsza nieufność wobec najczystszych gestów nie pochodzi od Anioła Stróża. To robota Złego. Sprawił, że staliśmy się niezwykle podejrzliwi. Niedługo będziemy bali się podać drugiemu człowiekowi rękę. 


Na dystans, proszę!


Przecierałem oczy ze zdumienia, śledząc przed dwoma laty dyskusję, która przetoczyła się przez brytyjskie media. Chodziło oczywiście o absolutną nietykalność ucznia. Przeciwko przepisom zakazującym jakiegokolwiek dotyku jako pierwsi zaprotestowali nauczyciele… szkół muzycznych. „W jaki sposób teoretycznie mamy pouczyć uczniów o sposobie trzymania smyczka czy pałeczki do perkusji”? – pisali do ministerstwa oświaty. I dopiero wówczas ministerstwo uznało za „w pełni właściwą” możliwość dotknięcia uczniów w trakcie nauczania gry na instrumentach. Nauczyciele odetchnęli. Dotknięcie ucznia w trakcie lekcji okazało się legalne i – jak to przez wieki bywało – stało się znów elementem rozwoju umiejętności gry na instrumentach. Nie groziła im prokuratura.
 Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie wyczytałem, że z badań brytyjskiego Stowarzyszenia Nauczycieli i Wykładowców wynikało, że aż 39 proc. nauczycieli (sic!) na Wyspach było ofiarami szkolnej przemocy. Nauczycieli, nie uczniów! Dwie trzecie z nich przyznało, że z tego powodu rozważa odejście z zawodu. Absurd? Nie, rzeczywistość.


Absolutnie nie bagatelizuję problemu pedofilii. Zastanawiam się jedynie, czy negatywne konsekwencje całkowitego zakazu dotykania uczniów nie są większe niż potencjalne płynące z niego korzyści? Czy wychowywanie uczniów w atmo­sferze podejrzliwości nie szkodzi procesowi edukacji? Czy niebawem słów „Dot­knij, Panie, moich oczu” nie będziemy musieli zamienić na politycznie poprawną wersję bezdotykową?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama