Wybrali cichość Nazaretu

To opowieść o miłości: miłości do Boga, miłości małżeńskiej, a także miłości rodzicielskiej.

Na pierwszym miejscu rodzina

– Kiedy Agnieszka zaszła w ciążę, w naszym życiu zaczęło brakować czasu, pojawiło się zmęczenie, a także niepokój. Poprosiliśmy wtedy jeszcze błogosławioną s. Faustynę o pomoc i pojechaliśmy do o. Mokrzyckiego na rozmowę. Autostopem, 400 kilometrów. Wysłuchał nas i dał nam krótką receptę: „uciąć to wszystko”. Wszystko, czyli „Pantomimę”, ewangelizację, nasze funkcje we wspólnocie. „Jak to? Przecież podjąłem się tych zobowiązań” – pytałem. Ale o. Mokrzycki powiedział mi, że mocą daną przez Boga Kościołowi i kapłanom rozwiązuje te zobowiązania – wspomina Aron. Tak też zrobili, ucięli swoje zaangażowanie w ruchu. Ich decyzja nie została zrozumiana we wspólnocie. Usłyszeli wiele gorzkich słów, niemniej podjętej decyzji nie zmienili.

Całe swoje zaangażowanie skierowali na rodzinę. Na świat przyszła Faustyna, dwa lata później Ania. – Gdy zbliżały się moje 33. urodziny, zastanawialiśmy się, co przyniesie „wiek Chrystusowy”, nasz nowy czas. Krótko po moich urodzinach Agnieszka bardzo ciężko zachorowała – opowiada. – By zająć się rodziną, zwolniłem się z pracy. Gotowałem, robiłem zakupy, zajmowałem się Agnisią i córeczkami, a nocą wykonywałem zlecenia. Tak naprawdę zawalił się nasz świat. Modliłem się, ale nic się nie działo. Nie było znaków, tak jak kiedyś – mówi.

Po trzech latach choroba Agnieszki została zdiagnozowana. Otrzymała silne leki, które miały wiele skutków ubocznych. Utraciła swoją piękną, smukłą sylwetkę, jej krucze włosy mocno się przerzedziły. – Nie narzekała. Akceptowała te zmiany. Tak jak wcześniej akceptowała przytyki, że zamiast kariery wybrała bycie kurą domową – podkreśla Aron. Z czasem na świat przyszły Oliwia i Patrycja.

Szczęście w codzienności

Świadectwo Agnieszki i Arona pokazuje, że sukcesów w życiu małżeńskim i rodzinnym nie trzeba mierzyć kryteriami podpowiadanymi przez współczesną kulturę. Najważniejsze są wzajemna miłość i czas dla siebie. Trzeba być w pełni zaangażowanym w życie współmałżonka i dzieci. Agnieszka była intelektualistką, miała wyższe wykształcenie, a wybrała bycie gospodynią domową. Stworzyła dom pełen miłości i ciepła. Wychodząc za mąż, nie potrafiła gotować. Z czasem w kuchni wyczarowywała pyszności. Doświadczona ciężką chorobą straciła figurę, urodę, ale nie przejmowała się tym. Wcześniej znana i rozpoznawana przez wiele osób, stała się po prostu tą uśmiechniętą sąsiadką, mamą Faustyny, Ani, Oliwki, Patrycji i po latach Elizki i Dawidka.

– Kiedy kilkanaście lat temu przeprowadziliśmy się na ZWM, nikt nas tutaj nie znał. To był nasz Nazaret. Jak Maryja i Józef żyliśmy bardzo zwyczajnie. Naszą rodzinną modlitwą był Różaniec. W niedziele rozmawialiśmy o usłyszanym w czasie Mszy św. słowie Bożym. Błogosławiliśmy siebie nawzajem – opowiada Aron. Zawsze byli otwarci na nowe życie, nigdy nie używali antykoncepcji, stąd i poczęcie bliźniąt przyjęli z wielką ufnością.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg