Ciut przydługi Adwent

Trudny czas oczekiwania, zmienia wiele. Człowiek musi się wyciszyć, uspokoić, przestać biegać w kółko w pogoni za Bardzo Ważnymi Sprawami.

Adwent tego roku zaczął się dość wcześnie. Niemal dziewięć miesięcy przed zwykłym adwentowym czasem. I nie był to wcale łatwy czas oczekiwania. Bo wbrew temu, co się niektórym wydaje, nie zawsze ciąża jest „stanem błogosławionym”. A na marginesie i z przymrużeniem oka: ten termin musiał wymyślić mężczyzna, któremu ani poranne mdłości nie zakłóciły życia, ani nie zwijał się z powodu bólu kręgosłupa, ani też nie odczuł na własnej skórze, jak trudno, przez wiele miesięcy, chodzić w rytmie kaczki.

W każdym razie dziewięciomiesięczny stan oczekiwania zakończył się tuż przed rozpoczęciem prawdziwego Adwentu. Zakończył się iście po cesarsku, a na świat przyszedł Jan Paweł. I nawet mocno nie wrzeszczał. Patrzył na szpitalny świat ciemnymi oczami, a czarna i gęsta (to nowość, biorąc pod uwagę, że rodzeństwo było blond-łyse) czupryna rozbroiła wszystkie wspaniałe ciocie – pielęgniarki. A gdy nieco zezując, spojrzał matce w oczy, to niewygody i trudy całych dziewięciu miesięcy poszły w niepamięć. I stało się jasne, że ciąża to może i stan błogosławiony nie jest, bo wcale nie musi, ale zawsze wydaje owoc błogosławiony (o wadze, w przypadku Jana Pawła, po wielekroć przekraczającej jego blisko 4 kilogramy).

Tak. Trudny czas oczekiwania zmienia wiele. Człowiek musi (bo niekoniecznie wcale chce) się wyciszyć, uspokoić, przestać biegać w kółko w pogoni za Bardzo Ważnymi Sprawami. Bo i jak tu zresztą biegać, gdy wspomniany kaczy chód skutecznie nie pozwala na szybsze ruchy. A senność i ciążowa niedyspozycja biorą górę nad ambicjami. W rezultacie najpierw pojawia się frustracja. A potem, po czasie przemyśleń i uspokojenia, trochę z konieczności następuje… pogodzenie. Z tym, co nieuniknione. Żeby w końcu dotarło dobitnie i jednoznacznie: takie oczekiwanie jest DOBRE, potrzebne, i wcale nie krzywdzi. Przeciwnie – pozwala odkryć to, o czym się być może zapominało przez lata.

Trudne oczekiwanie pozwala doświadczyć też, że lęk czy niepewność to nie wrogowie. To zwykli towarzysze życia, których jednak nie można beztrosko dopuścić do głosu. Stanowczo nie można też pozwolić im sobą kierować. Czas trudnego oczekiwania zawsze kiedyś się kończy. A potem Jan Paweł fika nogami, a starsze rodzeństwo patrzy na brata jak na największy prezent adwentowy. A matka i ojciec – po prostu się cieszą.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg