Ciepły chów?

Na pokolenie jakich ludzi wyrosną dzieciaki z „ciepłego chowu”, którym nawet pokłócić się nie można?

W sieci można przeczytać opis dzieciństwa osób urodzonych w latach 70. Tak zwany zimny chów w skrócie: bawiło się na trzepaku, wisząc głową w dół przez pół dnia, piło się z jednego kubka wodę z saturatora, biegało bez ciągłego nadzoru rodziców, a jak się koledzy pokłócili i pobili, to nikt nie wzywał policji i nie robił obdukcji. Rodzice wychodzili z założenia, że dzieci to dzieci. Jak się pokłócą, to i pogodzą. Byli przekonani, że jeśli się nie pokłócą i nie pogodzą, to nie dorosną. Nie staną się dojrzałymi ludźmi, którzy w przyszłości będą potrafili budować prawidłowe relacje.

Minęło prawie 40 lat. Dzieciaki z lat 70. mają swoje dzieci. Pokolenie lat 80. też wychowuje własne dzieci. Jak? Trzepak odszedł w niepamięć. Bo i po co komu trzepak, kiedy są odkurzacze wodne... A dzieciaki? Dziesięciolatek herbaty nie potrafi zaparzyć, a siedmiolatek zasznurować butów. Zresztą po co sznurować? Buciki na rzepy są. I nie byłoby nad czym płakać. Postęp to postęp. Zamiast wysiadywania godzinami przed blokiem, lepsze są być może zajęcia dodatkowe do samej nocy. Taki dzieciak będzie wykształcony, znający siedem języków oraz pewny siebie. Tylko siebie.

Jednak niepokoi pytanie: na pokolenie jakich ludzi wyrosną dzieciaki z „ciepłego chowu”, którym nawet pokłócić się nie można? Bo od razu z przeciwległej strony piaskownicy wyskakują nadwrażliwe mamusie, by bronić swoich pociech? Jak będzie wyglądało przyszłe społeczeństwo stworzone z dzieci, które nie potrafią (lub nie chcą potrafić, bo mama zrobi) zawiązać butów? Niedawno rozmawiałam ze starszą już, bardzo mądrą nauczycielką. Mimo że kocha swoją pracę i kocha młodzież, nie jest optymistką. „Pokolenie rozbisurmanionych maminsynków nam rośnie. Skupionych na sobie, niesamodzielnych, roszczeniowych. Jeszcze 10 lat temu dzieciaki miały własną przestrzeń do rozwoju, mogły uczyć się na błędach, bawić i kłócić z koleżankami i rodzeństwem. Teraz koleżanki wybiera mamusia i nie ma czasu na zwykłą zabawę. A rodzeństwa zwykle wcale nie ma. Bo moda na jedynaki. Za 20 lat te dzieciaki nie będą zdolne do normalnego życia w grupie. Jeden maminsynek nie dogada się z drugim maminsynkiem. I z trzecim. Taka prawda”. Oby jednak nie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • @megan
    02.08.2014 10:27
    Ja tak jak Megan dostrzegam fajne uspołecznione dzieciaki, które szybko się rozwijają. Z tego co obserwuje jest to związane z większą niż kiedyś świadomością potrzeb i rozwoju dzieci. Rodzice mają dostęp do wiedzy, chętniej się uczą o formie komunikowania się z dzieckiem. Wśród grona znajomych nie dostrzegam rozhuśtanych, poszarpanych dzieci, ale niestety nie jest to obraz społeczeństwa. Co do kupowania wszystkiego na co dzieci ochotę i uczenia materializmu to niestety dziadkowie z epoki gdzie za wiele nie było mają sporo na sumieniu bo teraz łatwiej kupić niż zajmować się dzieckiem.
    Co do św Henryka i jego postulatów można pójść dalej: rozłączyć kobiety i mężczyzn w akademikach, bo to z jaką nieporadnością życiową, jakim lekceważeniem norm życia społecznego mężczyźni tam trafiają to większość mamusiek trzepakowej generacji nawet sobie nie wyobraża. I tak mamy później pokolenie boomerangów stworzonych do osiągania sukcesów w zawodzie a nie w życiu.
  • ŻONA
    02.08.2014 10:29
    A JA MAM MĘŻA Z LAT 70TYCH Z TEGO TZW ZIMNEGO CHOWU. I ON WŁAŚNIE OD 5 LAT PRACY NIE MOŻE ZNALEŹĆ, JAK MU KTO NIE ZAŁATWI TO SAM NIE SZUKA, A JAK ZAŁATWI TO KAŻDA NIE JEST DOBRA. NIC NIE UMIE ZAPLANOWAĆ, PYTA SIĘ O KAŻDY DROBIAZG, BO SAM NIE UMIE PODJĄĆ DECYZJI. MOŻE I SIEDZIAŁ NA TRZEPAKU, GANIAŁ Z KOLEGAMI CAŁYMI DNIAMI, ALE ŻYCIA SIĘ TAM NIE NAUCZYŁ. JA JESTEM Z LAT 80TYCH I MIAŁAM MEGA NADOPIEKUŃCZĄ MATKĘ, ALE TO JA SIĘ UMIEM POKŁÓCIĆ I WALCZYĆ O SWOJE, BO MI NA TO POZWALANO, ON MIAŁ BYĆ GRZECZNY I JEST. JEGO RODZICE ŻYJĄ SWOIM ŻYCIEM, WCZASY, SANATORIA, A NIEUDANYM ŻYCIU SYNA MILCZĄ, BO WSTYD. AUTORKA ARTYKUŁU POMYLIŁA POJĘCIA. DAWANIE MIŁOŚCI I ZAPEWNIENIE OPIEKI NIE POWODUJE, ŻE Z DZIECKA WYRASTA NIEDOJDA.
  • maluczka
    03.08.2014 16:58
    Myślę, że to jak wychowuje się teraz dzieci osądzą oni sami i kolejne pokolenia. A może i nie, bo sami doświadczając trudu wychowania dzieci własnych nie zdecydują się na osądzanie inbych? Jeżeli takie zjawiska jak opisuje Maluczki występują to znaczy, że można mówić o kryzysie instytucji małżeństwa i nie ma jednego winnego bo jak wiadomo do tanga potrzeba dwojga. Można mieć różne oczekiwania co do dzieci, można różnić się opiniami, ale umiejętności rozmawiania na te tematy wymaga się od obojga rodziców. Nie uprawiałabym spychologii wszystkich nieszczęść świata na matki, bo one zawsze będą kochały dzieci bardziej miekką miłością, wręcz bezwarunkową i należy dać kobietom być kobietami w tej materii, bo inaczej czym różniłoby się podejście katolickie od złego gender?
    Jak świat światem ludzie różnią się od siebie, ale kwestia jest taka czy o tym potrafią rozmawiać i słuchać siebie nawzajem, bo dla dzieci nie ma lepszej nauki niż na przykładzie i odpowiedzialność za to musi brać mama i tato, którzy zdecydowali się we dwoje a nie w pojedynkę czy w uzgodnieniu z osobamu trzecimi, na włożenie trudu w proces wychowania nowego życia.
  • Ppm
    06.08.2014 11:03
    Problem chrześcijaństwa dzisiaj, to mówienie "to co robisz, jest złe" zamiast "co mogę dla ciebie zrobić?". Aby nie być rodzicem toksycznym należy wyrzec się osądów i udzielania nieproszonych rad. Pod oknami teściowej wychowaliśmy z mężem trójkę dzieci i cenię ją za jedno: nigdy nie wtrąciła się do naszych spraw i nieporozumień. Tak samo postępuje wobec swoich córek, służę im uchem a nie językiem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja