Suplement do Ewangelii

– W gimnazjum miałem kolegę, który bardzo uprzykrzał mi życie. Był wysportowany, wyrośnięty, grał w koszykówkę, a ja ciągnąłem za sobą nogi. Kiedyś się mu postawiłem i od tamtej pory się przyjaźnimy - mówi Dominik Majczak, uczestnik wczasorekolekcji.

Pierwsza połowa sierpnia, Trwa kolejny turnus wczasorekolekcji dla niepełnosprawnych, chorych i samotnych. Dla kilkudziesięciu wolontariuszy to czas ciężkiej pracy. Przed ośrodkiem, między drzewami dającymi cień, w dzień wspomnienia św. Klary rozpoczyna się Msza św. Czynny udział w liturgii biorą wszyscy, niezależnie od wieku czy ograniczeń organizmu. „Niebo i ziemia pełne są Twej chwały” intonują refren psalmu dwie niepełnosprawne osoby. Po chwili wszyscy ze zdwojoną siłą powtarzają. Dla człowieka zdrowego, w pełni sprawnego – sytuacja ta daje do myślenia, a nawet szokuje. Dlaczego? Okazuje się, że codzienne problemy, narzekania i frustracje są niczym wobec tego, z czym muszą się zmagać podopieczni z Dąbrowicy.

Niepełnosprawność jako łaska?

Przyjechał do Dąbrowicy na wczasorekolekcje z Łukowa. Ma 24 lata. Jest radosny i często się uśmiecha. W rozmowie okazuję się, że jest niezwykle inteligentny. Skończył studia, ale chce pójść jeszcze na germanistykę – tyle tylko, że cierpi na porażenie mózgowe czterokończynowe i zmaga się z wieloma ograniczeniami w codziennym życiu. Urodził się jako wcześniak. Na domiar złego w inkubatorze, w którym go umieszczono, była zbyt mała ilość tlenu – co także zaszkodziło jego zdrowiu.

– Dzięki temu miejscu doświadczam niezwykłych przeżyć. To za sprawą innych osób, nawiązanym znajomościom i bliskim relacjom – można swoją niepełnosprawność odkrywać jako łaskę – mówi Michał Woźniak. Każdego dnia musi mu ktoś pomagać w najprostszych czynnościach. Niektóre wykonuje sam, ale jednak nie obejdzie się bez swojego anioła stróża. – To, że musi ktoś pomagać, wymaga akceptacji, także pokonania wstydu, czy nawet lęku. Tu w Dąbrowicy takie i podobne bariery przełamywane są bardzo szybko – podkreśla. Część swoich wakacji w ośrodku w Dąbrowicy przeżywa ks. Marcin Pidek, wikariusz z Kijan, który odpowiada za drugi turnus. – To szczególne rekolekcje dla mnie. Po ich zakończeniu wracam umocniony i odnowiony na duchu. Zyskuje na tym także moje człowieczeństwo – opowiada.

Z dżungli do oazy

Przyjechał do Dąbrowicy autobusem. Podróżował z dwiema koleżankami. Pojazd zatrzymał się na końcowym przystanku, więc poprosili kierowcę o otworzenie platformy. – Dowiedzieliśmy się, że musimy poczekać, aż kierowca zje śniadanie. Udając, że tego nie słyszymy, poprosiliśmy o to drugi raz. W związku z brakiem reakcji – koleżanki wyniosły mnie z autobusu na rękach, potem wyniosły wózek. Czasami trzeba sobie radzić w niestandardowy sposób i nie przeszkadzać innym w spożywaniu śniadania – opowiada ze śmiechem Michał. Dom rodzinny jest całkowicie przystosowany do jego potrzeb. – Przez lata można sobie wypracować określone sposoby funkcjonowania. Ważna jest kolejność działań, to, w jaki sposób poruszać się na wózku, gdzie zacząć hamować, którą ręką przytrzymywać się rurki, oraz wiele innych. Ograniczenia fizyczne i techniczne są niczym w porównaniu z ograniczeniem mentalności – dodaje.

 

Jestem wartościowy

Dominik Majczak jest maturzystą. Mieszka w miejscowości Przyrów koło Częstochowy, przez którą przechodzi lubelska pielgrzymka. Jest tu już po raz trzeci. Kilka lat temu szukał w internecie miejsca, gdzie mógłby jako niepełnosprawny spędzić wakacje z Bogiem. – Były podane terminy turnusów wczasorekolekcji oraz inne szczegóły. Jak mama wróciła z pracy, zadzwoniła do Dąbrowicy i dowiedziała się wszystkiego. Nie pozostało mi nic innego jak tu przyjechać. Dosłownie po dwóch dniach wiedziałem, że chcę tu być za rok. I tak już zostało – wyznaje. – W gimnazjum miałem kolegę, który bardzo uprzykrzał mi życie. Był wysportowany, wyrośnięty, grał w koszykówkę – a ja pociągałem za sobą nogi. Kiedyś się mu postawiłem i od tamtej pory się przyjaźnimy – opowiada. – Nie czuję się gorszy albo niepotrzebny, nawet jak ktoś tak do mnie mówi. Uważam, że jak nie będziemy zwracać uwagi na pewne rzeczy, to nigdy nie uświadomimy niektórym, że tacy ludzie jak ja mają miejsce w społeczeństwie. Ja nie jestem cierpiący, mam kochającą rodzinę, przyjaciół, ktoś mi zawsze pomaga. Najgorsze chwile przeżywają raczej ci, którzy nie doświadczają prawdziwej miłości i bliskości. Tu, w Dąbrowicy, wszyscy czujemy się wartościowymi osobami. Tu urzeczywistnia się Ewangelia – dodaje Dominik.

Nie wybrały plaży

Mówi, że przyjechała do Dąbrowicy odpocząć i ubogacić się duchowo. Nie jest podopieczną, lecz wolontariuszką. Wszyscy dostrzegają jej łagodność i ciepło. Trudno zauważyć ją siedzącą i odpoczywającą. Ciągle komuś towarzyszy. Tak jest od rana do wieczora. W kaplicy i na stołówce, podczas pogodnego wieczoru i podczas toalety. Pomaga uczestnikom wczasorekolekcji już po raz trzeci. – Zdarzają się bardzo wyczerpujące fizycznie dni, ale do domu wracam zawsze umocniona i szczęśliwa - mówi Katarzyna Półkośnik, wolontariuszka i pedagog z Chełma. - Pięknie by było, gdybyśmy wszyscy jako zdrowi i sprawni potrafili spojrzeć na te osoby nie przez pryzmat ich ograniczeń – dodaje Kasia. – Będąc tutaj, nie zmienimy całego świata, ale możemy zrobić krok naprzód. Wracając do swoich środowisk, możemy dawać świadectwo, że są osoby wspaniałe, choć niepełnosprawne, które studiują, starają się sobie radzić z ograniczeniami codzienności – podsumowuje. Jedną z wolontariuszek jest Anna Olejnik z Łaskarzewa pod Garwolinem. – Nie mogłam iść na pielgrzymkę i szukałam czegoś w zamian. Znalazłam to miejsce i tych ludzi. Staram się sobą służyć chorym i niepełnosprawnym. Pomaga mi w tym moja wiara – mówi Anna. – Moja rodzina była zdziwiona i zaskoczona, że zdecydowałam się na taką formę wakacji, choć zaakceptowała to od razu. Teraz wiem jedno, że daję radość osobom tu obecnym, a one dają ją mnie – wyznaje Karolina Ścibor, wolontariuszka z Puław. 

W Dąbrowicy pomaga ponad dwudziestu wolontariuszy. W tym gronie jest pięciu studentów z Ukrainy. W „domu spotkania” w Dąbrowicy odbędzie się jeszcze jeden turnus wczasorekolekcji dla chorych, niepełnosprawnych i samotnych. Za całość organizacji odpowiada ks. Bogusław Suszyło, duszpasterz osób niepełnosprawnych. Tradycyjnie podopiecznym posługują także klerycy i diakoni z lubelskiego seminarium. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.