Idziemy na własne ryzyko

O tym, jakich grzechów nie wolno popełniać podczas zimowych górskich wypraw, z Adamem Maraskiem, ratownikiem TOPR, rozmawia Jan Głąbiński.

Jan Głąbiński: Trwają ferie, wiele osób przyjeżdża w Tatry i chce wyjść na szlaki. Jakie rady ma dla nich ratownik TOPR?

Adam Marasek: Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że przyjeżdżamy w Tatry, gdzie panuje 100-procentowa zima. Ona ma różne odsłony (jest np. w danej chwili mniejsze zaśnieżenie), ale za każdym razem niosą one za sobą odpowiednie konsekwencje. Obecnie na wielu szlakach pod białą pokrywą śniegu jest bardzo ślisko...

Oblodzenie jest duże?

Tak. Z kolei wyżej trzeba liczyć się z tym, że będzie wzrost zagrożenia lawinowego, bo śnieg, który spadł, nie bardzo wiąże się z lodowym podłożem. Szalenie ważna rzecz, o której musimy pamiętać, to możliwość ciągłych zmian w górskiej pogodzie. To sprawa decydująca, bo do pogody musimy dostosować swoje plany. Warunki atmosferyczne warto też sprawdzać w odpowiednich miejscach, np. na stronie Tatrzańskiego Parku Narodowego, bądź zapytać w Biurze Informacji Turystycznej. Wszelkie informacje są także dostępne na stronie internetowej TOPR.

Sprawdziliśmy już pogodę, mamy zaplanowaną trasę i co dalej?

Rozmawiamy w czasie ferii, kiedy w Tatry będą się wybierać rodziny z dziećmi, ale nie tylko. W przypadku najmłodszych czujność musi być wzmocniona. Zachęcam, aby swoje plany skonsultować, dzwoniąc np. do dyżurnego ratownika TOPR, którego możemy zapytać, czy zaproponowana przez nas trasa ma sens w danych warunkach atmosferycznych.

Zorganizowane grupy muszą jeszcze pamiętać o obowiązku wyprawy w obecności przewodnika.

To jest wymóg ustawowy i nie ma od tego odwołania. Pamiętajmy, że nawet zorganizowana grupa dwuosobowa (uczestnicząca np. w jakiejś większej konferencji czy wycieczce) już musi mieć przewodnika. To on odpowiada za to, aby wybrać bezpieczną trasę. Wielu ratowników jest jednocześnie przewodnikami. W razie jakichkolwiek problemów taka osoba bardzo szybko zadziała.

Wielu ludzi przecenia jednak swoje możliwości i mają problemy nawet w niższych partiach gór. W ostatnie święta Bożego Narodzenia liczna grupa nie potrafiła wrócić z Morskiego Oka, a przecież szlak wiedzie po drodze asfaltowej.

Planując wyprawę w góry, także w doliny czy do Morskiego Oka, trzeba ją zakończyć przed zmierzchem. Nawet w niższych partiach Tatr są odcinki, gdzie ze względu na zalodzenie bardzo trudno się poruszać. O żadnym niedopatrzeniu nie może być mowy w wyższych partiach górskich, a za takie uznajemy szlaki powyżej schronisk. Trzeba zabezpieczyć się tam przed chodzeniem w stromym, trudnym terenie. Korzystajmy więc z raków i czekanów, asekurujmy się linami. Po ostatnich wypadkach w Tatrach przestrzegam, aby nie porównywać swoich umiejętności do tego, co robiliśmy w górach latem, co się nam wtedy udało. Zastanówmy się, czy posiadając odpowiedni sprzęt (zakładam, że umiemy się nim dobrze posługiwać!), jesteśmy w stanie w bezpieczny sposób pokonać szlak zimą. Wszystko musimy dobrze rozważyć. Można także skorzystać z oferty Centrum Lawinowego na Kalatówkach, gdzie w ostatnie trzy dni stycznia będą dni otwarte.

Górskie służby na Słowacji niefrasobliwych turystów traktują dużo ostrzej, a wiele szlaków zimą jest zamkniętych.

Na Słowacji Tatry powyżej schronisk są zimą zamknięte. Wchodząc na taki szlak, narażamy się na zapłacenie mandatu, a ten może być całkiem spory. Wszystko zależy od naszego przewinienia i miejsca, gdzie spotkamy się ze słowacką służbą. U nas taki zakaz w zimie nie obowiązuje. Można wędrować w Tatry nawet przy wysokim zagrożeniu lawinowym, ale musimy pamiętać, że idziemy na własne ryzyko, na własną odpowiedzialność. W sytuacjach trudnych, gdy dojdzie do wypadku, może się zdarzyć, że ratownicy nie będą w stanie albo nie zdecydują się – ze względu na własne bezpieczeństwo – wyruszyć nam na pomoc i trzeba będzie czekać, aż warunki się poprawią. I znów wracamy do właściwej oceny niebezpieczeństwa i umiejętności. A doświadczenie zdobywa się latami.

Ratownik musi mieć emocje i nerwy na wodzy podczas prowadzonej akcji.

Często oczekuje się od nas postawy moralizatorskiej. Tymczasem rolą ratowników jest niesienie pomocy osobom, których los w górach już doświadczył, nierzadko po prostu ukarał. Oczywiście trzeba sobie postawić pytania, dlaczego doszło do wypadku, jaki grzech został popełniony. Naszą rolą jest analiza i wyciąganie wniosków (już po akcji ratunkowej) z takich sytuacji i pokazanie, czego nie należy robić, jakich błędów nie możemy popełniać w górach. Przecież tutaj chodzi o nasze życie.• Warto dodać, że ratownicy TOPR w czasie ferii dyżurują na dużych wyciągach narciarskich i mają swoje stanowiska w kilku tatrzańskich schroniskach. W sumie do niesienia pomocy cały czas jest gotowych 150 ratowników, w tym 30 pracujących zawodowo w TOPR.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.