Nasz syn dokonał rewolucji

8 czerwca 2013 roku na ślubie Sylwii i Rafała Świerczyńskich ich druhną była córka Natalka, a syn Krzysiek podawał im obrączki. Nikt by nie pomyślał, że ten uśmiechnięty chłopiec cierpi na autyzm. I że ten ślub, tak jak inne cuda w ich domu, stał się za jego sprawą.

Głębiej

Z dzieciństwa pamięta fascynujące rozmowy z dziadkami, też lekarzami – Barbarą i Marianem Wyczółkowskimi. Dziadek, wybitny internista, świetnie znał historię sztuki i literatury. Babcia tańczyła, śpiewała i była dla niej mistrzynią kobiecości. Dom prowadziła ukochana mama Małgosia, która do dziś odwiedza ją prawie każdego dnia i nadal jej pomaga. – Na ten cudny czas cieniem położył się rozwód moich rodziców – opowiada. – Miałam wtedy trzy latka. Mój ojciec Jerzy Baczyński jest redaktorem naczelnym lewicowego pisma „Polityka”. Rodzice rozstali się, ale do dziś się przyjaźnią. Mama jest szczęściarą, bo jakiś czas potem poznała Leszka, z którym jest do dziś. Od tamtej pory miałam dwóch ojców, których kochałam.

Do czasów licealnych chodziła na spotkania oazowe. W 1991 r. pojechała do Częstochowy na Światowe Dni Młodzieży z Janem Pawłem II. Zaraz po powrocie nagle zaczęła chorować. Najpierw rozpoznano u niej białaczkę, a potem okazało się, że to mononukleoza zakaźna. – Zbuntowałam się, bo przyszła na mnie choroba – wspomina.

Nie było nikogo, kto by jej powiedział: „Spokojnie, musisz poszukać sensu trochę głębiej”. Kiedy wyzdrowiała, wciągnął ją buddyzm, i to tak, że nawet została nauczycielką jogi. Na medycynie poznała Rafała. On był na szóstym, ona na drugim roku. W 1999 roku wzięli ślub cywilny. – Po ślubie kontraktowym w każdej chwili można sobie powiedzieć „dziękuję” i rozstać się – mówi. 14 lat temu przyszła na świat Natalka, cztery lata później Krzyś. Jeszcze zanim stwierdzono u niego autyzm, rozeszła się z mężem. To był pierwszy cios. Robiła właśnie specjalizację audiologa i foniatry u prof. Skarżyńskiego. A potem jak grom z jasnego nieba spadł na nią drugi cios – autyzm syna.

Jeszcze przed I Komunią św. Natalki zaczęła myśleć o Panu Bogu. Postanowiła, że będzie dla niej autorytetem w sprawach wiary, że sama musi uwierzyć. Po 10 latach wybrała się do spowiedzi i przez godzinę rozmawiała z księdzem o swoim życiu. Potem już wszystko zaczęło się układać. Same przychodziły do niej lektury: „Twierdza wewnętrzna” św. Teresy z Ávila, pisma innych mistyków – św. Tereski od Dzieciątka Jezus, św. Jana od Krzyża.

– Czego szukałam u buddystów, skoro my, katolicy, wszystko to mamy w Kościele? – pyta dziś sama siebie. – Pięć lat dojrzewałam w wierze, pomagając sobie modlitwą różańcową, a z czasem odmawianiem Nowenny Pompejańskiej. Któregoś razu poszłam z dziećmi na Mszę w Witowie, bo Krzyś lubi Zakopane. Ksiądz na kazaniu powiedział coś o rodzinie, a ja poczułam nagły spokój. Pomyślałam: „Co ja tu robię bez Rafała?”.

Chwilę potem odebrała od niego telefon. – Powiedział, że miał operację i chce się spotkać nie tylko z dziećmi, jak to dotąd robił, ale też ze mną. Po kilku rozmowach postanowili być znowu razem. Okazało się, że się kochają, tylko aż pięć lat zabrało im uświadomienie sobie tego. Na swój ślub czekali w czystości.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama