Nasz swat, św. Józef

Byli z różnych światów. Mieli własne plany. Poznał ich dyskretny święty…

Historia Marii

W 2010 r. Maria przeżywała poważny kryzys związany z rozstaniem. Bez św. Józefa byłoby jeszcze trudniej. – Wtedy już regularnie odmawiałam modlitwę do św. Józefa, którą podsunęła mi mama – uśmiecha się Maria. – Doszłam do wniosku, że nie zaszkodzi się modlić. I tak, od czasu do czasu, raz częściej, raz rzadziej, modliłam się o przyszłego męża. Ale w czasie kryzysu tak naprawdę udawało mi się jedynie wypowiadać słowa: „Doprowadź do zerwania każdej relacji, która się Bogu nie podoba”. Mówiłam te słowa i święty pomógł. Dał siłę i światło…

Mijały lata. Maria też należała do Ruchu Czystych Serc. – Po rozstaniu postanowiłam kolejne relacje oprzeć na wierze. Przeorganizowałam życie, przeszłam kurs dla animatorów RCS. Chciałam też przepracować i uzdrowić pewne sprawy, które zaważyły na tym, że wcześniejsza relacja nie udała się. Jednocześnie z tyłu głowy miałam myśl: „Maryśka, latka lecą! Niedługo trzydziestka, a ty sama!”.

Maria uśmiecha się do gaworzącego Antoniego Józefa. Pewnie kiedyś też włoży mu do ręki modlitwę do św. Józefa. By mądrze wybierał… – Wcześniej miałam własne wizje co do przyszłego męża. Okazało się, że to jednak warto niebu powierzyć aranżowanie swojego małżeństwa – śmieje się Maria. – Modliłam się do św. Józefa, jeździłam też na spotkania wyjazdowe RCS. I na jednym z nich usłyszałam o Przemku. Zaimponowało mi to, że chciało mu się na dwa dni jechać ze Szczecina do Częstochowy. Ale wtedy, nawet oficjalnie, się jeszcze nie poznaliśmy…

Poznanie

– Wystarczyło jednak, że to św. Józef Marysię znał dobrze – śmieje się Przemek. – Niesamowite, że wybrał mnie, prostego chłopaka ze Szczecina, na jej męża. Ale po kolei.

A po kolei było tak, że najpierw był wyjazd do Częstochowy, potem modlitwa o dobrą żonę do św. Józefa. A następnie po raz pierwszy Przemek zobaczył Marię. – Tak naprawdę odmówiłem modlitwę raz. Faceci nie gadają w kółko o tym samym. Ja prosiłem, święty słuchał. Wystarczyło. Następnego dnia zobaczyłem Marysię – ale to był dzień wyjazdu. Wtedy nie rozmawialiśmy nawet przez chwilę. Dla mnie Marysia była takim… nieosiągalnym dobrem. Jednak, jak się okazuje, procedura „miłość” została rozpoczęta…

Minęło kilka miesięcy. Na kolejnym wyjeździe RCS Maria i Przemek zostali przydzieleni do jednej grupy. Ona była animatorką. – To nie była miłość od pierwszego wejrzenia – mówi szczerze Maria. – Słuchaliśmy siebie, rozmawialiśmy. Mnie się spodobało, że Przemek nie gadał, tylko mówił w sposób stonowany, raczej rzadko. Za to po męsku i z sensem. A jednocześnie na luzie. Nie narzucał się, nie grał. Czułam, że to po prostu mądry facet.

Powoli coś zaczynało się między nimi dziać. – Co krok były jakieś miniwydarzenia, znaki. To działo się bardzo delikatnie i stopniowo. Nigdy nie miałam takich odczuć, jakby z zewnątrz ktoś podpowiadał: „Zwróć na niego uwagę” – opowiada Maria. A Przemek się lekko uśmiecha.

On w Szczecinie. Ona w War­szawie. Spotykali się gdzieś w Polsce, na wyjazdach z przyjaciółmi. Rozmawiali coraz więcej i więcej. Poznawali się. W 2016 r. byli już parą. – Jeździliśmy na randki, modliliśmy się wspólnie do św. Józefa. Ja służyłem w marynarce, miałem uregulowane życie i plany zawodowe. A Maria miała swoje sprawy…

– Świadomie przewartościowaliśmy nasze plany, wizje na przyszłość. Przeorganizowaliśmy dwa życia, by być razem. Zaręczyliśmy się i dzięki św. Józefowi trwaliśmy w czystości – mówi Przemek.

– Ślub wzięliśmy w październiku 2016 r. Był piękny – dopowiada Maria.

Młodzi chwilę zastanawiali się: poczekać z dzieckiem czy nie? Podczas krótkiej podróży poślubnej weszli do kościoła. Zaczynała się Msza z intencją: o upragnione dzieci dla małżeństw. Przypadków nie ma. Dziewięć miesięcy później urodził się Antoni Józef. – W modlitwie do św. Józefa jest obietnica, że pierwszy syn będzie miał na imię Józef. Ponieważ jednak w bliskiej rodzinie jest już mały Józio, synkowi daliśmy to imię jako drugie – opowiadają. A Antoni Józef potakuje, gaworząc.

– Bóg jest strategiem i musiał dużo w nas przeorganizować. A św. Józef jest Jego żołnierzem. Skutecznym – mówi Przemek.

Na końcu modlitwy do św. Józefa jest zalecenie: „Święty Józefie, obiecuję mówić innym, że tak dobrego męża (żonę) mam dzięki Tobie”. – Co niniejszym czynimy. Amen. Maria i Przemek. 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.