100 dni to może być początek

Jak się nauczyć pomocy alkoholikowi i gdzie osoby uzależnione najpierw szukają wsparcia, opowiada Beata Koleśnik ze Specjalistycznej Poradni Rodzinnej w Legnicy.

Jędrzej Rams: Episkopat Polski apeluje, by między 4 sierpnia a 11 listopada powstrzymać się od picia alkoholu. 100 dni abstynencji na 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Ktokolwiek słucha takich apeli? Warto je formułować?

Beata Koleśnik: Każda inicjatywa dotycząca abstynencji ma sens. Jednak jeżeli będzie to suchy apel i nie pójdzie za nim żadna inicjatywa, kampania, szereg działań, to prawdopodobnie nic z tego nie będzie, bo raczej do potencjalnych klientów poradni uzależnień ten apel nie dotrze. Bo człowiek zagubiony w alkoholizmie ma też pogubioną relację z wartościami, a co za tym idzie – z autorytetami.

Odszukiwanie wartości to element wychodzenia z alkoholizmu?

Terapia idzie jakby dwutorowo. Po pierwsze chodzi o nabywanie umiejętności życia bez alkoholu. Po drugie mówi się o alkoholizmie jako o chorobie duchowości i wartości. Doskonałym rozwiązaniem byłoby wplecenie do terapii elementu duchowości. Do tego byłby potrzebny mądry duszpasterz. Niektórzy księża nie mają może praktyki i wiedzy, gdzie skierować na przykład cierpiącą kobietę. Na pewno powiedzenie, że alkoholizm męża to krzyż, który ona musi dźwigać, to zbytnie spłycenie tematu...

100 dni bez alkoholu na rocznicę niepodległości to nie jest sztuczna motywacja?

Co w ciągu tych 100 dni wytworzy się głowie człowieka – nikt nie wie. Ale jest szansa, że coś dobrego. Motywacje zewnętrzne są różne – czasem do zmiany zachęci dobry ksiądz, rodzina, kolega... Nie mam nic przeciwko motywacji zewnętrznej. Właśnie z powodu zewnętrznego nacisku uzależniony najczęściej szuka pomocy. Warto jednak, by był ktoś, kto pomoże przekuć motywację zewnętrzną w wewnętrzną. Może się zdarzyć, że 11 listopada ktoś powie sobie: „Co to jest 100 dni? Wytrzymałem tyle, to może wytrzymam więcej, bo lepiej się czuję, inaczej zacząłem się bawić, spędzać czas”? Zarejestrowanych alkoholików mamy w Polsce od 800 tys. do 1,6 miliona. Pijących ryzykownie i szkodliwie – ok. 3 mi- lionów. Są różne dane. Przyjmuje się, że każdy pijący wciąga w swoją sieć negatywnego oddziaływania od 4 do 6 osób! 20 lat temu spożycie było na poziomie około 6,5 litra, a dzisiaj to ponad 11 litrów, co daje nam niechlubne 4. miejsce w Europie. My z doświadczenia w legnickiej poradni wiemy, że jest coraz więcej tzw. uzależnionych wysoko funkcjonujących. Są to tzw. alkoholicy-białe kołnierzyki. Pozornie dobrze funkcjonują w społeczeństwie. Wydaje się, że nie ma problemu, a taka osoba pije już w sposób bardzo ryzykowny i szkodliwy. Jeszcze jakoś ciągnie, jeszcze nie doświadczyła konsekwencji i strat, które zaniepokoiłyby otoczenie. To jest ta różnica.

Pijemy ryzykownie?

Bardzo. Jest w Polsce taki model spędzania czasu z alkoholem, że oczekujemy od niego natychmiastowego efektu przyjemności. Nie spotkamy się na kolację trwającą kilka godzin z jedną butelką wina, tylko siadamy i pijemy. To alkohol, a nie spotkanie z człowiekiem ma dać efekt „wow”.

Brakuje kultury picia?

Co to znaczy „kultura picia”? Wolę, by istniała kultura komunikowania się, opieki nad osobami starszymi czy zajmowania się chorymi. Tego się uczmy, a nie picia. Brakuje mi długoterminowych programów profilaktycznych, zaczynających się od rodziców. Skąd młodzi mają brać przykład nieupijania się? Oczywiście z domów rodzinnych. Są badania, że im rodzina jest bliżej wartości (np. ortodoksyjni Żydzi czy chrześcijanie), tym mniej jest problemów z uzależnieniami. Są, oczywiście, ale na o wiele mniejszą skalę. Cieszę się, że coś więcej zaczyna się dziać w Kościele. Pojawiły się np. konferencje dla księży, w jaki sposób spowiadać, jak wspierać tych, którzy przychodzą po pomoc. Polacy pytani o to, gdzie udaliby się po pomoc z życiowym problemem, najpierw wskazują rodzinę, a potem przedstawicieli Kościoła. To ogromny kredyt zaufania!

Jak mają się zachowywać bliscy pijącego?

Nikt nie zgłasza się do poradni sam i na początku wcale nie ma zamiaru przestać pić. Rodzina musi się nauczyć pomagać... nie pomagając. To znaczy, że należy tej bliskiej osobie stworzyć sytuacje, w których ona sama i tylko ona będzie ponosiła konsekwencje swojego picia. Proszę sobie wyobrazić pijącego, który ma dach nad głową, swój pokój, w lodówce jedzenie, wyprane ciuchy, opłaty porobione... Dlaczego miałby przestać pić? Ma doskonałe warunki. Rodzina musi zrozumieć, że stwarzając takie warunki, stwarza jednocześnie komfort picia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.