Kocham. Nie piję

To nie będzie tekst o „złym alkoholu”. To propozycja dla ambitnych.

Do abstynencji nie da się zmusić, nie wystarczy też straszyć „złym alkoholem”. To zaproszenie dla wszystkich, którzy słysząc pytanie: „Czy kochasz mnie więcej?”, są w stanie ofiarować coś z siebie. Za tych, którzy sami już nie mogą.

Marzena i Jarosław Ochmanowie, rodzice 6 dzieci

  ARCHIWUM RODZINNE Jarosław: – Decyzję o abstynencji podjąłem w 1979 r., kiedy sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki zaapelował o nią przed przyjazdem Jana Pawła II do Polski. Miał to być konkretny dar – czyn wyzwolenia za tych, którzy nadużywają alkoholu.
Marzena: – Moja abstynencja trwa już ponad 30 lat. Najpierw sama, później z mężem, i tak trwamy do dzisiaj. Mamy zasadę 3 x NIE: nie kupujemy, nie częstujemy i nie wydajemy pieniędzy na alkohol.
Jarosław: – Gdy poznałem Marzenę i planowaliśmy małżeństwo, postanowiliśmy dar abstynencji ofiarować Bogu za tych z rodziny, którzy mają kłopot z nadużywaniem alkoholu. Nasze wesele, także późniejsze uroczystości rodzinne organizowaliśmy jako bezalkoholowe.
Marzena: – Dane nam było zobaczyć owoce naszej abstynencji: w naszym najbliższym otoczeniu używa się coraz mniej trunków, nasze dorosłe już dzieci nie potrzebują alkoholu na każdej imprezie, mimo że nie są abstynentami. Trzeźwe spojrzenie na życie daje wiele radości.

Zofia Czuk, mama Adama, pracownik służby zdrowia na emeryturze

  henryk przondziono /Foto Gość W latach 90. związałam się ze wspólnotą Dobra Nowina, z którą prowadziliśmy rekolekcje dla osób uzależnionych na oddziale odwykowym w Gorzycach. Większość członków wspólnoty była już abstynentami, ale ja sobie mówiłam, że przecież nie jestem alkoholiczką, więc nie jest mi to potrzebne. W 2003 r. pojechaliśmy do Dębicy głosić rekolekcje dla uzależnionych. Była możliwość przystąpienia do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Wzięłam deklarację, ale schowałam ją do kieszeni. Gdy zaczęliśmy śpiewać hymn KWC „Serce wielkie nam daj”, coś się ze mną stało, zaczęłam nerwowo szukać tej deklaracji i nagle mężczyzna siedzący z przodu odwrócił się i bez słów podał mi formularz, choć nie wiedział, że go szukam. Napisałam szybko swoje nazwisko i poszłam złożyć deklarację członkowską. Nie rozdrabniałam się i podpisałam od razu na całe życie. Później mówiłam sobie: „Co ja zrobiłam, przecież mam w tym roku dwa wesela!”. (śmiech) Zostałam abstynentką w intencji wiadomej Bogu osoby, która sama nie może wyjść z nałogu. Dziś mam przekonanie, że Bóg przygotował mnie też tą decyzją na przyjęcie do domu Adama, niepełnosprawnego chłopca. Dzięki mojej wolności od alkoholu i tytoniu on też może przebywać w mieszkaniu wolnym od tych używek.

Maciej Sikorski, mąż Aliny, tata 6 dzieci, instruktor teatralny, animator kultury

  Roman Koszowski /Foto Gość Jestem abstynentem trochę „z przypadku”. Mój znajomy, poważny biznesmen, zdecydował się kiedyś na taki krok i zaangażował się w ruch AA. Choć nie był na dnie, zauważył, że codziennie wypija piwo. Uznał, iż to niekoniecznie jest w porządku. Widziałem, jak odżywa po tej decyzji. Ja też nie miałem problemu alkoholowego, ale podobnie jak on miałem tendencję, żeby sobie wypić wieczorem jedno czy dwa piwa. Stwierdziłem, że też spróbuję to odstawić. Chciałem to zrobić na zasadzie odcięcia gałęzi, która może kiedyś wydać złe owoce. Zauważyłem, że nawet takie niewielkie, ale regularne, przewlekłe spożywanie alkoholu jakoś jednak zaburza umysł i duchowość. I tak mi się ta abstynencja spodobała, że już w tym zostałem. Owoce są dla mnie oczywiste: nie ma lepszego stanu niż trzeźwy umysł, moce twórcze też są większe. Nagle odkryłem, że alkohol jest mi niepotrzebny. Rozkoszuję się teraz trzeźwym umysłem.

Katarzyna Mazan-Poźniak, mama 2 synów, lekarz weterynarii

  archiwum prywatne Dwa lata temu przystąpiłam do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. W mojej rodzinie i najbliższym otoczeniu nie ma osób, które miałyby problem z nadużywaniem alkoholu lub uzależnieniem. Ale popatrzyłam na moje dzieci i pomyślałam, że jeśli jest coś, co może je w przyszłości ochronić przed nałogiem, to moja abstynencja jest niewielkim poświęceniem. Po roku widziałam też inne owoce. To jakieś świadectwo dla rodziny, dla znajomych, osób, które spotykam w pracy. Na moje: „Dziękuję, nie piję”, najczęściej pada pytanie: „Dlaczego?”. I tu jest miejsce na danie świadectwa, że można w dzisiejszych czasach żyć inaczej i ofiarować coś komuś zupełnie za darmo.

Klaudia Miesiąc, absolwentka germanistyki

  archiwum prywatne Zaledwie od roku jestem w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka. Kiedyś kojarzyłam ją z pewnego rodzaju zakazem czy ograniczeniem. Dzięki świadectwu spotkanych ludzi zrozumiałam, że to dobrowolny dar z siebie i decyzja podjęta w całkowitej wolności. Zmotywowała mnie do tego osoba, która ma duży problem z alkoholem, i w jej intencji podjęłam abstynencję. Dla mnie Krucjata to nie tylko abstynencja, ale również wolność i możliwość dawania świadectwa. Widzę, jak Pan Bóg uzdalnia do trwania w tym i umacnia mnie na tej drodze. A owocem jest też moja wolność, to, że mogę i umiem odmówić, gdy ktoś proponuje alkohol. I nie jest to tak trudne, jak by się mogło zdawać, bo to Pan Bóg daje tę łaskę.

Zamieszczone świadectwa stanowią fragment tekstu opublikowanego w numerze 31/2018 Gościa Niedzielnego. Całość dostępna TUTAJ

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |