Dzieci z Dzikich Pól

Europa zakazuje surogacji, ale z niej korzysta. O dylemacie, czyje tak naprawdę jest dziecko urodzone przez matkę zastępczą, słychać dopiero wtedy, kiedy wybucha skandal.

W większości krajów europejskich wynajmowanie kobiet do rodzenia dzieci jest zabronione. Jednak klienci rosyjskich albo indyjskich surogatek często pochodzą właśnie z Europy i zamożnych państw z innych części świata.

O prawie dotyczącym surogacji dyskutowali uczestnicy konferencji zorganizowanej przez Sekcję Prawa Karnego Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości i Centrum Badań nad Rodziną Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Prawo i bezprawie

We Francji, gdzie za korzystanie z usług surogatki płaci się 7,5 tys. euro kary albo idzie się do więzienia na pół roku, w roku 2014 na świat przyszło około tysiąca dzieci urodzonych przez matki zastępcze. W Hiszpanii, gdzie obowiązuje podobny zakaz, liczba takich urodzeń wynosi około tysiąca rocznie (według szacunków organizacji Asociación Española de Abogados de Familia). Prawne ograniczenia dotyczące surogacji funkcjonują także w Szwecji, jednak firmy z tego kraju prowadzą swój biznes zagranicą. Surogatki są najczęściej ze Wschodu, a klienci z Zachodu. Wyjątkiem są niektóre stany USA, Wielka Brytania i Izrael, gdzie biznes surogacyjny jest legalny. Przeważnie jednak jest tak, że mieszkańcy bogatych krajów korzystają z usług kobiet pochodzących z biednych części świata, gdzie prawo jest pełne luk albo po prostu nie jest egzekwowane.

Surogatki, czyli matki zastępcze, to kobiety zgadzające się zajść w ciążę i urodzić dziecko, które później oddadzą klientom. Często, choć nie zawsze, zapładniane są metodą in vitro. Komórki rozrodcze mogą pochodzić od zamawiających, od dawców, ale czasem od samej surogatki. Zdarzają się zatem i takie sytuacje, że kobiety rodzą dzieci, z którymi genetycznie nie mają nic wspólnego, i takie, gdy surogatka oddaje klientom własnego biologicznego potomka.

– Matka zastępcza nie jest dla dziecka niczym więcej niż nianią – przekonywał w kanale 1. rosyjskiej telewizji Konstantin Switniew. Moskiewski prawnik zarabia na prowadzeniu agencji surogacyjnej, ale autorom programu śniadaniowego nie przeszkodziło to w zaproszeniu go jako eksperta oceniającego jedną z decyzji Sądu Najwyższego w sprawie surogacji.

Rosja to jeden z najczęstszych celów podróży Europejczyków szukających usług surogatek. Biznes polegający na wynajmowaniu matek zastępczych jest w tym kraju legalny. Dziecko mogą zamówić klienci z zagranicy, w tym pary homoseksualne oraz osoby samotne. Także na Ukrainie prawo pozwala agencjom niemal na wszystko. Reklamujące się w internecie przychodnie wyceniają swoje usługi na przynajmniej 30 tys. euro. Wysoka cena nie daje jednak gwarancji, że klienci dostaną to, co chcieli. Media rzadko mają dostęp do kulisów dziecięcego biznesu, ale niektóre afery pokazują, jak duża musi to być skala patologii. Przykładem była sprawa, którą w zeszłym roku rozstrzygnął Europejski Trybunał Praw Człowieka. Chodziło o włoską parę, która w 2011 r. skorzystała z usług firmy surogacyjnej z Rosji. Matka zastępcza miała urodzić dziecko poczęte za pomocą komórek rozrodczych pochodzących od klientów. Po narodzinach okazało się jednak, że niemowlę biologicznie nie ma nic wspólnego z zamawiającymi. Być może w przychodni doszło do zamiany probówek. Parze odebrano prawa rodzicielskie, a dziecko oddano do adopcji. Sprawa trafiła przed sąd, a później przed europejski trybunał. ETPC najpierw orzekł, że skoro para spędziła z dzieckiem pół roku, to odebranie go było naruszeniem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. W drugiej instancji sędzia stwierdził jednak, że decyzja o adopcji była słuszna. Nie wiadomo, czy dziecko kiedykolwiek będzie miało szansę poznać swoich prawdziwych rodziców.

Tego z downem nie kupujemy

Reklamy agencji surogacyjnych omijają dylemat, czyje właściwie jest dziecko poczęte za pomocą komórki jednej kobiety, a urodzone przez drugą. Niemiecka wytwórnia Focus TV wyprodukowała kilka lat temu film dokumentalny opowiadający o niemieckiej parze, która korzysta z usług firmy Konstantina Switniewa. Wyidealizowana historia kończy się narodzinami upragnionego dziecka. Widzowie mogą się dowiedzieć, że tuż po narodzinach malucha oddzielono od matki zastępczej, żeby nie powstała między nimi więź. Jednak nikt z bohaterów filmu nie zastanawia się, czy taka więź nie powstała w ciągu 9 miesięcy ciąży. Biedna Ukrainka albo mieszkanka indyjskich slumsów nie ma większych szans na sądową walkę o dziecko. Mimo to zdarzyło się kilka głośnych spraw, kiedy surogatki chciały zatrzymać urodzone przez siebie dzieci.

W grudniu 2013 r. przyszły na świat bliźnięta zamówione przez australijską parę u surogatki z Tajlandii. Klienci zabrali do domu dziewczynkę imieniem Pipah. Jej brat, nazwany przez media Gammy, ma zespół Downa, dlatego Australijczycy zostawili go i nie chcieli zapłacić za jego narodziny. Surogatka, 21-letnia wówczas Pattaramon Chanbua, złożyła pozew w sądzie. Nie chciała jednak pozbywać się Gammy’ego, ale odzyskać Pipah. Australijski sąd odrzucił jej wniosek.

Sprawa Gammy’ego zbulwersowała opinię publiczną. Dzięki temu zasady prowadzenia biznesu surogacyjnego w Tajlandii zostały nieco zaostrzone. W tej chwili z usług matek zastępczych mogą korzystać tylko małżeństwa z przynajmniej 3-letnim stażem, w których przynajmniej jedna z osób ma obywatelstwo Tajlandii. Surogatka musi mieć ukończone 25 lat, posiadać przynajmniej jedno dziecko oraz otrzymać zgodę męża. Płatna surogacja nadal jest jednak legalna, a ludzi, którzy dopuścili się nadużyć, nie spotkały poważniejsze konsekwencje. Dotyczy to m.in. Mitsutokiego Shigety, młodego japońskiego milionera, który seryjnie zamawiał dzieci u tajskich matek zastępczych. Policja, która w 2014 r. zainteresowała się tą sprawą, natrafiła na prowadzony przez japońskiego transseksualistę dom, w którym trzymano surogatki i przez który przewinęło się przynajmniej 21 dzieci. Ich biologicznym ojcem był Shigeta. Jego motywy do dziś nie są jasne. Czasem twierdził, że dzięki dzieciom chce w przyszłości wygrać wybory, innym razem – że potomstwo to jego dar dla ludzkości. Milionerowi nie tylko nie spadł włos z głowy. Udało mu się nawet uzyskać prawo do wyłącznej opieki nad szesnaściorgiem maluchów. Stało się tak, choć 6 matek walczyło o to, by zachować niemowlęta ze sobą.

Prawicowo-lewicowa koalicja

Klientami surogatek często są homoseksualiści, jednak w ostatnich latach część europejskiej lewicy dołączyła do walki z dziecięcym biznesem. Utrzymania zakazu surogacji chce Partia Feministek Hiszpańskich i pochodzące z tego samego kraju skrajnie lewicowe ugrupowanie Podemos. Podobnie surogację oceniają włoskie feministki z Se Non Ora Quando, a także radykalna socjalistka Laurence Dumont z Francji.

Czy w takim razie w Europie może powstać grupa, w której zwolennicy różnych ideologii walczyliby z surogacją? W 2015 r. Parlament Europejski potępił to zjawisko, a rok później Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy odrzuciło dokument zalecający legalizację surogacji. Jednak dla Europejczyków, którzy chcą zamówić dziecko na Ukrainie lub w Indiach, jedynym ograniczeniem nadal jest grubość portfela.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |