Dobroć ma moc pączkowania

Jeśli zło się udziela, to dobro jest podwójnie zakaźne. Taki... radosny wirus.

Było to tak. Na początku tego roku również Państwo, czyli czytelnicy „Gościa”, postanowili wpłacać – ile kto może – na Wakacje Mocarzy, czyli wyjazd niepełnosprawnych intelektualnie dzieci z Mocarzewa nad morze. Nie jęczeli Państwo, że to fanaberia, nie zastanawiali się, czy nie ma innych potrzeb. Po prostu kto mógł, ten wrzucił po parę złotych. Suma summarum dzieciaki pojechały na tydzień do Jastarni, aby odetchnąć jodem i pomoczyć nogi w morzu. Więcej o całej wyprawie za tydzień w moim reportażu. Tym razem o nieco innej kwestii, mianowicie o pączkowaniu dobra. Bo gdy jakoś się uzbierało pieniądze, to znalazła się cudowna rodzina Mużów znad morza, z samego centrum Jastarni, która przyjęła Mocarzy w swoim superwyposażonym, eleganckim ośrodku. Przyjęła po bardzo preferencyjnej cenie. Sami wielodzietni – przyjęli bardzo wielodzietną grupę. I nie bali się, że „takie dzieci” coś zniszczą. Nie zniszczyły zresztą.

A gdy dobry proboszcz z Jastarni dowiedział się, że dzieci przyjeżdżają, to zaprosił na kwestowanie przy parafii na budowę nowego domu dla nich w Mocarzewie. A gdy na Mszy św. usłyszeli mieszkańcy miasteczka, że dzieciaki są u nich, to raz, dwa postanowili je ugościć. Więc właściciel lodziarni wszystkich, całą dużą grupę, zaprosił na lody. I mieli Mocarze zimną radość w słodkim wafelku.

A gdy właściciel słynnej jastarniańskiej ciuchci zobaczył Mocarzy spacerujących po molo, grzebiących się w piasku i szczęśliwych, bo oto pierwszy raz zobaczyli morze, to zabrał ich ciuchcią na przejażdżkę po okolicy. Za darmo. Nie trzeba mówić, że dla dzieci z trudną przeszłością, często bez rodziców, z autyzmem, zespołem Downa, sprzężonymi niepełnosprawnościami, taka podróż to podróż marzeń. Ku radości i szczęściu. I tak dobro się potoczyło, czy raczej toczy. I będzie toczyć się nadal, jestem tego pewna.

Prawdą jest, że zło czasem napędza zło, że się udziela i wywołuje ferment. Ale jeszcze większą prawdą jest to, że dobro pączkuje jak drożdże. Jeśli zło się udziela, to dobro jest podwójnie zakaźne. Taki... radosny wirus, na który nie trzeba lekarstwa, nie trzeba szczepionek. Trzeba mu się po prostu poddać i... zarażać dalej.

Dobro rośnie, rośnie, a potem się je dzieli, jak dobrą bułkę drożdżową, wyrobioną własnoręcznie dla dzieci przez wspaniałą panią Lucynkę z Jastarni. Wystarczy pokroić albo połamać. I podać dalej. Smacznego.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg