Wejść w świat dziecka

Film może stać się pretekstem do rozmowy na ważne tematy – mówi Jacek Piotr Bławut, reżyser filmu „Dzień Czekolady”.

EDWARD KABIESZ: Dlaczego zdecydował się Pan na ekranizację powieści Anny Onichimowskiej? Wydaje się mało filmowa.

JACEK PIOTR BŁAWUT: Rzeczywiście nie jest łatwa do przełożenia na ekran. Jednak poruszył mnie bardzo ważny temat. Godzenie się z odchodzeniem bliskich ludzi i przemijaniem z perspektywy dziecka. Zostało to wszystko opowiedziane w sposób baśniowy, poetycki. Ta poetyckość zdecydowała, że postanowiłem zrobić film utrzymany w klimacie powieści. Zależało mi na tej poetyce.

Nie ma tu szybkiej akcji. Czy nie boi się Pan, że to ograniczy widownię filmu?

Jestem przekonany, że dzieci są w stanie zrozumieć więcej, niż nam się wydaje. Widziałem, jak reagują w czasie seansu i po nim, i nie mam takich obaw. To też kwestia tego, jak my, dorośli, będziemy podchodzić do sprawy. Czy zdecydujemy się pójść z dziećmi na taki film. Aczkolwiek zgadzam się, że produkcja idzie w poprzek tendencjom dominującym w tym gatunku. Zrobiłem takie autorskie kino familijne w określonej konwencji artystycznej, poruszające ważny temat, od którego stronią filmy komercyjne. Bo może wydaje się za trudny, za poważny. To film o czasie, przemijaniu. O tym, że czasami tracimy bliskich. Moim celem było stworzenie surrealistycznej, magicznej baśni, która ten temat porusza. Baśni, która potrafi wejść w świat dziecka, zaczarować je fantastyczną warstwą filmu, ale też dać mu jakąś refleksję, a po seansie możliwość rozmowy o nim.

Pana obraz jest jakby podróżą do świata dziecka, która pozwala odnaleźć się w nim również dorosłym.

Lubię o nim myśleć, że jest to film dla dzieci i rodziców. Dorośli sami nie potrafią momentami poradzić sobie z tym, co się wydarzyło. Nie potrafią zapewnić dziecku bezpieczeństwa w tej sytuacji, nie potrafią go przez to przeprowadzić. Chodzi o to, byśmy nie budzili się w ostatniej chwili, kiedy coś złego w naszym życiu już się dzieje. Musimy rozmawiać o tym, co jest nieuniknione i co się zdarza.

Rodzice nie zawsze też zdają sobie sprawę, jak te problemy, z którymi nie mogą sobie poradzić, wpływają na psychikę dzieci.

Tak. W filmie mamy dwie historie – Dawida i Moniki. Ich relacje z rodzicami są różne. Rodzice Dawida są bardzo zagubieni. On walczy, by scalić rodzinę. Okazuje się też, że jest najbardziej dojrzały emocjonalnie i stara się z tym wszystkim sobie poradzić. Natomiast Monika po utracie bliskiej osoby ucieka w świat fantazji. Zdarza się, że rodzice, chcąc oszczędzić czegoś dziecku, uciekają się do kłamstwa. Do takiej klasycznej opowieści, że np. babcia wyjechała w daleką podróż. To film o budowaniu relacji w rodzinie, a Monika wyraża swoją niezgodę na to, jak została potraktowana przez rodziców, którzy nieuczciwie podeszli do sprawy. Jej ucieczki są manifestacją, że ma prawo przeżywać żałobę na swój własny sposób.

To także film o roli wyobraźni w życiu dziecka, które ucieka w świat fantazji. Rodzice traktują to jako coś niebezpiecznego.

Dziecko, jeżeli nie ma pomocy ze strony rodziców, próbuje sobie wytłumaczyć to, co się wydarzyło, na swój sposób. Bohaterowie mojego filmu uciekają w świat fantazji, szukając odpowiedzi. A to przecież nic złego czy niebezpiecznego. Monika i Dawid podróżują po świecie wyobraźni. Przechodzą na drugą stronę zegara, poszukując odpowiedzi w świecie, który jest poza czasem. Znajdują tam fantastyczne postaci, które za ten czas odpowiadają i tłumaczą im rządzące nim reguły. Moje ulubione stwierdzenie z filmu to zdanie: „Czasu nie można cofnąć, można go tylko zjeść”. Stąd Pożeracze Czasu w filmie. Nie możemy przecież cofnąć rzeczy, które się nam zdarzyły w życiu, musimy je zaakceptować, by odnaleźć się w nowej sytuacji.

Czy ten fantastyczny świat rozwiązuje problemy nurtujące dzieci?

W żaden sposób. Tam nie ma lekarstwa i pełnych odpowiedzi. On trochę pewne rzeczy wyjaśnia, ale wszystko musi zostać przepracowane w rzeczywistości.

Czy tytuł „Dzień Czekolady” symbolizuje Dzień Dziecka?

To raczej rodzaj rytuału. Ten rytuał był w książce. Każdy z nas, kto ma rodzinę i dzieci, ma jakieś własne rytuały. Dla jednych to pójście do kina, dla innych czas piżamowy, wspólne picie kakao czy coś innego. To jest po prostu czas, który spędzamy z dziećmi w określony sposób. Dzięki temu integrujemy się jako rodzina, zbliżamy się do siebie. Ja też mam takie rytuały z trójką swoich dzieci i jestem ich ogromnym zwolennikiem.

Czy Pana dzieci widziały już film?

Najstarsza córka tak, Ignaś ma sześć lat i chociaż w filmie nie ma zła w czystej postaci, ani nic strasznego, nie wiem, na ile go zrozumie. Na pewno będzie potrzebował rozmowy po projekcji. Zresztą takie jest założenie tego filmu. Zostawia pole do dyskusji i wręcz jej wymaga. Z doświadczenia wiem, że dzieci chcą po nim rozmawiać i często zadają niezwykle mądre pytania. Film staje się tu pretekstem, co daje sposobność do rozmowy na ważne tematy.

Odnoszę wrażenie, że w Polsce właściwie nie produkuje się filmów familijnych. Z czego to wynika?

Myślę, że ostatnio coś się jednak ruszyło. Kiedy ponad 10 lat temu deklarowałem, że będę reżyserem filmów dla dzieci, był z tym rzeczywiście problem. Dziś filmowcy chętniej zabierają się do realizacji takich filmów, ale jest to trudne zadanie. Jest ogromna konkurencja produkcji zagranicznych, przez którą trudno się przebić. Polski widz musi dać pewne wotum zaufania rodzimemu kinu, aby takie filmy mogły powstawać. Z drugiej strony ważne jest to, żeby powstawały filmy, na które warto chodzić.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |