Wola nieba

O przerwanej karierze, chorobie syna i zaufaniu mówi Marek Citko.

Szymon Babuchowski: Podobno Pana ulubioną księgą biblijną jest Księga Hioba. Dlaczego?

Marek Citko: Spodobała mi się postawa Hioba: cokolwiek się działo, zawsze miał zaufanie i umiał się pogodzić z wolą Boga. Utkwiło mi to w głowie, choć czytałem tę księgę jeszcze przed moimi problemami: kontuzją i operacją syna. Czasami żartuję, że człowiekowi, który ma takie zaufanie, jest w życiu łatwiej, bo nigdy się niczym nie przejmuje. Umie przyjąć to, co go spotyka. Czasami jest to trudne, bo emocje bywają silniejsze od naszego rozumu i przekonań, ale przyjąłem taką postawę i staram się tak postępować.

Czy kiedy kontuzja ścięgna Achillesa przerwała nagle tak świetnie rozwijającą się karierę, łatwo było Panu powiedzieć: „Bóg dał, Bóg zabrał”?

Wtedy było łatwo, bo byłem pewny, że to będzie krótsza przerwa. Nawet lekarze dziwili się, że czeka mnie operacja, a ja jestem pogodny, uśmiechnięty. Miałem wtedy taki szalony okres: mecze, wyjazdy, wywiady. Zero czasu dla siebie. A kontuzja i pobyt w szpitalu spowodowały, że ten czas znów się pojawił. Przeczytałem w końcu Trylogię, mogłem spotykać się ze znajomymi. I choć miałem świadomość, jak poważna jest to kontuzja, cieszyłem się wolnym czasem. Wiadomo, kiedy przedłużał się okres leczenia, człowiek się denerwował. Bardzo już chciałem wrócić na boisko. Ale mówiłem: wola nieba. Wiedziałem, że na pewno kiedyś wrócę, bo Pan Bóg ma dla mnie taki plan, a nie inny. Więc czekałem spokojnie.

Szczytu formy nie udało się już jednak osiągnąć. Zaważyły na tym m.in. błędy lekarzy. Czy nie zrodził się wtedy żal: do samego siebie, działaczy, lekarzy, a może nawet Pana Boga?

Nie. Myślę, że już wtedy byłem na tyle zahartowany, że nie szukałem winnych dookoła. Uważałem, że widocznie w perspektywie wieczności jest to dla mnie dobre. Wiadomo, że to trudne, bo każdy chce być zdrowy, piękny, bogaty, odnosić sukcesy, ale nigdy nie miałem w sobie takiej odwagi, żeby złorzeczyć Bogu. Zawsze bojaźń Pańska była u mnie z tyłu głowy. Starałem się dostrzegać, że wszystko jest po coś: dla mojego zbawienia, może także dla zbawienia innych wokół mnie – znajomych, przyjaciół, rodziny. Z takim podejściem człowiek łatwiej znosi problemy. Nie ucieka w alkohol, używki, nie chodzi znerwicowany, nie przeklina. Tak to wtedy odczuwałem: skoro tak ma być, to OK, przyjmuję to. Patrzę dalej z optymizmem.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg