Polska przyjazna rowerom?

W ostatnich latach dla rowerzystów zrobiono w Polsce sporo. Ale trzeba pamiętać, że startowaliśmy z poziomu kraju, który jeszcze przed dekadą był najmniej przyjazny rowerom w całej Unii Europejskiej.

Aż 70 proc. Polaków korzysta z rowerów. Z badania MulitSport Index 2019 przeprowadzonego przez Kantar wynika, że sport ten wyprzedził u nas w tym roku nawet cieszące się wieloletnią popularnością bieganie. Jako główną aktywność fizyczną wskazało go bowiem aż 31 proc. ankietowanych, podczas gdy bieganie i jogging – 28 proc. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego każdego roku sprzedaje się w Polsce aż 1,3 mln rowerów, co daje nam czwarte miejsce w Europie – po Włoszech, Niemczech i Holandii. Czy jednak oznacza to, że Polska jest krajem przyjaznym rowerom? Jak wygląda infrastruktura naszych miast przygotowana dla miłośników dwóch kółek: ścieżki rowerowe i systemy rowerów miejskich? I czy na polskich drogach rowerzyści mogą czuć się bezpiecznie?

Stolica deklasuje rywali

Całkiem niedawno wpadł mi w ręce mój własny tekst sprzed ośmiu lat, dotyczący rowerowych pasji Polaków. Moją uwagę przykuło w nim zdanie: „Liderem pod względem ilości dróg rowerowych jest Gdańsk, który ma ich aż 80 km”. Uśmiechnąłem się, czytając te słowa, bo z dzisiejszej perspektywy słowo „aż” brzmi w tym kontekście dość zabawnie. Obecny lider – Warszawa – ma w tym roku przekroczyć 600 km takich dróg, na które składają się ścieżki rowerowe, pasy ruchu i ciągi pieszo-rowerowe. Już samo tylko porównanie obu liczb pokazuje, jak wielki skok w tej dziedzinie dokonał się w ostatnich kilku latach.

Większość polskich miast bardzo zainwestowała w rozwój infrastruktury rowerowej, choć oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia. W rankingu miesięcznika „Rowertour”, który przyznaje punkty na podstawie bardzo złożonych kryteriów (m.in. jakość wykonania ścieżek, ich rozmieszczenie, zasady przewożenia rowerów komunikacją miejską itd.), najbardziej przyjaznym rowerom miastem okazał się w zeszłym roku Wrocław, przed Gdańskiem i Radomiem. W innym rankingu, o nieco prostszych kryteriach, przygotowanym w zeszłym roku przez portal Morizon.pl, wśród dziesięciu największych polskich miast zdecydowanie najlepiej wypada Warszawa, drugi jest Lublin, a trzecia Łódź. Stolica zdystansowała tu konkurencję pod niemal każdym względem. Wygrywa nie tylko długością dróg, ale również ich relacją do powierzchni miasta. Na każdy kilometr kwadratowy przypada bowiem ponad kilometr udogodnień. Zbliżoną proporcją mogą poszczycić się jedynie Katowice, które wprawdzie mają zaledwie 165 km dróg rowerowych, ale trzeba pamiętać, że powierzchnia tego miasta jest znacznie mniejsza niż powierzchnia Warszawy.

Znów więcej wypadków

Mimo silnej obecności rowerzystów w stolicy notuje się w niej stosunkowo mało wypadków z udziałem rowerów, bo 7,9 na 100 tys. mieszkańców (dane z 2017 r.). Pod tym względem Warszawa ustępuje tylko Bydgoszczy. To najlepszy dowód na to, że stołeczni projektanci rowerowych dróg postawili nie tylko na ilość, ale stworzyli też przemyślany, bezpieczny system. Na przeciwnym biegunie znalazł się Kraków, z liczbą aż 31 wypadków na 100 tys. mieszkańców. To paradoks w mieście, które zajmuje pierwsze miejsce w świecie pod względem liczby uczestników Masy Krytycznej, czyli spotkań jak najliczniejszej grupy rowerzystów połączonych z ich wspólnym przejazdem przez miasto.

Niestety, bezpieczna jazda to ciągle ogromne wyzwanie dla polskich rowerzystów. Wprawdzie na naszych drogach ginie ich obecnie znacznie mniej niż osiem lat temu (wówczas była to zatrważająca liczba 500 osób rocznie), jednak znowu mamy do czynienia z tendencją wzrostową. W 2018 r. zginęło 286 rowerzystów, czyli aż o 66 więcej niż w 2017 r. Oczywiście wzrost bierze się także z tego, że rowerzystów jeździ po polskich drogach coraz więcej. Z analiz wykonanych w czerwcu 2018 r. przez warszawski Zarząd Dróg Miejskich wynika np., że ruch rowerowy wzrósł w stolicy aż o 37 proc. w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim. Jednak z pewnością nie jest to jedyny powód rosnącej liczby wypadków. Warto zwrócić uwagę, że w 2018 r. najczęstszą przyczyną wypadku śmiertelnego z udziałem roweru było nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu przez rowerzystę (62), a dopiero w następnej kolejności nieprawidłowe wyprzedzanie przez inny pojazd (51). To zasadnicza zmiana w stosunku do sytuacji sprzed ośmiu lat, kiedy to do głównych przyczyn wypadków należały: nieudzielenie rowerzyście pierwszeństwa przejazdu przez auto, a także nieprawidłowe omijanie i skręcanie.

Ścieżki donikąd

Rodzi się więc pytanie: w jakim stopniu mamy dziś do czynienia z nieostrożnością samych rowerzystów, wynikającą bądź to z braku doświadczenia, bądź to z przeceniania swoich umiejętności? A może jednak winne są także niedoskonałości infrastruktury, np. urywająca się gwałtownie ścieżka rowerowa, która może być czynnikiem prowokującym niebezpieczne zachowania? Nieprzemyślany do końca przebieg ścieżek zmniejsza zresztą nie tylko bezpieczeństwo, ale i – zwyczajnie – komfort jazdy. Sztandarowym przykładem takiej sytuacji jest katowickie rondo gen. Jerzego Ziętka, gdzie alternatywą dla bardzo niebezpiecznego przejazdu ulicą pozostaje prowadzenie roweru zygzakiem po centralnym skwerze, a w niektórych kierunkach także wnoszenie go po schodach.

Innym kryterium „przyjazności” jest system rowerów miejskich – rozwijany w wielu miastach, jednak w skali ogólnopolskiej nadal pozostawiający wiele do życzenia. Także tutaj, według portalu Morizon, niekwestionowanym liderem pozostaje Warszawa ze swoim systemem Veturilo. W stolicy na jeden miejski rower przypada 337 mieszkańców. Tuż za Warszawą plasuje się Lublin (jeden pojazd na 358 mieszkańców). Najgorzej wypadły Katowice, gdzie jednym rowerem dzieli się aż 917 obywateli. Oprócz liczby mieszkańców przypadających na rower, autorzy rankingu analizowali też zagęszczenie stacji rowerowych na kilometr kwadratowy oraz, oczywiście, ceny wypożyczenia pojazdu. Według ich wyliczeń np. krakowski system Wavelo jest niemal trzykrotnie droższy od średniej krajowej.

W tej części rankingu w ogóle nie znalazł się Gdańsk, który w momencie jego sporządzania nie posiadał jeszcze własnego systemu. Jednak od marca br. cały Obszar Metropolitalny Gdańsk–Gdynia–Sopot chwali się „najnowocześniejszym systemem rowerów miejskich w Europie” o nazwie Mevo. W 14 gminach znajduje się 660 stacji wyposażonych w 4080 rowerów wspomaganych elektrycznie.

Nadrabiamy zaległości

Nie da się ukryć, że w ostatnich latach dla rowerzystów zrobiono w Polsce sporo. Ale trzeba pamiętać, że startowaliśmy z poziomu kraju, który jeszcze przed dekadą był najmniej przyjazny rowerom w całej Unii Europejskiej. Dlatego ciągle jesteśmy na etapie nadrabiania zaległości. Warszawa, która szczyci się u nas pierwszą pozycją, w światowym rankingu Global Bicycle Cities Index 2019 zajmuje dopiero 59. miejsce. Przyjrzyjmy się zatem kryterium, które wydaje się najbardziej obiektywne: odsetkowi rowerzystów wśród innych uczestników ruchu drogowego, bo przecież to właśnie rowerzyści „potwierdzają kołami”, gdzie jeździ się im naprawdę wygodnie. W Warszawie stanowią oni 7 proc. To wynik wysoki w skali krajowej, ale z pewnością nie międzynarodowej. Dla porównania: w holenderskim Utrechcie, znajdującym się na pierwszym miejscu światowego rankingu, odsetek ten wynosi 51 proc. Trzeba przy tym dodać, że warszawski wynik w ogóle nie uwzględnia ruchu pieszych, tymczasem w Utrechcie stanowią oni istotną grupę, większą nawet niż kierowcy samochodów – prawie 30 proc. A więc różnica między Warszawą a Utrechtem jest jeszcze większa, niż wskazywałyby podane liczby.

Taki wynik nie bierze się oczywiście znikąd. Decydują o nim nie tylko bezpieczne ścieżki rowerowe, ale też inne udogodnienia. Pod samym tylko dworcem kolejowym w Utrechcie znajduje się największy na świecie garaż zdolny pomieścić 12,5 tys. jednośladów. Rowerzyści tego miasta mają ponadto do dyspozycji aplikację wskazującą miejsca parkingowe dla ich pojazdów. Warszawa dopiero do stworzenia takiej aplikacji się przymierza, tyle że… dla samochodów. Niewykluczone jednak, że obecny boom rowerowy wymusi na włodarzach naszych miast podobne rozwiązania. Dobrze by było, bo przecież rower to mniej spalin, mniej hałasu, mniej korków, a w dużych zatłoczonych miastach – także szybsze przemieszczanie się. Same korzyści.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Komentowanie dostępne jest tylko dla .