Gdy dziecko idzie złą drogą…

Wychowujemy, kształtujemy, przekazujemy wartości. Aż tu nagle dziecko wybiera… źle!

Nie mówimy o sytuacji, gdy dorastające dziecko się buntuje. Nie mówimy też o częstym zjawisku, że dorosłe dziecko wybiera własną drogę, która nie pokrywa się z aspiracjami i pragnieniami rodziców. Te dwie sytuacje, chociaż czasem u rodziców wywołują panikę, świadczą o dojrzewaniu, o tym, że wychowaliśmy wolnego, świadomego siebie i własnych możliwości, zdobywającego świat młodego człowieka. Mówimy natomiast o okoliczności, gdy staraliśmy się wychować człowieka odpowiedzialnego, wierzącego, żyjącego wartościami chrześcijańskimi, a tymczasem okazuje się, że… nie wyszło. I dorosły (przynajmniej formalnie) syn czy córka po prostu wybiera drogę, którą obiektywnie uznajemy za złą. Przykłady można mnożyć i zapewne każdy w bliższym lub dalszym otoczeniu się z nimi spotkał. U sąsiadki, u kuzyna, a może i we własnej, bliskiej rodzinie. Córka żyje z konkubentem. Syn pije i nie pracuje. Wnuczka zerwała kontakt z rodziną i zmienia partnerów jak rękawiczki. Wnuk przerwał studia i wszedł w niebezpieczne środowisko. Co wtedy? Jak reagować? I… czyja to wina?

Winni?

Weronika (imię zmienione) zaczęła dobre studia, wyjechała z małej miejscowości do dużego miasta. Tam poznała ustawionego życiowo, o ponad 20 lat starszego mężczyznę. Zamieszkała z nim. Studia rzuciła. Buntuje się, gdy matka mówi, że jest jego utrzymanką. Twierdzi, że robi to, „co uważa za słuszne”. Matka Weroniki przeszła depresję, obwinia siebie o decyzję córki, której przez tyle lat próbowała przychylić nieba. Czuje się winna. Analizuje życie rodzinne i zastanawia się, gdzie popełniła błąd…

– W takiej sytuacji szukanie winnych nie ma sensu. Lepiej skupić się na analizie tego, na ile jestem odpowiedzialny za decyzje mojego dziecka. W procesie wychowania uczy się ono wartości przez obserwowanie rodziców i tych osób, które mają na nie wpływ, są dla niego ważne. Jeśli wyznawane przez nas wartości są tylko piękną deklaracją, a nie żyjemy nimi, dziecko szybko to zauważy – twierdzi psycholog ks. Wojciech Szychowski. Na przykład jeśli mówimy, jak ważna jest modlitwa, a nie modlimy się z dzieckiem, to prawdopodobnie ta „wartość” nie zostanie przyswojona przez potomka. – Jeśli dziecko wybiera inną drogę niż tę, która była przez nas proponowana w procesie wychowania, to warto zadać sobie pytanie, czy na pewno to jest dla nas wartość, czy raczej nawyk, przyzwyczajenie – dodaje ks. Szychowski.

Katarzyna Sernawit, mama pięciorga dzieci i psycholog, dopowiada: – Decyzje dorosłych dzieci, również złe decyzje, to zwykle wypadkowa wielu rzeczy, sytuacji. Być może w tym konkretnym przypadku nie były zaspokajane potrzeby dziewczyny – bliskości czy zainteresowania. Być może coś nie zagrało w relacjach z rodzicami – mówi psycholog. – Jeśli buntuje się nastolatek, to jest to norma. Jeśli jednak osoba już dorosła świadomie wybiera coś przeciwnego wartościom, w których była wychowywana, może to być komunikat dla rodziców, że niezrealizowane potrzeby z dzieciństwa materializuje tak, jak potrafi, w innych miejscach, okolicznościach, z innymi ludźmi.

Rodzicielska odpowiedzialność

Odpowiedzialność za wybory dziecka, przynajmniej teoretycznie, ponosimy do uzyskania przez nie urzędowej pełnoletniości. Czyli formalnie, gdy dziecko kończy 18 lat, odpowiedzialność prawną za swoje zachowania i czyny ponosi już samo. Inaczej jest z odpowiedzialnością moralną. – Faktycznie ponosimy odpowiedzialność do momentu, w którym czujemy, że mamy jeszcze wpływ, że nasz przekaz wychowawczy dociera do potomka. W praktyce wygląda to bardzo różnie, w każdej rodzinie nieco inaczej – tłumaczy ks. Szychowski. – Czasem rodzice tak bardzo „zagarniają” swoje dziecko, że ono potem jako dorosła osoba nie potrafi podjąć samodzielnej i suwerennej decyzji. Bywa i tak, że dajemy dziecku pełną swobodę za szybko. Symbolicznym i jakoś przełomowym momentem są 18. urodziny. Jednak przecież także później odpowiedzialny rodzic towarzyszy dziecku. Towarzyszy, ale nie wymusza pewnych zachowań. Ważne jest, aby nawet dorosłe dziecko zawsze miało w rodzicach realne wsparcie. I żeby o tym wiedziało.

– Mój syn, którego staraliśmy się wychować na przyzwoitego człowieka, którego uczyliśmy wiary i któremu przekazywaliśmy wartości, jako osoba pełnoletnia wszedł w złe środowisko i po prostu trafił do więzienia. To był dla nas cios – opowiada pani Barbara z południa Polski. – Wraz z mężem przeszliśmy piekło i wzajemnie oskarżaliśmy się o to, co się stało z synem. Do tej pory, a minęły dwa lata, nie wiemy właściwie, dlaczego wybrał tak złą drogę. Myślimy, że gdybyśmy inaczej postępowali, może syn inaczej by się zachowywał. Ale przecież staraliśmy się być dobrymi rodzicami. I wiem już, że nasza odpowiedzialność się skończyła. To syn dokonuje własnych, dorosłych wyborów. My cierpimy, ale nie ponosimy odpowiedzialności za jego życie – mówi.

Czasem, by dziecko wróciło na dobrą drogę, konieczny jest właśnie upadek. – Bywa, że zanim pewne wartości zostaną zinternalizowane, czyli przyswojone, musi minąć trochę czasu. Niektórzy muszą wejść w pewne doświadczenia, nie zawsze dobre, żeby w końcu normę czy wartość wybrać świadomie. W związku z tym na pewnym etapie nasza rola wychowawcza się kończy, a zaczyna inna: bycie towarzyszem. Kiedy towarzyszymy, nie oczekujemy, że ktoś zrobi coś po naszemu, lecz raczej jesteśmy z tym kimś, obok niego. Ważne, żeby dziecku jasno powiedzieć, że to, co wybrało, nam się nie podoba. Z drugiej zaś strony trzeba towarzyszyć mu, często przede wszystkim modlitwą, bo czas na gadanie się skończył – tłumaczy ks. Szychowski.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg