Kocyk na pożegnanie

Maleńkie rożki stworzone jakby dla lalek. Miękkie kocyki, w których mamy mogą schować zapłakane twarze. Pastelowe kolory. Wszystko, by choć trochę złagodzić ból rodziców po stracie dziecka, które zmarło, zanim zdążyło się urodzić.

Rożek powstawał sześć miesięcy. Tyle czasu potrzebowała mama po stracie swojego nienarodzonego dziecka, by uporać się z ogromnym bólem. To była jej forma terapii. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu młoda kobieta pochylała się nad kolorowym kawałkiem materiału, a łzy płynęły na miękką tkaninę…

Dziecko – nie odpad medyczny

To jedna z tysiąca historii, o jakich godzinami mogą opowiadać koordynatorki Tęczowego Kocyka. Kilkanaście tysięcy wolontariuszek w całej Polsce, ale i poza jej granicami, każdego dnia szyje maleńkie kocyki, rożki mniejsze niż dłoń, czapeczki na główki wielkości śliwki i piękne białe sukieneczki przerobione z sukien ślubnych. Te śliczne ubranka wyglądają, jakby były zrobione dla lalek. Są jednak uszyte po to, by ubrać i otulić dzieci, które zmarły tuż po przyjściu na świat albo jeszcze przed urodzeniem; dzieci z poronienia czy hiperwcześniaki, które nie miały szansy na przeżycie. By choć trochę ukoić ból ich rodziców i pomóc im godnie pożegnać swoje maleństwa. – Kiedy zaczynam szyć taki maleńki rożek, mam świadomość, że to oznacza dramat jakiejś rodziny – mówi jedna z wolontariuszek. – Wiem jednak, że to niewielkie ubranko może pomóc tym rodzicom łagodniej wejść w proces żałoby, bo w rękach trzymają swoje dziecko otulone w kolorowy kocyk, a nie w kawałek papieru, jakby było odpadem medycznym. Ja sama kilkanaście lat temu nie miałam takiej szansy…

O tym, że jeszcze kilka lat temu w szpitalach rodzice, którzy chcieli zobaczyć czy pochować swoje przedwcześnie zmarłe dziecko, otrzymywali je zawinięte w ligninę, chustę chirurgiczną, a w drastycznych przypadkach – w metalowej misce, opowiada wiele matek po stracie. – Dostałam mojego kilkutygodniowego synka w worku, jakby był śmieciem – wspomina Marzena.

Ogólnopolska akcja Tęczowy Kocyk już od ponad trzech lat pomaga rodzicom po stracie dziecka. Zapoczątkowała ją Ewa Skwarczowska, nauczycielka z Krakowa. Zauważyła, że w Polsce brakuje takich organizacji, które są coraz popularniejsze za granicą. „Zaczęłam szukać i sprawdzać, czy u nas jest taka potrzeba. Skontaktowałam się z Fundacją Gajusz i oni mnie przekonali, że jak najbardziej, że mają takie trudne porody i jest problem, w co takie maluszki ubrać czy nawet czym okryć” – opowiada w jednym z wywiadów.

Dziś na większości oddziałów ginekologiczno-położniczych w Polsce i w hospicjach perinatalnych można znaleźć takie malutkie rożki, kocyki czy tzw. pudełka wspomnień. To wielka pomoc także dla personelu. Dla położnych, które najczęściej są na pierwszej linii pomiędzy mamą a jej zmarłym dzieckiem. To one muszą przekazać rodzicom martwe ciałko dziecka, czasem jeszcze nie do końca ukształtowane. – To, że wcześniej zawijałyśmy te dzieci w ligninę albo w chustę chirurgiczną, bo innych możliwości nie miałyśmy, było dla mnie po prostu nieludzkie – mówi Marta Heleniak, położna z Oddziału Neonatologii Szpitala Miejskiego w Rudzie Śląskiej. – Jako kobieta i jako mama myślałam, że nie chciałabym żegnać swojego dziecka w takich warunkach.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .