Wszechmocni i samotni

„Wszechmocni w sieci” to poważna rozmowa nie tylko o przemocy, ale również o wychowaniu. O tym, żebyśmy nie zostawiali naszych dzieci samych ze smartfonami i tabletami.

Tego wieczoru Teatr Kamienica zapełnił się głównie młodymi ludźmi. I bardzo dobrze, bo to do nich przede wszystkim adresowany jest spektakl „Wszechmocni w sieci” Wawrzyńca Kostrzewskiego. Kolejnymi ważnymi adresatami są: rodzice, wychowawcy, nauczyciele. To przedstawienie z pewnością pomoże im poznać od nieco innej strony świat tych, nad którymi opiekę sprawują. Świat, który czasem bywa okrutny.

Sprawcy i ofiary

Głównym tematem „Wszechmocnych w sieci” jest przemoc w internecie, której zarówno sprawcami, jak i ofiarami są młodzi ludzie. W ten sposób sztuka wpisuje się w cykl spektakli misyjnych realizowanych przez Teatr Kamienica. Razem z adaptacją głośnej książki „My, dzieci z dworca Zoo” i sztuką „Dopalacze. Siedem stopni donikąd” stanowi tryptyk stworzony z myślą o młodzieży.

Tuż przed premierą Justyna Sieńczyłło, zastępca dyrektora teatru, przytaczała statystyki, z których wynikało m.in., że z cyberprzemocą zetknęło się blisko 40 proc. uczniów. Hejt, wyśmiewanie, publikowanie ośmieszających filmików, które dla wielu są zwykłą „zgrywą”, bywa przyczyną poważnych problemów młodych ludzi, a w skrajnych przypadkach prowadzi nawet do samobójstw. Tym bardziej więc potrzebne wydaje się przedstawienie, które wagę tego problemu uświadamia.

Jak podkreślają twórcy „Wszechmocnych w sieci”, wszystkie historie przedstawione w spektaklu zdarzyły się naprawdę. I być może to dla widza jest najbardziej szokujące, bo są to historie drastyczne. Choć – trzeba to dodać – na scenie nie ma epatowania przemocą w sensie dosłownym. Twórcom udała się trudna sztuka pokazania cyberprzemocy w sposób symboliczny, a jednocześnie bardzo wymowny. Także dzięki prostocie użytych środków. Scena jest jednocześnie ekranem, czasem dzieli się też na wiele małych ekranów, na których symultanicznie wyświetlają się bombardujące nas obrazy. Mają one ukazać wszechobecność przemocy, są natrętne, męczące dla oczu. Jest to działanie świadome, bo przecież chodzi o to, by uzmysłowić widzowi, że w sprawianiu komuś krzywdy nie da się znaleźć prawdziwej radości. Co najwyżej daje to perwersyjną przyjemność, ale ta też okazuje się krótkotrwała. W pewnym momencie na wszystkich ekranach ukazuje się napis „game over”. Gra skończona? Gorzka ironia, bo życie to nie gra.

Zero świętości

Głównym wątkiem „Wszech­mocnych w sieci” jest historia nastoletniej Anai, dziewczyny z Japonii – choć tak naprawdę ta sytuacja mogła wydarzyć się wszędzie. „Jestem Anai albo po prostu Ania” – mówi w finale bohaterka. Bo przecież „zasady gry” w sieci są podobne na całym świecie: „Sieć to dżungla. Trzeba umieć się po niej poruszać” – słyszymy ze sceny. Aby osiągać wyższy level, bohaterowie hołdują zasadzie „zero świętości”. Nieważne, czy koleżance z plecaka wypadły tampony, czy też ktoś miał wypadek samochodowy. Reakcja jest zawsze ta sama: „Nagrywam i udostępniam” – jak mówi Marcin, jeden z głównych bohaterów sztuki.

Marcin w sieci występuje pod pseudonimem Blade Runner, co można przetłumaczyć jako „biegnący po ostrzu”. Kryjąc się pod nickiem, czuje się bezpieczniej – wydaje mu się, że pozostaje bezkarny. Na jego przykładzie poznajemy psychikę sprawcy przemocy. Marcin mści się na Anai za to, że odrzuciła jego zaloty. Frustracja wyzwala w nim coraz gorsze instynkty. Nie wystarczają już dotkliwe komentarze pod internetowymi postami (np. „Śmierdzisz jeszcze przed wuefem”, „Dlaczego jeszcze żyjesz?”). Najważniejszym narzędziem zemsty ma być filmik upokarzający dziewczynę, który Blade Runner wrzuca do sieci. Sytuacja nagrana w szkolnej sali przypomina na scenie gwałt (pokazany jednak w sposób symboliczny – autorzy mają na uwadze obecność na widowni młodych ludzi). Efekt przerasta jednak wyobraźnię sprawcy: Anai popełnia samobójstwo, wieszając się na skakance (to też symboliczna scena, podkreślająca fakt, że przecież mamy do czynienia z dzieckiem). Do chłopaka dociera wreszcie siła zła, które wyrządził, jednak jest już za późno. To nie gra komputerowa – nie można dać ofierze kolejnego życia. „Nie zapomnijcie mnie. Nie chcę, żeby moja śmierć poszła na marne” – mówi, niejako już z zaświatów, Anai, kierując swoje przesłanie w stronę widowni.

Przemoc rodzi przemoc

Spektakl „Wszechmocni w sieci” ma być przestrogą skierowaną w pierwszej kolejności do młodych ludzi. Uczy, że publiczne ośmieszanie drugiego człowieka nie jest niewinną zabawą; że może być tragiczne w skutkach. Pokazuje też, że przemoc rodzi przemoc – widać to chociażby w cytowanych w sztuce komentarzach, będących reakcją na czyn młodocianych agresorów: „Rodziców tych gnoi zaprosić na egzekucję”, „Do gazu z nimi”, „Zabiłabym gołymi rękami”, „Sprawców wbić na pal”. Oglądając spektakl, zdajemy sobie sprawę, że sami możemy to błędne koło napędzać, gdy nie ważymy słów krytyki lub znajdujemy przyjemność w dogryzaniu innym.

Są w tym przedstawieniu momenty brzmiące trochę zbyt moralizatorsko. Wynika to chyba z tego, że autorzy starają się zniechęcić nas do przemocy wszelkimi dostępnymi sposobami. Apelują zarówno do rozumu, jak i do emocji, umiejętnie wykorzystując multimedia. Ze sceny przytaczane są statystyki, ale migają też wspomniane obrazy, celowo męczące widza. Są elementy komiczne, służące ośmieszeniu nie tylko agresorów, ale wszystkich, którzy w sieci wykazują się naiwnością. Trzeba przyznać, że kiedy bohaterowie zaczynają mówić do siebie „bez polskich znaków”, robi się nawet zabawnie. Jednak już na przykład porównywanie przez narratora mózgu nastolatka do mózgu szympansa wydaje się dość ryzykowne, zwłaszcza w kontekście przekroju wiekowego widowni. Można mieć wątpliwości, czy ten przekaz będzie skuteczny.

Zastanów się, co piszesz

Najbardziej poruszająca scena skierowana jest jednak do rodziców. To moment, w którym na ekranie pojawia się matka ofiary, znakomicie zagrana przez Justynę Sieńczyłło. Kobieta, zrozpaczona po stracie córki, zastanawia się, jak to możliwe, że zło weszło do jej domu. „Nie rozumiałam, że te portale, Facebooki, są dla nich takie ważne” – zwierza się w nagraniu. I pyta sama siebie: „Dlaczego przestałyśmy rozmawiać?”. Te kluczowe słowa wybrzmiewają ze sceny wyjątkowo mocno. Ukazują bowiem, że za przemocą wśród młodzieży stoi najczęściej nieobecność rodziców. I nie jest to tylko kwestia przepaści pokoleniowej, ale braku rozmowy, braku zainteresowania. A także agresji przekazywanej dzieciom: „Kto poniża, sam był poniżany. To się bierze z domu” – mówi bohaterka w innym miejscu. Teraz pozostaje jej tylko bezradność: „Gdybym miała wyłączyć cały internet, spalić każdy komputer, zrobiłabym to, żeby ciebie ocalić”.

„Wszechmocni w sieci” to poważna rozmowa nie tylko o przemocy, ale również o wychowaniu. O tym, żebyśmy nie zostawiali naszych dzieci samych ze smartfonami i tabletami, ale towarzyszyli im w ich codzienności, na którą składa się także internet. I żebyśmy nie dolewali swoich kropel do morza agresji. Po obejrzeniu tego spektaklu niejeden widz z pewnością zastanowi się dwa razy, nim umieści w sieci złośliwy komentarz. A o to chyba twórcom chodziło.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .