Leżąc na szpitalnym łóżku, zaczęła obserwować ruchy dziecka, wsłuchiwać się w bicie serca. Powoli przekonywała się, że w jej brzuchu nie rośnie „coś”, ale Piotruś.
– Nauka nie przychodziła łatwo – wspomina Anna. – Magda nie umiała gospodarować czasem, dysponować pieniędzmi, załamywały ją szkolne niepowodzenia. Gdzieś po roku, półtora naszej znajomości w złości wykrzyczała mi, że wraca do agencji. Powiedziałam jej: „Dobrze, jutro pójdziemy do ośrodka adopcyjnego, zrzekniesz się praw do synka i wracaj”. Magda rozpłakała się, ja z nią, obie zrozumiałyśmy, że już nie potrafiła żyć bez Piotrusia. Dla niego była gotowa do największych wyrzeczeń, trudu, najcięższej pracy nad sobą. Terapeutka, która obserwowała trudną drogę Magdy, nie ma wątpliwości. – Pełna akceptacja jej osoby ze strony przyjaciół i znajomych, a przede wszystkim miłość małego dziecka, bezinteresowna, bez zastrzeżeń, bez granic, stała się platformą, na której dziewczyna mogła zbudować – bo nie odbudować – poczucie własnej wartości, sensu życia. Zasługą Magdy jest to, że potrafiła się otworzyć na te uczucia – dodaje.
Nadzieja na happy end?
Piotruś ma już trzy lata. Jest dzieckiem żywym, niezwykle pogodnym, ufnym, ciekawym świata i niebojącym się ludzi. Magda skończyła szkołę średnią i policealną, pracuje. Największym jej problemem jest znalezienie samodzielnego mieszkania. Obecnie korzysta z pokoju udostępnionego przez znajomych Anny. Nie wszystkie jednak rany starego życia zaleczyły się. Od czasu rozpoczęcia pracy w agencji nie odwiedziła domu rodzinnego. Zaledwie parę razy rozmawiała z matką i bratem. Na pytanie, czy zamierza przedstawić ojcu wnuka, Magda kuli się, nie odpowiada i odwraca wzrok. Zupełnie jak matka, gdy ojciec obrzucał ją pretensjami i wyzwiskami.
Imiona bohaterów tekstu zostały zmienione.
*** Tekst pochodzi z wrocławskiego "Gościa Niedzielnego".
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |