Ciągle obdarowywani

Ich małżeński Adwent ułożył się niesamowicie. A łaska Bożego Narodzenia spływa nie strumieniem, a rwącą rzeką.

Zuzanna i Andrzej są małżonkami 8 lat. – Od samego początku wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci. Nic jednak nie wychodziło – mówi Andrzej. Zaznacza, że byli w swym oczekiwaniu niecierpliwi. Zuza dorzuca, że już po roku starań postanowili poszukać pomocy, a gdyby zaszła taka potrzeba, natychmiast podjęliby leczenie. – Zgłosiliśmy się do kliniki leczenia niepłodności. Okazało się jednak już na pierwszym spotkaniu, że była to placówka, w której robi się biznes. Pan doktor zasugerował nam, że po przeprowadzeniu podstawowych badań na następnej wizycie będziemy już planować in vitro. Wiedzieliśmy, że to nie nasza droga. Tym bardziej że z medycznego punktu widzenia nie mieliśmy przeciwwskazań, by mieć własne biologiczne dzieci – opowiada.

Rodzeństwa nie było

Skoro przez dłuższy czas dziecko się nie poczęło, naturalnym krokiem w takiej sytuacji było zgłoszenie się do ośrodka adopcyjnego. – Andrzej już przed ślubem mówił, że chciałby przysposobić dziecko, a ja zapierałam się, że nie będę potrafiła go pokochać. Pan Bóg prowadzi nas jednak po swojemu. Decyzja dojrzała również we mnie – wspomina Zuza. Przyznaje, że pomogło jej to, że mąż był na ten krok gotowy od dłuższego czasu. – To było bardzo podnoszące na duchu, że mój małżonek miał te kwestie przemyślane. Ostatecznie zgłosili się do ośrodka przed upływem trzech lat od ślubu i czekali na rozpoczęcie szkolenia przygotowawczego. – Następnie, po trzymiesięcznym kursie, „ustawiliśmy się w kolejce”. Czekaliśmy dość długo, bo już na wstępie zdeklarowaliśmy się przyjąć do naszej rodziny rodzeństwo. Tymczasem takich dzieci nie było – zwraca uwagę Andrzej.

Telefon z ośrodka adopcyjnego zadzwonił po dwóch latach. Zostali poinformowani, że mogą mieć syna. – Popłakałam się strasznie i powiedziałam, że… my przecież chcemy rodzeństwo. Pani wytłumaczyła mi, że w takim układzie moglibyśmy czekać jeszcze nawet latami. Tego nie chcieliśmy – mówi Zuza. Jeszcze tego samego dnia pojechali do ośrodka adopcyjnego przejrzeć dokumenty, a po kilku dniach udali się do domu dziecka zapoznać się z 4-letnim Marcinkiem. – Po trzech tygodniach byliśmy już razem. To był nasz prezent na Wielkanoc – dodaje. Po kilku kolejnych tygodniach odbyła się rozprawa sądowa o pełne przysposobienie syna i zaczęło się prawdziwe rodzinne życie.

Dwie kreski

Świeżo upieczeni rodzice nie zrezygnowali z rodzeństwa dla Marcina. Trochę jednak czasu minęło, zanim znów „zapisali się” do kolejki po kolejne adopcyjne dziecko. – Zmobilizował nas nasz syn, który bardzo często mówił, że chciałby mieć brata lub siostrę. Codziennie rano i wieczorem o to się modlił – wspomina Zuza. Andrzej zwraca jednak uwagę, że tym razem byli bardzo cierpliwi i nie wydzwaniali do ośrodka z pytaniem „czy to już?” – Wiedzieliśmy, że wszystko przyjdzie w odpowiednim czasie. Zawierzyliśmy to Bogu, a sami postanowiliśmy żyć naszym rodzinnym życiem – dodaje.

Wtedy wydarzyło się coś dla nich nieoczekiwanego. – Wyparłam ze swojej świadomości to, że będę biologiczną mamą. Po prostu cieszyłam się z macierzyństwa, które mam. Co prawda bliscy mi powtarzali, że jeszcze zajdę w ciążę, ale my z jakąś premedytacją wcale nie staraliśmy się już o dziecko – zaznacza Zuza. – Gdy mi się zaczął spóźniać okres, pomyślałam, że to musi być coś hormonalnego, ale w ogóle mi przez myśl nie przeszło, by zrobić test ciążowy. Czekałam dwa tygodnie, ale bóle związane z kobiecymi dniami nie ustępowały i uznałam, że zrobię ten test przed pójściem do lekarza. Byłam prawie pewna, że dzieje się coś poważniejszego.

Była niedziela. Po zrobieniu próby ciążowej Zuza nie chciała spojrzeć na wynik. – Andrzej przyszedł i powiedział: „tu są dwie kreski”. A ja się popłakałam, ale dlatego, że nie potrafiłam przyjąć tego faktu z taką ogromną radością, jaka towarzyszyłaby mi, gdyby to był efekt naszych starań. Przecież gdybym ja wtedy zobaczyła te dwie kreski, to byłaby dziura w suficie od skoku radości – zaznacza. Miała żal do siebie, że przez kilkanaście dni nie brała nawet pod uwagę, że nosi pod sercem dziecko, ale skupiała się na tym, że coś z jej zdrowiem jest nie tak. – To wynikało z niedowierzania. Z drugiej strony miałam jednak pewność, że ta radość przyjdzie, dlatego swoją reakcję i rozterki oddałam Bogu i Maryi. A Andrzej? – Z jednej strony bardzo się ucieszyłem, a z drugiej poczułem smutek, że to dopiero teraz. To był jednak szok – podkreśla. Dodaje też, że wkrótce przyszło jeszcze większe zaskoczenie.

Bez zastanowienia

W związku z zaistniałą sytuacją Zuza postanowiła zadzwonić do ośrodka adopcyjnego, by poinformować o tym, że niedługo zostanie mamą biologiczną. – Chodziło też o to, by nie blokować kolejki oczekujących na adopcję rodziców. Gdy prowadząca nas pani usłyszała dobrą nowinę, bardzo się ucieszyła i z naturalnym zrozumieniem przyjęła naszą decyzję. Jednak już po dwóch minutach zadzwoniła dyrektorka ośrodka i powiedziała, że musi nam powiedzieć o tym, że dosłownie dzień wcześniej do adopcji zgłoszony został półtoraroczny biologiczny brat naszego Marcina – opowiada Zuza.

Pani dyrektor założyła, że małżonkowie nie będą w takiej sytuacji zainteresowani adopcją, ale uznała, że powinni wiedzieć, że ich syn ma brata. – Zareagowałam bardzo szybko i zapytałam, czy możemy go zabrać do siebie, choć jestem w ciąży. Nie wyobrażałam sobie sytuacji, byśmy mieli dopuścić do tego, by rodzeństwo mieszkało w dwóch różnych rodzinach. Pani przekonywała mnie, żebyśmy się zastanowili, ale ja wiedziałam, że nie mamy się nad czym zastanawiać – przekonuje. Andrzej zaznacza, że właśnie w tym momencie pojawił się po raz drugi ogromny szok i smutek. – To nie były obawy o to, czy damy sobie radę, ale wystraszyłem się bardzo, że ciąża żony może być przeszkodą formalną do adopcji małego Mirka. Z jednej strony wielka radość z nowego życia, a z drugiej ból, że to może odłączyć Marcina od brata. A było dla mnie oczywiste, że bracia powinni być razem – wyjaśnia.

Szczęśliwie to, że Zuza była w ciąży, nie było żadną przeszkodą. Mirek już pod koniec października znalazł się w swojej nowej rodzinie. Formalności prawne też udało się załatwić wyjątkowo szybko. – Wszystko bardzo mocno przyspieszyło. Ledwo zaczęliśmy żyć we czworo, a już jest nas pięcioro. Termin rozwiązania mam na drugą połowę marca. W dość krótkim czasie staliśmy się rodziną wielodzietną, taką, o jakiej marzyliśmy – zaznacza Zuza.

Bez obaw

To, co się dzieje w życiu rodziny, jest na pewno niezwykłe. Małżonkowie starają się do wszystkich tych rewelacji podchodzić ze spokojem, choć nie są pozbawieni lęków. Andrzej obok ogromnej radości ma też rozterki. Nie chodzi jednak o kwestie materialne, a o czas, który od kilku tygodni dzieli już na dwoje, a wkrótce będzie musiał podzielić na troje dzieci. – Mirek wymaga uwagi praktycznie cały czas, a na tym cierpi Marcin. Wkrótce obaj chłopcy zmierzą się z kolejną konkurencją. Ja to traktuję jako rodzicielskie wyzwanie. Natomiast Zuza podkreśla, że nie ma większych obaw. – Mam ogromną ufność w sercu. Moja świętej pamięci babcia powtarzała: „jak Pan Bóg daje dzieci, to i na dzieci”. To się naprawdę u nas sprawdza – przekonuje.

Mama trójki dzieci podkreśla, że zarówno ciąża, jak i pojawienie się Mirusia to ogromne dary, które pociągają za sobą kolejne prezenty. – Pomagają nam znajomi. Zaprzyjaźniona siostra zakonna, gdy się dowiedziała o tym, że będziemy poszukiwać nowego, większego lokum dla naszej rodziny, skontaktowała nas z właścicielką biura nieruchomości, która przychodzi do kościoła. Ona z chęcią nam doradzi – mówi. Przyznaje też, że wsparcie otrzymują z wielu innych kierunków. – Nie mieliśmy przecież dla Mirka nic. Dostaliśmy wózek, fotelik samochodowy, łóżeczko i wiele ubrań. To potwierdzenie, że jeśli oddamy siebie i nasze dzieci Bogu, to On się o wszystko zatroszczy – zauważa. – To, co my musimy dziś dać z siebie, to pokłady miłości oraz pomoc Mirusiowi w zaaklimatyzowaniu się. Reszta przyjdzie w odpowiednim czasie. 

Imiona bohaterów i ich dzieci zostały na potrzeby artykułu zmienione.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg