Niemożliwe nie istnieje

Kamila nigdzie nie chcieli. Lubi grać na instrumentach, ale takie dziecko raczej nie zabłyśnie na żadnej scenie. Więc po co uczyć…

Są odrzucane przez zdrowych rówieśników. Piotr tego nie dostrzegał, ale jego mama z boku widziała. To bolało, nadal boli. – Zdrowe dzieci nie są winne, trudno im skomunikować się np. z dzieckiem niemówiącym, ale rodzice mogliby wiele swojemu dziecku wytłumaczyć, uwrażliwić je, gdyby tylko chcieli – uważa mama 17-letniego Piotra, Anna Kwiatkowska. Nauczyła się walczyć. Jak mówi, wiele tych dzieci jest urodziwych, sprawnych fizycznie, tylko ich zachowanie jest nieadekwatne do wieku. Ludzie często myślą, że one są niegrzeczne, niewychowane. – Z tego powodu nauczyłam się mówić o tym, że moje dziecko jest niesprawne intelektualnie, dlatego tak się zachowuje. W przychodni głośno informuję, że nie może czekać, bo zacznie być uciążliwy dla otoczenia, i przepuszczają nas. Zawsze ktoś życzliwy się znajdzie.

Anna pracowała już z dziećmi niepełnosprawnymi, kiedy na świecie pojawił się Piotr. Problemy okołoporodowe, usunięcie wyrostka robaczkowego w czasie trwania ciąży, zarażenie mamy paciorkowcem i gronkowcem doprowadziły do zapalenia płuc i sepsy u Piotra. Miał małe szanse na przeżycie, ale udało się. Od tego czasu jest rehabilitowany, trwa walka z autyzmem, niepełnosprawnością intelektualną. To wszystko trwa 17 lat, w tym 7 na warsztatach Stella.

Autystyk lubi głośną muzykę

W Europie Zachodniej jest inaczej. Wiele zajęć dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną jest prowadzonych w grupie. Chodzi o to, by rehabilitacja miała wymiar wspólnej zabawy, a nie formę terapii indywidualnej. Janusz Piekarski jeszcze jako trener dzieci zdrowych, jeżdżąc po Europie, zauważył, że dzieci w grupie świetnie się bawią, rozwijają i współdziałają ze sobą. – Między bajki można włożyć twierdzenie, że dzieci autystyczne potrzebują wyciszenia, nie mogą być za bardzo przebodźcowane. To z pozycji zajęć sportowych, którym towarzyszy głośna muzyka, wygląda inaczej – mówi. Mężczyzna postanowił więc na Śląsku, najpierw w Zabrzu, stworzyć warsztaty sportowe dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Nazwa była pewnym problemem, na szczęście pomogła żona, której propozycja się przyjęła – to Stella.

Obawy początkowo były, ale szybko przekonał się, że dzieci świetnie czują się w grupie. Wypracował metody, które pomagają je utrzymać w ryzach, by chciały słuchać poleceń, by reagowały na dźwięki. Bo zajęciom towarzyszy muzyka. Kiedy jest włączona, dzieci wykonują wcześniej ustalone zadania, gdy muzyka cichnie – wtedy zatrzymują się i czekają na nowe polecenie trenera.

Zainteresowanie warsztatami było ogromne. Dziś, po 7 latach działalności, jest już siedem lokalizacji, nie tylko w ścisłej śląskiej aglomeracji, ale również w Częstochowie. Rodzice są zachwyceni. Słowom uznania dla pana Janusza nie ma końca. Przede wszystkim za to, że jako pierwszy pomyślał o tym, by dla takich dzieci, dla których nie ma miejsca gdzie indziej, otworzyć serce i szkoły – bo to tam odbywają się zajęcia. Dla Kamila było to wybawieniem.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama