Zaplątani w ekrany

O tym, jak mądrze towarzyszyć dzieciom w wirtualnym świecie, mówi Bogna Białecka.

Szymon Babuchowski: Młodzi ludzie spędzają coraz więcej czasu w internecie. Z raportu NASK – Państwowego Instytutu Badawczego wynika, że w roku 2021, gdy miała miejsce nauka zdalna, było to średnio 12 godzin dziennie. Ale nawet teraz ten czas to średnio 6 godzin. Jak bardzo przekraczamy normę?

Bogna Białecka: Co najmniej dwukrotnie. Wskazania towarzystw pediatrycznych czy psychologicznych mówią o maksymalnie 3 godzinach dziennie przed ekranem dla nastolatka w wieku 13–18 lat. A dla młodszych dzieci ten czas powinien być o wiele krótszy.

Co tak pociąga młodych w wirtualnym świecie?

Na autentyczne potrzeby nakładają się pułapki czyhające na nas w cyfrowej przestrzeni. Dla młodego pokolenia świat realny i wirtualny to jedna rzeczywistość. Technologia staje się dla młodych narzędziem zaspokojenia zwykłych potrzeb: komunikacji, bycia z innymi. Może też sprzyjać pogłębieniu pasji, bo dzięki filmowym poradnikom da się dziś rozwijać niemal każde hobby. Z drugiej strony w czasie lockdownu kluczowa dla nastolatków potrzeba budowania relacji z rówieśnikami pozostawała niezaspokojona. Świat wirtualny stał się więc protezą tych kontaktów.

Czyli wszystko zależy od okoliczności zewnętrznych?

Nie wszystko! Mamy też wiele mechanizmów związanych z samym światem cyfrowym, które powodują, że bardzo nas on wciąga. Porównujemy czasem smartfon – niezbyt trafnie – do noża, którym mogę ukroić kromkę chleba albo zaatakować drugą osobę, ale który sam w sobie jest tylko neutralnym narzędziem. Tymczasem smartfon cały czas jest pod ręką, więc tym samym sprzyja uzależnieniu. W naturalnej sytuacji, gdy młoda osoba zaczyna się nudzić, od razu zastanawia się: może wyjdę na dwór albo poczytam książkę? A w momencie, kiedy jest smartfon, to nawet nie ma tego pytania. Zabijanie nudy odbywa się w sposób natychmiastowy. Tymczasem z badań naukowych wiemy, że potrzebujemy okresów, w których możemy przez chwilę posiedzieć, ponudzić się nawet, żeby wymyślić coś kreatywnego albo po prostu odpocząć.

Druga sprawa to treści, na które nasze dzieci mogą natknąć się w internecie...

Niestety, bardzo niewielu rodziców stosuje jakąkolwiek formę kontroli, więc dziecko może sobie na przykład zainstalować gry dozwolone od 18. roku życia, wejść na strony z pornografią albo nawiązać kontakty z podejrzanymi osobami. To trochę tak, jakby wpuścić dziecko samopas do dzielnicy, o której wiadomo, że rządzi w niej mafia. Przy czym trzeba pamiętać, że media społecznościowe nie są darmowe – płacimy za nie własnym czasem. Twórcom tych mediów zależy na tym, żebyśmy jak najdłużej korzystali z ich platformy, bo za tym idą pieniądze od reklamodawców. Dlatego sprawdzają, co nam się najbardziej podoba, i podsyłają więcej podobnych treści. A przez to nastolatki zamykają się w wirtualnej bańce. Zaczynają wchłaniać treści o bardzo wąskim zakresie i wydaje im się, że wszyscy dookoła myślą podobnie jak oni. Jest to szczególnie niebezpieczne, gdy nastolatek ma jakieś problemy i szuka ich rozwiązania w internecie. Na przykład dziewczyna z zaburzeniami odżywiania może wejść w bańkę, w której są same anorektyczki, zachęcające się nawzajem do głodzenia.

A co z cyfrowymi grami? Też są niebezpieczne?

Na pewno nie są całkiem neutralną rozrywką, bo mamy w nich bardzo dużo okazji do zwycięstw – o wiele więcej niż w świecie rzeczywistym. Czemu tak wielu chłopców spędziło prawie cały czas lockdownu na grach? Bo tam mogli zwyciężać, odnosić sukcesy, do których nie mieli dostępu offline. Ta część mózgu, która jest odpowiedzialna za poczucie szczęścia, satysfakcji związanej z wygranymi, nie odróżnia zwycięstw na ekranie od zwycięstw realnych. Dlatego jest to tak wciągające. Co więcej, prawie w każdą z pozoru bezpłatną grę wbudowane są mechanizmy marketingowe. Płacimy tu nie tylko czasem spędzanym na oglądaniu reklam, ale także za pomocą tzw. mikropłatności, na które dzieci potrafią przeznaczyć całe swoje kieszonkowe. Ba, są i tacy, którzy wydają na ten cel do kilkunastu tysięcy złotych rocznie!

Jakie skutki dla zdrowia może mieć zbyt długie przebywanie w sieci?

Spotykam ogromny opór, kiedy mówię o tym, że można się uzależnić od gier, pornografii internetowej czy mediów społecznościowych w taki sam sposób, w jaki można uzależnić się od narkotyków. Słyszę, że demonizuję problem. Tymczasem mamy już mnóstwo badań, które pokazują, że nadmierne uwikłanie w świat cyfrowy sprzyja depresji, powoduje zaburzenia rozwojowe, zaburzenia uwagi, problemy emocjonalne. Zaburza też zdolność budowania relacji. Dodatkowym problemem jest korzystanie ze smartfona w nocy, bo ekrany emitują tzw. światło niebieskie, które daje naszemu mózgowi sygnał: jest środek dnia, powinieneś być superaktywny. Blokuje się przez to wydzielanie melatoniny, czyli hormonu snu. Choć jesteśmy zmęczeni, nie potrafimy zasnąć, i tworzy się błędne koło: znów sięgamy po smartfon, a on nam potęguje problem. Także włączone powiadomienia wybudzają młodych ludzi ze snu, podczas gdy kluczowy dla naszego zdrowia jest nieprzerwany sen. W przypadku nastolatków powinien on trwać mniej więcej osiem godzin, a nie cztery, jak u wielu z nich.

A jakie są fizyczne skutki nadmiernego korzystania z ekranów?

Po dwóch latach nauki zdalnej mamy wysyp krótkowzroczności u dzieci i młodzieży. Niemiecki prof. Manfred Spitzer w książce „Epidemia smartfonów” poświęcił cały duży rozdział krótkowzroczności wywołanej wpatrywaniem się w ekrany, szczególnie przez małe dzieci. Prognozy są takie, że za chwilę będziemy mieli spory odsetek dosłownie ślepych młodych osób. Kolejna sprawa to wady postawy, otyłość. Złe nawyki niestety jeszcze się utrwaliły w pandemii. Nie wychodzi się na dwór, nie ma zabawy w chowanego, jeżdżenia na rowerze, na rolkach. Mamy dramatyczny spadek aktywności fizycznej, zasadniczej dla prawidłowego rozwoju, szczególnie u małych dzieci.

Wspomniany przez Panią prof. Spitzer twierdzi, że dzieci powinny dorastać jak najdalej od cyfrowych mediów. Ale czy całkowity szlaban jest tu rozwiązaniem? Może przecież wywołać u młodych ludzi poczucie wykluczenia albo bunt, który jeszcze bardziej ich od nas oddali...

W tej chwili za radykalny uchodzi fakt nieposiadania smartfona przez dziecko. Tymczasem zalecenia towarzystw psychologicznych i pediatrycznych mówią o tym, że do końca trzynastego roku życia dziecko nie powinno mieć kontaktu ze smartfonem. Takie podejście ma mniej więcej 2 proc. rodziców, świadomych niszczycielskiego wpływu ekranów na życie ich dzieci. Uważam, że najlepszą rzeczą, którą możemy zrobić, jest niekupowanie dzieciom smartfonów. Sama odbywam co tydzień dyskusję na ten temat z moją trzynastoletnią córką i będę tę dyskusję kontynuować.

Ale co możemy zaproponować w zamian?

Warto szukać środowisk i miejsc, gdzie tych smartfonów nie ma. Czyli na przykład zajęć dodatkowych, na których egzekwowany jest zakaz ich przynoszenia. Warto też znaleźć w najbliższym otoczeniu rodziców, którzy myślą podobnie, i tworzyć przestrzeń, w której nasze dzieci będą się razem bawić. W klasie, do której chodzą moje trzynastoletnie bliźnięta, wszyscy rodzice zdecydowali się na eksperyment: uczniowie pojadą na trzydniową wycieczkę bez telefonów. W ten sposób dzieci same przekonają się, jak to jest, kiedy nie ma ciągłego dostępu do tej „używki”.

Jak rozmawiać z nastolatkiem o cyfrowych zagrożeniach, żeby potraktował sprawę poważnie, a nie widział w niej tylko „marudzenie starych”?

Nastolatki potrzebują usłyszeć racjonalne argumenty. Pomocne mogą być tu nasze broszury „Dzieci w wirtualnej sieci” i „Nastolatki w wirtualnym tunelu”, dostępne bezpłatnie jako PDF na stronie edukacja-zdrowotna.pl. Bo jeśli fachowcy z zewnątrz mówią to samo co rodzice, to przekaz jest wzmocniony. Ale dyskutować trzeba. Z naszych badań wynika, że zaledwie 40 proc. nastolatków rozmawia z rodzicami o tym, co robi online, a jeśli już rozmawiają, to najczęściej rodzice próbują im czegoś zakazać. Natomiast ponad połowa rodziców w ogóle nie jest zainteresowana tym, co ich dziecko robi w sieci, a przecież stanowi to potężną część jego życia. Więc gdybym miała coś doradzać, powiedziałabym: zacznij rozmawiać. Także o tych dobrych rzeczach, które nam daje technologia. To jest dobry punkt wyjścia do dalszej dyskusji. Potem można wspólnie ustalić zasady kontrolowania czasu i treści czerpanych z internetu. Nie powinno być ich zbyt dużo, może z pięć, sześć – tak, by łatwo było wprowadzić je w życie.

A jeśli zauważymy u naszego dziecka symptomy uzależnienia?

Jeśli występują na przykład ataki agresji przy próbach wprowadzania ograniczeń, warto znaleźć terapeutę, ale takiego, który zdaje sobie sprawę z problemu, jakim może być smartfon. Niestety, część psychologów nadal nie ma pojęcia o mechanizmach uzależnieniowych związanych z ekranami i nie chce doskonalić wiedzy na ten temat. Bardzo polecam też, zwłaszcza w czasie wakacji, akcję detoksu cyfrowego, podczas której na minimum trzy tygodnie zabiera się dzieciom ekrany. Oczywiście nie chodzi o to, że wyrywamy dziecku smartfon i zostawiamy je samemu sobie. Do takiego wyzwania trzeba się solidnie przygotować. Na stronie zatroskani.pl rodzice znajdą wsparcie w tym przygotowaniu. Warto w to wejść, bo taki detoks poprawia samopoczucie dziecka, obniża u niego poziom niepokoju, poprawia sen, zwiększa zdolność panowania nad emocjami i przeżywania radości.•

Bogna Białecka

Psycholog, prezes Fundacji Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama