Nie Boża koncepcja

Antykoncepcja uchodzi za wielkie osiągnięcie ludzkości. Opłakane skutki tej próby oszukania natury już ludzkość ogląda, ale winnego szuka w… nauczaniu Kościoła.

Jednym ze „świąt nietypowych” jest przypadający 26 września Światowy Dzień Antykoncepcji. Jak można się dowiedzieć z sieci, celem obchodów tego dnia jest „kształtowanie świadomości seksualnej, zwłaszcza młodych ludzi, i zwiększenie dostępu do antykoncepcji”. Uczynienie społeczeństw jak najbardziej bezpłodnymi – bo do tego sprowadza się istota antykoncepcji – jest przedstawiane jako wyjątkowe dobrodziejstwo dla ludzkości, ochrona przed chorobami i śmiercią wielu kobiet. Stwierdzeniom tego rodzaju towarzyszy wskazywanie Kościoła katolickiego jako głównej przeszkody w osiągnięciu pełnej swobody w dystrybucji i korzystaniu z pigułek i prezerwatyw.

Encyklika

Kościół istotnie uznaje za niemoralną każdą formę antykoncepcji (nie są antykoncepcją naturalne metody planowania rodziny). Budzi to sprzeciw zarówno w środowiskach niezwiązanych z Kościołem, jak i wśród dużej części katolików. Dobitnie pokazują to obrady niemieckiej drogi synodalnej, której delegaci w ostatnich dniach wprost orzekli, że Kościół powinien zaakceptować m.in. antykoncepcję, akty homoseksualne i masturbację, a także błogosławić związki osób tej samej płci.

Można odnieść wrażenie, że autorzy apelu przypisują Kościołowi władzę decydowania, co jest, a co nie jest grzechem. Kościół nie jest jednak dysponentem woli Bożej, lecz jej sługą i wykonawcą. Jest więc także zobowiązany do trwania przy prawdzie o człowieku. Kluczowym i obowiązującym dokumentem Kościoła na ten temat jest encyklika Pawła VI Humanae vitae (HV). Ten wydany w 1968 roku dokument „o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego” uaktualniał nauczanie Kościoła w kontekście zmian związanych z wynalezieniem i upowszechnieniem nowoczesnych metod antykoncepcyjnych. Encyklika ta stanowi do dziś punkt odniesienia dla katolickiego nauczania o antykoncepcji. „To, co było prawdą wczoraj, pozostaje nią także dzisiaj. Prawda wyrażona w tej encyklice nie zmienia się” – powiedział Benedykt XVI z okazji 40. rocznicy wydania HV.

Prawdą jest, że w trakcie powstawania HV większość teologów skłaniała się ku akceptacji stosowania antykoncepcji. Na 26 biskupów, którzy się na ten temat wypowiedzieli, tylko 7 było przeciw dopuszczeniu środków antykoncepcyjnych. Wśród tych siedmiu znaleźli się bp Fulton Sheen z Rochester i kard. Karol Wojtyła z Krakowa. Przyszły papież przedstawił tzw. Memoriał z Krakowa, określony jako „głos biskupów Polski”. Dokument ten zawierał istotne argumenty i prawdopodobnie wywarł wpływ na treść encykliki. Ostatecznie po czterech latach dyskusji, studiowania dokumentów, konsultacji z ekspertami, w tym z parami małżeńskimi, i po wielu godzinach modlitw Paweł VI doszedł do przekonania, że Kościół nie może zaakceptować stosowania antykoncepcji w żadnej postaci. Zyskawszy pewność, że to jest droga, jaką Duch Święty wskazuje Kościołowi, podpisał się pod encykliką. Był to z jego strony akt wielkiej wiary i zaufania Bogu. Kierowało nim przede wszystkim poczucie wielkiej odpowiedzialności, co przyznał podczas audiencji generalnej 31 lipca 1968 roku. „I możemy was zapewnić, że to poczucie odpowiedzialności było powodem naszych niemałych cierpień duchowych. Nigdy i w żadnej sytuacji nie odczuwaliśmy tak wyraźnie ciężaru naszej posługi” – wyznał.

A sprzeciwy były ogromne. Najboleśniejsze ciosy zadali hierarchowie, szczególnie z Belgii, Holandii i Niemiec, którzy publicznie zakwestionowali nauczanie papieża.

Sprawdziło się

„Jednak mimo burzy, którą wywołała encyklika Humanae vitae, wyraźnie widać, z jaką mocą Duch Święty asystował urzędowi Piotrowemu i wspierał go: w świecie zniewolonym i zdominowanym przez perwersje i rewolucję seksualną, opuszczony przez wielu kardynałów, biskupów i teologów, osamotniony, Piotr jednak wytrwał i pozostał silny” – mówił kard. Robert Sarah w 2018 r., w 50. rocznicę wydania Humanae vitae. Przyszłość miała pokazać słuszność intuicji papieża, który przestrzegał m.in., że „mężczyźni, przyzwyczaiwszy się do stosowania praktyk antykoncepcyjnych, zatracą szacunek dla kobiet i lekceważąc ich psychofizyczną równowagę, sprowadzą je do roli narzędzia, służącego zaspokajaniu swojej egoistycznej żądzy, a w konsekwencji przestaną je uważać za godne szacunku i miłości towarzyszki życia” (HV 17).

To jedna z wielu zawartych w encyklice proroczych intuicji. Co jednak istotne, Humanae vitae nie skupia się tylko na odrzuceniu wszelkich aktów seksualnych, które z rozmysłem wykluczają prokreację. Sam Paweł VI podkreślał, że encyklika „jest przede wszystkim pozytywną prezentacją moralności małżeńskiej, w odniesieniu do jej celu: miłości i płodności. Prezentacja ta uwzględnia całego człowieka i całe jego powołanie, obejmujące nie tylko porządek naturalny i doczesny, ale również nadprzyrodzony i wieczny” (HV 7).

Błędna droga

„Wybitną formą miłości dla dusz jest nie pomniejszać w niczym zbawczej nauki Chrystusa”– pisał Paweł VI, wzywając zarazem do miłości i wyrozumiałości wobec ludzi (HV 29). Przypadek drogi synodalnej pokazuje, że liczni katolicy, w tym duchowni, potrafią domagać się „pomniejszania zbawczej nauki Chrystusa”, aktywnie sprzeciwiając się nauczaniu Kościoła w sprawie seksualności. Życzą sobie, aby Kościół dostosował swoje nauczanie do ich praktyk, nazywając dobrem to, co przez wszystkie wieki – zgodnie z Objawieniem – nazywał złem.

To niemożliwe. Antykoncepcja należy do czynów wewnętrznie złych, czyli niegodziwych niezależnie od okoliczności, o czym przypomniał Jan Paweł II w Veritatis splendor. Nie można tego relatywizować ani podważać. Wielokrotnie mówił o tym papież z Polski, odnosząc się m.in. do kontestowania Humanae vitae. „Ci, którzy zajmują stanowisko otwarcie sprzeczne z prawem Bożym autentycznie nauczanym przez Kościół, prowadzą małżonków na błędną drogę. To, czego uczy Kościół na temat antykoncepcji, nie stanowi przedmiotu swobodnej dyskusji między teologami. Nauczanie czegoś przeciwnego jest równoznaczne z wprowadzaniem w błąd sumień małżonków” – ostrzegł w orędziu z 1987 roku. Chodzi o najwyższą stawkę. Pogrążając się w hedonizmie, przedkładając chwilową wygodę nad wieczne dobra, nie wypełnimy Bożego planu. Jan Paweł II nie wahał się powiedzieć, że odrzucenie Humanae vitae „prowadziłoby do uczynienia bezowocnym krzyża Chrystusowego”. Przypomniał, że „sakrament małżeństwa wprowadza małżonków na drogę, na której spotkają krzyż”. Zwracając się do członków ruchu Foyers des Equipes des Notre-Dame, powiedział: „Tak, drodzy przyjaciele, drodzy małżonkowie, nie głoszę wam łatwizny. Głoszę wam Jezusa, i to Jezusa ukrzyżowanego! Drodzy małżonkowie, zapraszam was do wstąpienia na tę królewską drogę świętości małżeńskiej. Nadejdą dni, gdy wytrwanie na tej drodze będzie wymagało od was heroizmu. Przyjdą dni, gdy znajdziecie się na drodze krzyżowej. Myślę tu o krzyżu tych, których wierność wywołuje kpiny, ironię, a nawet prześladowania”.

O co chodzi?

Paweł VI, podpisując Humanae vitae, był świadom, że dochowanie przez małżonków wierności wskazaniom moralnym w zakresie współżycia seksualnego może być wymagające. Przyznał, że zachowanie prawa Bożego „wymaga mocnych decyzji i wielu wysiłków od poszczególnych ludzi, od rodzin i społeczności ludzkiej. Co więcej, zachować je można tylko z pomocą łaski Bożej, która wspiera i umacnia dobrą wolę ludzi. Kto jednak uważniej się nad tym zastanowi, dostrzeże, że owe wysiłki naprawdę podnoszą godność człowieka i przysparzają dobra całej ludzkości” – pisał papież (HV 20). Być może tego właśnie brak: uważnego i uczciwego zastanowienia. Nauczanie Kościoła o antykoncepcji jest spójne i logiczne, ale przyjęcie go wymaga od katolików dobrej woli i zaufania, że przez to nauczanie mówi Bóg. Pytanie więc, czego jako chrześcijanie szukamy: woli Bożej, w której zawiera się każde prawdziwe szczęście, czy usypiającej sumienie fałszywej wizji szczęścia? Fiasko tej wizji, m.in. w postaci katastrofy demograficznej, już oglądamy. Dewastujące skutki mentalności antykoncepcyjnej manifestują się coraz wyraźniej np. przez narastającą niechęć do podejmowania odpowiedzialnych wyborów, zwłaszcza zawierania małżeństw. Oczywiście można uznać to wszystko za pozytywny objaw nowoczesności. Warto jednak zauważyć, że ta „nowoczesność” jest obliczona jedynie na doczesność, a i w niej nie przynosi prawdziwego spełnienia. Jaka to więc alternatywa dla Ewangelii? •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama