Cud w brzuchu

– Niech nikt nie myśli, że Jezus wskrzeszał i uzdrawiał tylko przed dwoma tysiącami lat – mówi Ewa Kremiec. – Cuda zdarzają się co dzień. Nam po 14 latach czekania poczęło się maleństwo.

Jak żeście to zrobili? – pytała ją rodzona siostra. – Masz trójkę dzieci, nie będę ci tłumaczyć – musiała odpowiedzieć. – Skąd będzie to dziecko? – dziwili się znajomi. – Jak wszystkie, z brzucha – odpowiadała zszokowanym nagłą wiadomością. Wszyscy wiedzieli, że leczy się od 16. roku życia. Zresztą oni sami nie mogli w to uwierzyć. Znają się z Adamem 21 lat, od 14 są małżeństwem. Oboje pamiętają dzień, kiedy ona, 19-latka, usłyszała od ginekologa: „Dziewczyno, ty masz jajniki jak 60-letnia baba”.

– To było podczas studiów, w Krakowie – opowiada Adam. – Miałaś fioletową sukienkę z indyjskiego sklepu i płakałaś. – Z medycznego punktu widzenia zajście

w ciążę było fizycznie niemożliwe – wyjaśnia Ewa, z wykształcenia biolog. – Lekarze stwierdzili, że mam niedrożne jajowody, „policystyczne jajniki”, czyli takie, które nie dopuszczają owulacji, niedorozwiniętą śluzówkę macicy i kłopoty z prolaktyną. Na dodatek na początku tego roku wykryto u niej boreliozę.

 

Po ostrych antybiotykach pierwszy raz w życiu pojawiła się niestymulowana hormonalnie miesiączka. Razem z nią cień nadziei. Że nowe życie jest tuż-tuż. Potem były nudności, nagłe plamy na twarzy, ból piersi. Bagatelizowała to i wszystko zrzucała na chorobę i 12 tabletek antybiotyków dziennie. Wreszcie 17 czerwca, po powrocie z night skatingu, bo do 4 lat jeżdżą na rolkach, mąż zwrócił jej uwagę, że na brzuchu nie dopina jej się sportowy kombinezon. I wtedy zupełnie bez przekonania zrobiła sobie test ciążowy. – Momentalnie wyszły dwie kreski – gwarantowana ciąża, nie mogłam w to uwierzyć – rozpamiętuje. – Pomyślałam, że Bóg ma poczucie humoru – no bo tak, tyle lat czekać na dziecko i nie wiedzieć, że się jest w ciąży? A na dodatek tydzień wcześniej w szkole omawiałam z trzecimi klasami, jak to matka powinna na siebie uważać w pierwszym trymestrze ciąży. A sama nie uważałam. I jeszcze mąż mi radził, żebym robiła brzuszki. Pani biolog – niedostateczny z rozmnażania ssaków! – śmieje się.

Piękna jak mama

Cztery lata temu adoptowali Błażejka, który właśnie całuje mamę w brzuszek i mówi, że tam mieszka siostrzyczka. Pokazuje, że mamusi będzie pasować do włosów moja spinka z różyczką i bransoletki. Widać, że jest dla niego najpiękniejszą i najukochańszą kobietą na świecie.

– Dlaczego ludzie postrzegają adopcję jako bohaterstwo? – zastanawia się Ewa. – Jak się wychowuje trojaczki, to może to jest bohaterstwo, ale jednego malucha? Wzięliśmy go, kiedy miał dwa miesiące. Po pół roku to było po prostu nasze dziecko. Uczyliśmy się nie tylko go kąpać, przewijać, ale i kochać. Z tym, które noszę, będzie tak samo. Nasze biologiczne dziecko to też genetyczna rosyjska ruletka. Nie wiadomo, po jakim pradziadku odziedziczy geny.

To, że będą mieć dzieci, zakładali, mimo że medycyna mówiła, że to niemożliwe. Oboje pochodzą z wielodzietnych rodzin. Dziecięcy gwar był wpisany w atmosferę ich domów. Nie wyobrażali sobie domowego świętego spokoju. Poznali się podczas wakacji, na oazie. To była młodzieńcza miłość, która razem z nimi dojrzała. Mieszkali daleko od siebie, więc pisali listy. Nieraz zaglądają do nich, żeby przypomnieć sobie tamten pierwszy wspólny czas.

– Pan Jezus od początku był między nami, dlatego nam się udało – uważa Ewa. – Zawsze czułam, że On znajdzie pomysł na rozwiązanie naszych problemów. Nawet w niedobrych wiadomościach szukali sensu, drugiego dna. Trzy lata od tamtej okrutnej diagnozy wzięli ślub. – Zaczęliśmy szukać recepty na siebie samych w nowej rodzinie – mówi Adam, dziś pracownik Urzędu Miasta w Katowicach.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama

Reklama