Od natury do kultury

Niewiele pojęć wywołuje tyle emocji i kumuluje sprzeczne oceny. Rodzice słysząc to elektryzujące hasło, od razu stają na baczność. Bo jak nie zachować powagi, gdy mowa o wychowaniu?

Obserwacja ostatnich dziesięcioleci: wzrost przestępczości wśród nieletnich, obniżenie wieku inicjacji seksualnej, wzrost samobójstw wśród młodzieży i wiele innych przykładów wskazuje, że młodzi ludzie przeżywają trudności w odnalezieniu się we współczesnym świecie. Jak wielka jest skala problemu, trudno jednoznacznie i szybko odpowiedzieć. Jest jednak jasne, że przed rodzicami i wszelkiego rodzaju wychowawcami, w tym duchowieństwem, stoi trudne do sprostania wyzwanie przeprowadzenia młodych ludzi przez czas burzy i naporów okresu dorastania, w jeszcze bardziej burzliwym czasie społecznych i kulturowych zmian. Jest to o tyle trudne, że i sam proces zwany wychowaniem stoi na rozdrożu kryzysu wartości, nowych wyzwań i sprzecznych pedagogicznych drogowskazów.

 

Biskupi, ustanawiając Tydzień Wychowania, zachęcają, by „zacząć wspólnie wychowywać”: połączyć siły rodziny, Kościoła i szkoły. Być może jest to trafna recepta. Czy jednak uda się wypracować jedną, wychowawczą drogę,

nową jakość, którą poprowadzimy nasze dzieci do sukcesu? I czym ten wychowawczy sukces jest?

Trochę definicji

Gdy czyta się mądre opracowania o wychowaniu, dość szybko ma się wrażenie wielkiego, definicyjnego galimatiasu. Naukowcy, spece od pedagogiki, od starożytności po dziś dzień ustalają, co to znaczy „wychowywać”. Warto sięgnąć po lekturę choćby po to, żeby krytycznie odpowiedzieć na pytanie: z którymi teoriami się zgadzam, które wcielam w życie?

Na potrzeby późniejszych rozważań przyjmijmy, że mówiąc o wychowaniu, nie mamy na myśli, jak chciał Samuel Linde, „wyżywić aż do wzrostu” („Słownik języka polskiego”, Lwów 1860). Nie chcemy też przyjąć za własny model „wychowania liberalistycznego”, w którym to dziecko „wychowuje” się samo, kierowane wewnętrznymi intuicjami i sytuacjami z zewnątrz.

Dość ciekawe wydaje się natomiast rozgraniczenie między wychowaniem zwanym intencjonalnym i nieintencjonalnym. Pierwsze, to świadome kształtowanie dziecka, dobieranie bodźców wychowawczych tak, by było to z korzyścią dla rozwoju potomka. Drugie, to wszelkie wpływy, głównie niezamierzone i niecelowe, które kształtują wychowanka.

Powie ktoś, że wychowanie nieintencjonalne jest jakieś przerażające i do niczego nie prowadzi? Zgoda. Tylko co zrobić, i jak, by w sposób świadomy i mądry pomóc dziecku dorosnąć?

Do celu...

Gdy zadać przeciętnemu współczesnemu rodzicowi pytanie, jaki jest cel wychowania, zdaje się być on nieco przestraszony. Bąka coś o dobrym wykształceniu potomka, jego szczęściu w życiu osobistym. Przestraszenie rodziców nie wynika ze złej woli, czy braku odpowiedzialności. Raczej jest wynikiem pewnego zagubienia, być może też kryzysu wartości. Bo jeśli trudno dorosłym określić, do czego sami dążą, to skąd mają wiedzieć dokąd prowadzą dziecko?

Przypomnijmy więc klasyków i ich widzenie wychowawczego celu. Dariusz Zalewski, autor książki „Wychowanie człowieka szlachetnego”, twórca portalu o edukacji klasycznej, przypomina, że ideałem wychowawczym starożytnych Greków był człowiek moralnie piękny, wszechstronnie wykształcony oraz udoskonalony przez zdobywane cnót i sprawności. Zalewski dodaje jednak, że dopiero chrześcijaństwo nadało tym zabiegom wartość nadrzędną: człowiek, który zmierza do pełni szczęścia, nie może myśleć wyłącznie o życiu doczesnym. „Perspektywa wieczności sprawia, że życie ludzkie odnajduje sens. Teraz już usprawniamy ciało i ducha, nie tylko na te krótkie, ziemskie chwile, ale przede wszystkim by być udysponowanym do zdobywania wieczności” – pisze Zalewski.

– Jeśli człowiek ma być jednością ciała i duszy, to w integralnej wizji wychowania każda ze sfer powinna mieć właściwe miejsce – mówi ks. prof. Wojciech Cichosz, kierownik Katedry Pedagogiki Pastoralnej UMK w Toruniu, jednocześnie wieloletni dyrektor Zespołu Szkół Katolickich w Gdyni. – Powinniśmy wychowywać i rozum, i duszę. Wychowywanie tylko rozumu grozi stworzeniem ateistów, z okrojoną duchowością. A wychowanie tylko duszy może wytworzyć fanatyków i fundamentalistów. Dlatego potrzebna jest harmonia, równomierne rozłożenie akcentów. Mówiąc nieco górnolotnie, lecz prawdziwie, powinniśmy dążyć do zasady: „Rozum powinien szukać wiary. A wiara – szukać oświecenia rozumem”. Rzec łatwo. A jak dojść do celu?

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg