Chore emocje

Specjaliści mówią, że uzależniony od alkoholu jest nawet co dziesiąty z nas. Doliczając współuzależnionych, problem może dotyczyć blisko połowy populacji miasta.

Reklama

W Warszawie i okolicach działa około 240 grup Anonimowych Alkoholików. Sporo, chociaż na 2,5-milionową aglomerację to i tak zaledwie ułamek potrzeb. Specjaliści mówią, że uzależniony od alkoholu jest nawet co dziesiąty z nas. Doliczając współuzależnionych, problem może dotyczyć blisko połowy populacji miasta.

Witek, alkoholik, zdał sobie sprawę z problemu 18 lat temu. Siedemnaście wytrzymał w postanowieniu, że więcej po kieliszek nie sięgnie. Ale rok temu zapił. Takie życie. – Samo niepicie nie jest jeszcze życiem w trzeźwości. Czasem mówimy sobie na grupie, że nie pić może każdy głupi, ale trzeźwo żyć: cieszyć się życiem i zdrowymi emocjami – znacznie trudniej – mówi.

Obszczymurki?

W Stanach Zjednoczonych, skąd 30 lat temu do Polski przeszczepiono ruch Anonimowych Alkoholików, przyznanie się do nałogu wzbudza respekt. Bo ktoś, kto zdał sobie sprawę, co rujnuje życie jego i rodziny, i postanowił zmienić swoje życie, dokonuje swoistego cudu. Ale w katolickiej Polsce uczestników grup AA wciąż się stygmatyzuje. Chyłkiem przemykają na cotygodniowe mitingi do przyparafialnych salek. Zanim podasz rękę, przez głowę przebiega myśl, czy się czymś nie zarazisz,

a wyobraźnia podpowiada najgorsze obrazy zdegenerowanej osobowości. Tymczasem w grupach AA równie łatwo spotkać budowlańca i profesora, grabarza i szanowanego lekarza. Najbardziej demokratyczna choroba świata nie dzieli na biedaków i krezusów, właścicieli małych fiatów i porsche cayenne. Na tych z dobrze zaopatrzonym barkiem i tych, którzy chyłkiem pod śmietnikiem odkorkowują flaszkę najtańszego wina. – Jednego od drugiego alkoholika rożni jedynie pierwszy kieliszek. Reszta życiowej historii jest podobna. Dlatego tak łatwo przychodzi nam odnaleźć się w problemach, z którymi przychodzą na miting inni – mówi jeden z uczestników grupy AA przy kościele św. Jozafata na Bielanach. W Warszawie i najbliższych okolicach, Legionowie, Grodzisku, Otwocku co tydzień spotyka się około 240 grup Anonimowych Alkoholików. Na każdą przychodzi kilka, kilkanaście osób, czasem więcej. Coraz częściej na mitingi zaglądają też bardzo młodzi ludzie.

Jak pierwsi chrześcijanie

Większość spotkań odbywa się przy kościołach, chociaż AA zastrzega, że nie jest ruchem konfesyjnym. Życzliwość proboszczow wynika z tego, że działalność ruchu ma niemal dokładnie te same cele, co chrześcijaństwo: wychować wolnych ludzi, ktorzy w swoim życiu będą potrafi li wybierać dobro, a nie zło. I wiara i trzeźwość zaczynają się też w tym samym momencie: kiedy uznamy, że nasze życie nie należy tylko do nas, ale od Kogoś, kto jest większy niż ja. Konsekwencją dla jednych i drugich jest też uznanie własnej słabości. Jeden z proboszczów, zaproszony na miting AA, przyznał, że czuł się na nim wręcz jak na spotkaniu wspólnoty pierwszych chrześcijan. Bo w ruchu AA nie ma hierarchii. Nikt nikogo nie może wyprosić ze spotkania, ani zabronić mu odejść. Każdy z uczestników ma świadomość, że przychodzi dobrowolnie: zrobić coś ze swoim życiem. I to nie dla żony, spowiednika, czy przełożonego, ale przede wszystkim dla siebie. – Alkoholizm jest chorobą uczuć i emocji. Trzeźwienie polega na tym, że uczę się nimi kierować, nie sięgając po środek zmieniający świadomość. To alkohol, ale także inne używki powodują, iż wyobrażam sobie, że jestem innym człowiekiem. Alkohol to ucieczka w chwili, gdy dopada mnie nieumiejętność załatwienia jakichś spraw życiowych: wydaje mi się, że napiję się i rozwiążę problem. Pozbycie się takiego egoizmu i pychy przez zawierzenie sile wyższej, to droga do zdrowienia – mówi Witek, alkoholik.

Doba bez dna

Trzeźwienie według ruchu AA polega na przeżyciu 24 godzin bez alkoholu. A później kolejnych dni, tygodni i miesięcy, z których składają się później trzeźwe lata. W Polsce jest komu zdrowieć. W liście nt. trzeźwości, który w warszawskich kościołach czytany był w niedzielę 29 lipca Episkopat przypomina, że aż 14 proc. dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. „Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Ponad milion Polaków jest uzależnionych. Co najmniej dwa miliony dzieci żyje w rodzinach obarczonych dramatem uzależnienia. Każdy polski podatnik przeznacza co roku ok. 800 zł na pokrycie strat wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu”. – Osobą wymagającą pomocy jest nie tylko osoba pijąca. Mechanizmy choroby dotyczą także osób stykających się z alkoholikiem: przenoszą się na relacje z bliskimi – małżonkami i dziećmi. Nie przypadkiem dzieci alkoholików jako życiowych partnerów wybierają podświadomie innych uzależnionych. Racjonalizują sobie, że przecież wiedzą, jak im pomoc, bo znają problem: żyli obok niego tyle lat. Jednocześnie działa mechanizm wyparcia: alkohol to nie mój problem, przecież nie ja piję, tylko mój ojciec. A osoby współuzależnione muszą nauczyć się żyć i radzić sobie z problemem tak samo, jak alkoholik – tłumaczy Witek.

„Rodziny, bądźcie szkołami trzeźwości troszcząc się o autentyczne i głębokie więzi rodzinne. Chrońcie i umacniajcie miłość, która jest największym darem Boga dla człowieka, a jednocześnie wielkim zabezpieczeniem przed nałogami. Pamiętajcie, że świat nie kończy się na ekranach komputerów i telewizorów, na indywidualnych potrzebach i zachciankach. Wasi bliscy potrzebują zrozumienia i uwagi, dobrego słowa, wspólnie spędzanego czasu” – apelują biskupi w liście na miesiąc trzeźwości.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama