Terapia na padoku

Uczniowie Zespołu Szkół Specjalnych w Kadłubie dzięki jeździe konnej nabierają pewności siebie, przełamują strach i pobudzają do pracy uśpione mięśnie.

Reklama

Koń doskonale wyczuwa, że sadzamy w siodle dziecko, które nie potrafi się poruszać. Dlatego wtedy zachowuje się delikatnie, jakby niósł na grzbiecie szklankę wody. Nawet nie próbuje drgnąć – przekonuje Roman Bem, który od 25 lat pracuje z uczniami Zespołu Szkół Specjalnych w Kadłubie. Swoich wychowanków mobilizuje do przeróżnych aktywności sportowych, a od niespełna roku oprócz biegów, wyścigów na wózkach, pływania czy gier zespołowych organizuje również zajęcia z jeździectwa, które odbywają się na Rancho Gienia w Strzelcach Opolskich.

Okazuje się, że kiedy nadchodzi czas wyjazdu na konie, podekscytowanie w szkole rośnie. – Dla uczniów to nagroda, że mogą gdzieś pojechać i jeszcze jeździć konno – wyjaśnia nauczyciel.

Głaskanie, dotykanie, jeżdżenie

– Jest to możliwe dzięki przychylności Starostwa Powiatowego w Strzelcach Opolskich. Otrzymaliśmy grant edukacyjny na zajęcia, które łączą jeździectwo i hipoterapię. Uczestniczy w nich ponad 90 proc. uczniów naszej szkoły – wyjaśnia Roman Bem. W efekcie raz na dwa tygodnie zabierają kilkuosobową ekipę na Rancho Gienia, gdzie czekają na nich trzy konie: Gosar, Kanon i Palestina.

– Przywozimy osoby z różnym stopniem niepełnosprawności, również te, które poruszają się tylko na wózkach. Kontakt z koniem okazuje się dla nich wspaniałym doświadczeniem. Kanon, zwany też Obibokiem, jest tak spokojny, że dzieci mogą bez obaw go przytulać i dotykać, nawet po nosie czy wargach – uśmiecha się nauczyciel.

Podkreśla, że już widać efekty konnej terapii. – Nasi uczniowie nabierają pewności siebie i pokonują strach. Mimo że często boją się pierwszego kontaktu z koniem, bo to przecież duże zwierzę, znacznie większe od nich, to jednak szybko przekonują się, że koń może stać się ich przyjacielem, że pozwala im się głaskać, dotykać – tłumaczy Roman Bem. Przekonuje, że jazda konna jest świetną formą rehabilitacji, ponieważ uruchamia większość mięśni człowieka.

– Przed pierwszymi zajęciami miałam obawy, jak konie będą się zachowywały, czy przykładowo nie wystraszą się dotykania, czasem przecież bardzo nieporadnego. Konie są z natury płochliwymi zwierzętami, które mogą nasiać paniki z powodu drobiazgów – przyznaje Katarzyna Lisiak, która z radością i zaangażowaniem pracuje z uczniami z Kadłuba. – Bardzo szybko okazało się, że nasze zwierzęta doskonale wyczuwają potrzeby niepełnosprawnych dzieci. Niesamowicie zaskoczyła nas Palestina, ponieważ gdy zbliżało się do niej dziecko na wózku, ona wręcz pchała do niego swój pysk, by mogło ono ją pogłaskać – opowiada.

Konie, które wybaczają błędy

– Na zajęciach ćwiczymy postawę, oddychanie, rozluźnianie się, bo jeżdżąc na koniu, nie można być spiętym. Uczymy się też właściwego zachowania przy zwierzęciu, przede wszystkim tego, że nie można krzyczeć – opowiada pani Katarzyna. – Wiem, że nam wydaje się, że to małe, niewiele znaczące kroczki, ale dla tych dzieci wcale nie. Dla nich to są naprawdę duże kroki. Już samo utrzymanie się w pozycji prostej jest dla nich dużym osiągnięciem, zwłaszcza że początkowo raczej leżeli na koniach. Dopiero wraz z kolejnymi zajęciami zaczęli wyrabiać sobie odpowiednią postawę. Dzieci wykonują m.in. ćwiczenia równoważne – wyjaśnia. Podkreśla, że jej konie nauczone są wybaczania błędów, dlatego spokojnie reagują na nieprzewidziane zachowanie dzieci. – To dlatego, że wcześniej je objeżdżam i uczę, żeby nie zwracały uwagi na to, że ktoś je szturchnie nogą czy ręką – tłumaczy. I opowiada, że takie objeżdżanie wygląda dość zabawnie, bo pani Kasia wsiada na konia i zachowuje się tak, jakby nie potrafiła jeździć. – Chwieję się, tu nogą zahaczę, tam zamacham rękami, do tego krzyczę, na przemian spinam się i rozluźniam, przerzucam się na brzuch. Chodzi o to, żeby koń był odczulony na różne nieprzewidziane zachowania. Dzięki temu nie zerwie się, kiedy jadące na nim dziecko przypadkowo go kopnie – podkreśla instruktorka.

– Gosar, mój pierwszy koń, jest czystym arabem. Wprawdzie rzadko spotyka się, żeby zwierzęta tej rasy brały udział w zajęciach terapeutycznych, bo są to konie bardzo temperamentne, ale wiele czasu poświęciłam na pracę z Gosarem, żeby był nastawiony do dzieci pozytywnie, żeby nie irytował się ich zachowaniami. Nauczyłam go, że jeśli się czegoś wystraszy, to zatrzymuje się, ale nie panikuje – dopowiada.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama