Naszym zadaniem jest ufać

Podejmując świadomą decyzję o wspólnej drodze przez życie, wiedzieli, że sami sobie nie poradzą. Od początku zawierzyli swoje życie Bogu i co krok, także na tych wakacjach, doświadczają Jego opieki.

Reklama

Tegoroczne hasło roku duszpasterskiego „Idźcie i głoście” to trudne zadanie, ale możliwe do realizacji. – Na co dzień obracamy się w środowisku, które delikatnie mówiąc, niewiele ma do czynienia z życiem religijnym. Głoszenia uczymy się z czasem. Najlepszą formą, w naszym przekonaniu, jest mówienie o sobie. Co jest dla mnie ważne, gdzie byłem z rodziną na wakacjach, jakie mam zdanie w danej kwestii. Czasem zdarza się, że niektóre osoby podejmują temat i chcą go rozwinąć – podkreślają małżonkowie Dorota i Jan Nowakowscy z Lubska, ona z zawodu nauczyciel matematyki, on – kierownik ds. jakości.

Zobowiązania do pracy nad sobą

Małżonkowie wiedzą też, że nieocenioną pomocą jest wspólnota. Należą do Domowego Kościoła, czyli gałęzi rodzinnej Ruchu Światło–Życie. – Już od początku naszego związku wiedzieliśmy, że jesteśmy ludźmi o trudnych charakterach. Podejmując decyzję o małżeństwie, byliśmy świadomi, że nie uda nam się bez pomocy i chcemy wstąpić do jakiejś wspólnoty – wyjaśnia głowa rodziny.

Zaraz po ślubie, jeszcze jako studenci, zamieszkali we Wrocławiu. – Chcieliśmy przyłączyć się do wspólnoty małżeństw przy duszpasterstwie akademickim. Po kilku tygodniach okazało się jednak, że w Lubsku, do którego i tak chcieliśmy wrócić zaraz po studiach, zawiązywana jest właśnie grupa Domowego Kościoła. Dla nas był to znak. I trwamy w Domowym Kościele już 12 lat – tłumaczy Dorota.

Wspólnota na różnych płaszczyznach wnosi wiele w ich małżeńskie życie. – Przede wszystkim daje nam drogę i konkretne wskazówki, a także, jak to nazywamy w ruchu, zobowiązania, które nas obligują do pracy nad sobą, poprawiania naszej osobistej relacji z Panem Bogiem i pogłębiania więzi małżeńskich. Te zobowiązania to: codzienna modlitwa osobista, regularne spotkanie ze słowem Bożym, codzienna modlitwa małżeńska, codzienna modlitwa rodzinna, comiesięczny dialog małżeński, reguła życia, czyli systematyczna praca nad sobą, a także uczestnictwo, przynajmniej raz w roku, w rekolekcjach formacyjnych – wyjaśnia mąż.

– Ważną płaszczyzną jest oczywiście wychowywanie dzieci. Również tutaj mamy pomoc i uczymy się, jak wychowywać je na dobrych ludzi. Pomaga nam w tym przebywanie w otoczeniu tych, którzy myślą podobnie jak my i wyznają podobne wartości. Ludzi, dla których nierozerwalność związku małżeńskiego oraz rodzina składająca się z mamy, taty i dzieci jest czymś normalnym – dodaje żona.

Wakacje z Bożą opieką

– Poza podstawową drogą wspólnoty Domowy Kościół oferuje nam pełen pakiet rekolekcji tematycznych i każdy może skorzystać z pomocy, jakiej jego małżeństwo w danym momencie potrzebuje: np. wychowanie dzieci, miłość małżeńska, problemy seksualne i wiele innych. Poza tym zarówno w kręgu, jak również w czasie rekolekcji spotykamy się z małżeństwami, które niejednokrotnie borykają się z różnorodnymi problemami. Korzystając z ich doświadczeń, możemy uczyć się pokonywania trudności w duchu Bożych wartości – podkreśla Dorota.

W tym roku małżonkowie byli na III stopniu Oazy Rodzin. – Przez wiele lat byłem przeciwnikiem rekolekcji dwutygodniowych. Ale kiedy przeżyliśmy je po raz pierwszy, wiedziałem, że jest to najlepsza forma spędzania wolnego czasu. Tak było również w przypadku naszych ostatnich rekolekcji. Wiele osób mówi, że to czas duchowego ładowania baterii. Tak rzeczywiście jest! – podkreśla Jan.

– Jest to także bardzo dobry sposób na rodzinne wakacje. Dzieci zaprzyjaźniają się z rówieśnikami, a my, rodzice, możemy spędzać z nimi bardzo dużo czasu, korzystając z różnych form rekreacji. Podczas takich rekolekcji możemy także zaobserwować, jak buduje się wspólnota ludzi. I tu pojawia się przewaga nad rekolekcjami krótkimi, bo prawdziwa wspólnota zawiązuje się przeważnie po około pięciu dniach.

– Tegoroczne rekolekcje nauczyły ich czegoś jeszcze. Tego, że Panu Bogu nic nie należy narzucać, tylko bezgranicznie Mu ufać – podkreśla Jan. – W połowie rekolekcji mieliśmy jeden z ważniejszych punktów, choć nie było go w programie. Podczas powrotu z minizoo, do którego pojechaliśmy w czasie wolnym dla rodziny, mieliśmy wypadek drogowy. Był na tyle poważny, że obydwa samochody nadają się do kasacji. Nam oraz drugiemu kierowcy, który w nas wjechał, dzięki Bogu nic się nie stało. A przecież w naszym samochodzie oprócz mnie jechała trójka naszych dzieci i moja żona w 9. miesiącu ciąży. Niech każdy myśli, co chce, ale ja wiem, że z nami jechał Ktoś jeszcze. Od tego momentu wiemy, że naszym zadaniem jest ufać – podkreśla Jan.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| RODZINA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • andres123
    16.03.2016 02:03
    Pierwsze co powinna zrobić prokuratura to zamknąć morderców tego dziecka. Później można dopiero badać sprawę.
    Pierwszą zasadą lekarza jest pomoc chorym a nie ich zabijanie. Jeżeli państwo godzi się na zabijanie to powinno stworzyć nowy zawód np. skrobacz płodu ,wyrywacz kalekich, dobijacz Dauna.Może to brzmi makabrycznie ale nie możemy obarczać ludzi którzy składali przysięgę Hipokratesa takimi praktykami.
  • qwery
    17.03.2016 21:44
    Ze swojej strony zapewniliśmy godne warunki dla płodu – dodaje. ??????????????



    co to OZNACZA ?godne warunki na smierc ?kur** nie pojmuje tego jak mozna zabic nawet chore dziecko ??????????????????????? spoczywaj w pokoju krusyznko
  • zdegustowana
    07.04.2016 18:31
    Dziwię się, że szpital nosi imię Św Rodziny po tym co tam się dzieje
  • ania
    13.04.2016 20:24
    Jak można żywcem dziecko wyszarpać z łona i kazać mu umierać? :(
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama