Święty zarządca

Nad pianinem Święta Rodzina, na oknie św. Józef. A mały Józek wybiera pulchnymi paluszkami ciasteczka.

Reklama

Marta i Andrzej Otrząskowie są małżeństwem od ośmiu lat. Sześć lat temu urodziła im się Antonina, cztery lata temu Marcin. A dwa i pół roku temu urodził się Józek, chociaż jego mama zawsze zarzekała się, że nie nazwie tak syna. Najwyraźniej święty patron postanowił inaczej, bo dobrze sobie rodzinę upatrzył. I prowadzi.

Imiona od patrona

Niemal samo centrum Kędzierzyna-Koźla. Niedaleko przedszkole, szkoła, kościół, sklepy, czyli wszystko, co młodej rodzinie do życia potrzebne. Marta i Andrzej poznali się jeszcze na studiach – razem dojeżdżali pociągiem do Opola. Obecnie ona jest behapowcem i organistką, on – planistą produkcji. Chyba te ich zawody i pasje kształtują dom: ma być i śpiewająco, i porządnie zaplanowane. Choć akurat przy trojgu małych dzieciach rodzicielskie plany często zderzają się z przedszkolnymi wirusami czy zwykłymi fochami 2,5-latka. – Z dziećmi trudniej coś zaplanować, ale to urok życia w rodzinie. Uczy pokory – śmieje się Andrzej. – Pełne planowanie trzeba zostawić w pracy.

Praca Marty to (również) wieczory w kościele, prowadzenie chóru. Śluby, pogrzeby i w niedziele dwie Msze. – Lubię swoją pracę, a ponieważ nie pracuję na pełnym organistowskim etacie, mogę łączyć aktywność zawodową z wychowywaniem dzieci – opowiada Marta, przygotowując kluski śląskie na obiad.

Z przedszkola wracają Antosia i Marcinek. Mały Józek chętnie wita brata, bo jest już mocno znudzony siedzeniem z dorosłymi.

– Gdzie masz, Józiu, swojego św. Józefa? – pyta mama. Józek podbiega do figurki patrona. Obok stoją też figurki św. Antoniego i św. Marcina. Każde dziecko ma dobrą ochronę… – Już gdy byłam w ciąży, wybieraliśmy dzieciom imiona. Miały być ładne, ale przede wszystkim miały być niejako „prezentem” na całe życie, bo zależało nam na ochronie z nieba, na dobrych patronach. O ile „Antonina” i „Marcin” nie wywoływały większych emocji, o tyle „Józef” tak – śmieje się Marta. – Moja mama zawsze mówiła, że warto nazwać tak syna. Ja miałam wątpliwości, to imię wydawało mi się zbyt staromodne. Widać patron sam wybrał sobie Józka, bo gdy urodziłam małego, imię Józef i postać świętego patrona jakoś same powróciły. Czułam, że nie mogę się temu sprzeciwić. I synek został Józefkiem.

Święty Józef od zawsze

Święty Józef był niejako zawsze z panią Martą. Choć zwykle nie narzucał się i działał w ciszy. – W parafii mojego dzieciństwa był kult św. Józefa. Modliłam się więc do niego od dziecka. Choć pewnie dopiero w dorosłości zaczęłam odkrywać Józefa w kontekście rodziny: jako najlepszego opiekuna – mówi pani Marta.

Andrzej długo nie znał świętego bliżej. Choć jego mama modliła się właśnie do św. Józefa o dobrą żonę dla syna. – Mama używała diecezjalnego modlitewnika, w którym są modlitwy o dobrą żonę i o dobrego męża – opowiada Andrzej. Przy modlitwie o dobrą żonę jest wezwanie do Józefa: „Święty Józefie, miłośniku czystości i wzorze wielkiej roztropności, uproś mi tę łaskę u Boga. Amen”. Łaska to oczywiście dobra żona…

– Ja byłam mocno aktywna na studiach: duszpasterstwo, wyjazdy, różne pomysły. Chłopaka nie miałam. W końcu zaczęłam wzdychać do św. Józefa, by pomógł mi kogoś poznać. I też korzystałam z diecezjalnego modlitewnika.

Andrzej i Marta pod koniec studiów byli parą. Andrzej oświadczył się po roku, a po kolejnym wzięli ślub.

Historii Otrząsków przysłuchują się dzieci. Przysłuchuje się też wisząca nad pianinem ikona Świętej Rodziny. Św. Józef lekko się uśmiecha.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama