Poranionej Ewie

– Po co się w ogóle urodziłaś? – słyszały. Odtrącone przez bliskich, trafiają w świat przeorany alkoholem, przemocą, biedą. Kobiety w kryzysie – to dla nich powstało Stowarzyszenie „Misja Dworcowa”.

Reklama

Patronuje mu ks. Jan Schneider, założyciel Sióstr Maryi Niepokalanej. Stworzony i prowadzony przez nie ośrodek mieści się w jednym z wrocławskich podwórek. – Nazywam go czasem „Domem pod kudłatym aniołem” – śmieje się s. Edyta, mijając figurki aniołów zdobiące ściany. U szczytu schodów Niepokalana tuli Dzieciątko. Tuż obok wiele samotnych mam pochyla się nad swoimi maleństwami. I wiele poranionych aniołów, choćby „kudłatych”, odzyskuje skrzydła.

Ocalone z piekła

– Moi oboje rodzice zmarli, gdy miałam 13 lat. Po ich śmierci musiałam zaopiekować się młodszym rodzeństwem – wspomina przebywająca kiedyś w ośrodku Karolina. Przez tydzień dzieci mieszkały same. Starszy brat przywoził im jedzenie. – Potem on z żoną przenieśli się do nas, bo ich wyrzucono z mieszkania. Zajmowałam się jego dzieckiem. Bił nas. Mnie obrywało się najczęściej – dodaje. W końcu młodsze rodzeństwo zostało przygarnięte przez ciocię. Karoliny nikt nie chciał ze względu na jej problemy ze zdrowiem. Ostatecznie znalazła się u innej cioci. Tu jednak panowała przemoc. Kazano się Karolinie wynosić. Dziewczyna trafiła w końcu do domu swojej starszej siostry i jej męża – jak się okazało z deszczu pod rynnę. Alkohol, narkotyki, bicie... Siostra wysłała ją do pracy i… zabierała co tydzień pieniądze. „Po co żyjesz, po co się urodziłaś? Tylko niszczysz życie innym” – słyszała.

W końcu stwierdziła, że dłużej już nie wytrzyma. Koleżanka pomogła jej skontaktować się z Misją Dworcową. Do ośrodka trafiła przerażona, milcząca, pobita – przez siostrę, która chciała wysłać Karolinę po alkohol, tymczasem dziewczyna wróciła tego dnia później. U sióstr była zdumiona, że może normalnie korzystać z toalety, że nie musi prać ręcznie, że słyszy dobre słowa na swój temat, że może chodzić do kościoła i nie musi się z tym kryć – jak to było u siostry. – Ten ośrodek stał się dla mnie prawdziwym domem – stwierdza.

– Do sióstr trafiłam, gdy byłam w ciąży. Długo nie powiedziałam im, z jakiego związku jest dziecko – wspomina Ania. – Dzięki nim nie oddałam go do adopcji. Pokazały mi, że można inaczej żyć. Wyjaśniły, jak się starać o mieszkanie socjalne, w którym teraz mieszkam. Jestem o wiele mocniejsza psychicznie. Najpierw byłam wobec sióstr bardzo nieufna. Teraz rozumiem, ile im zawdzięczam. One mnie uratowały.

My czy sutener

– We Wrocławiu jest sporo placówek pomocy. Każda ma swoją specyfikę. U nas znajdują wsparcie młode kobiety, często w ciąży czy z małymi dziećmi, mniej więcej do lat 6. Gdy dzieci robią się starsze, a mama wciąż nie ma innego lokum, proponuje się jej inny ośrodek. Tu dzieci nie miałyby miejsca, by pobiegać czy odrobić w spokoju lekcje – mówi s. Goretti. Ośrodek (którego adresu dla bezpieczeństwa mieszkanek celowo się nie upublicznia) jest kameralny – przypomina rodzinny dom. Raz po raz witane są tu nowo narodzone maleństwa. – Bardzo często też świętujemy „roczki”, pierwsze urodziny naszych maluchów – dodaje s. Edyta.

Kobiety trafiają do sióstr na różne sposoby – czasem same się kontaktują, czasem dzwoni ktoś z rodziny czy pracownik socjalny. Kim są? Osobami opuszczonymi przez najbliższych, dotkniętymi przez przemoc, bezdomność.

– Niekoniecznie chodzi o ludzi żyjących na ulicy, pod mostem (choć mieliśmy i taką mieszkankę), ale o kobiety, które nie mają gdzie się podziać – mówią siostry. Zwykle szukają schronienia choćby ze względu na dziecko. Inaczej mogłyby je stracić. Takie osoby przy pierwszej rozmowie mówią: „Siostro, mnie jest obojętne, jakie tu są warunki. Chcę tylko być ze swymi dziećmi”.

– Kobieta z małym dzieckiem, jeśli nie ma wsparcia bliskich, bardzo szybko znajduje się w trudnej sytuacji. Nie ma nikogo kto zająłby się dzieckiem, gdy ona chce iść do pracy czy gdy ono zachoruje. Jeśli nie ma kogo poprosić o pomoc, każdy problem urasta do wielkich rozmiarów – mówią siostry. Tłumaczą, że ich podopieczne to często osoby pozostawione przez mężów czy raczej partnerów. Pochodzą z rodzin, gdzie w kolejnych pokoleniach pojawiają się alkohol, uzależnienia, przemoc, rozmaite zaburzenia. Brak jest miłości. Przykładowo matka wiąże się z nowym partnerem, a on nie życzy sobie, by mieszkała z nimi jej córka. Dziewczyna musi się wynosić. Bywa, że stara się wszelkimi sposobami przypodobać matce, by ta tylko chciała na nią spojrzeć. Stara się „kupić” miłość rodziców.

Zdarzają się podopieczne, które zajmowały się prostytucją, ale ich jest niewiele. Siostry podkreślają, że najlepiej zapobiegać wejściu w nią. Wyrwać kogoś z prostytucji jest bardzo trudno. Zagrożona jest dziewczyna, która nie ma gdzie mieszkać, co jeść. – To jest kwestia: kto pierwszy jej coś zaoferuje – my czy sutener – dodaje s. Edyta, wspominając o międzyzakonnej sieci przeciwdziałania handlowi ludźmi Bakhita. – Nasza dawna podopieczna mówiła: „gdybym wiedziała, że są siostry, że mogę prosić o pomoc, to bym na pewno tam, w świecie prostytucji nie wylądowała”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama